PZPN dostał ostrzeżenie od UEFA. Kulesza wyjaśnił, o co poszło

Przy okazji każdego domowego meczu reprezentacji Polski powraca temat dopingu - a może raczej jego braku - na Stadionie Narodowym. Do tego problemu odniósł się Cezary Kulesza.
Mecz Polski z Albanią z trybun obejrzało ponad 56 tysięcy osób. Nie da się jednak powiedzieć, by kibice byli dwunastym zawodnikiem biało-czerwonych. Na stadionie było cicho.
O braku dopingu mówi się regularnie, ale nic sie nie zmienia. Wydaje się, że PZPN zaakceptował już obecny stan rzeczy.
- Nie bardzo wiem, co moglibyśmy więcej zrobić. Próbowaliśmy wprowadzać doping zorganizowany, ale wszyscy wiemy, dlaczego ta inicjatywa nie jest kontynuowana - powiedział Kulesza w tvpsport.pl.
Doping na meczach kadry miało prowadzić stowarzyszenie "To my Polacy". PZPN zakończył z nim współpracę po tym, jak kibice w trakcie meczu z Holandią wrzucili na boisko race. Spotkanie zostało przerwane.
- Po meczu z Holandią otrzymaliśmy od UEFA ostrzeżenie, że po następnym takim wybryku zamkną nam stadion i nikt meczu nie zobaczy. To są trudne decyzje i takie mamy konsekwencje tego, co się wydarzyło przy okazji meczu z Holandią. Doping na meczach reprezentacji od wielu lat różni się od tego na meczach klubowych. Federacja ma tutaj niewielkie pole manewru - uważa Kulesza.
Reprezentacja Polski we wtorek zagra na wyjeździe ze Szwecją. Stawką spotkania będzie awans do tegorocznych mistrzostw świata