Rozczarowujący wynik Porto. Drużyna Polaków zmarnowała atut własnego boiska
Pierwszy mecz ćwierćfinału Ligi Europy zakończył się rozczarowującym wynikiem dla FC Porto. "Smoki" tylko zremisowały u siebie z Nottingham Forest 1:1.
W podstawowym składzie Porto pojawił się tylko Jan Bednarek. Jakub Kiwior spędził całe spotkanie wsród rezerwowych. Oskar Pietuszewski nie został zgłoszony do gry w europejskich pucharach
Porto objęło prowadzenie w 11. minucie. Gospodarze wyprowadzili składną akcję, którą strzałem z bliska zwieńczył William Gomes.
Chwilę później Porto znów trafiło do bramki, ale tym razem własnej. Doszło do tego w kuriozalnych okolicznościach. Piłkarze "Smoków" rozgrywali piłkę na własnej połowie. Prawy obrońca Martim Fernandes chciał ją wycofać do Diogo Costy, ale kopnął za mocno i niedokładnie. Strzelił samobója z 40 metrów...
W 30. minucie niepewnie w swoim polu karnym interweniował Bednarek. Reprezentant Polski dał się zaskoczyć Woodowi, który wyskoczył mu zza pleców i w starciu upadł na boisko. Sędzia kazał grać dalej.
Porto mogło udanie zakończyć pierwszą połowę. W końcówce szansę miał Terem Moffi. Zatrzymał go jednak Stefan Ortega.
W 64. minucie zawrzało pod bramką Porto. Gola strzelił Igor Jesus, ale sędziowie uznali, że wcześniej w walce o piłkę sfaulował bramkarza "Smoków".
Gospodarze dłużej utrzymywali się przy piłce i częściej strzelali na bramkę. Nie potrafili jednak sforsować zasieków obronnych Nottingham. Gdy w końcu to zrobili, to brakowało im precyzji. W 80. minucie w dobrej sytuacji obok bramki kropnął Victor Froholdt.
Żadna z drużyn nie zdobyła zwycięskiego gola. Wszystko rozstrzygnie się w rewanżu, który zostanie rozegrany już w przyszłym tygodniu w Nottingham.