Stępiński wypalił po triumfie nad Legią. "Znajomi się ze mnie śmiali"

Stępiński wypalił po triumfie nad Legią. "Znajomi się ze mnie śmiali"
Weronika Morciszek / pressfocus
Mariusz Stępiński z przytupem wrócił do Ekstraklasy. Napastnik w rozmowie z Canal+ Sport opowiedział o swoim ponownym debiucie na polskich boiskach.
Stępiński do niedawna bronił barw Omonii Nikozja. W tym sezonie sporadycznie pojawiał się na murawie w lidze cypryjskiej, więc podjął decyzję o odejściu. W styczniu wzmocnił Koroną.
Dalsza część tekstu pod wideo
Snajper po dekadzie wrócił do Ekstraklasy. I nie mógł sobie wymarzyć lepszych okoliczności. W niedzielę strzelił dwa gole na wagę zwycięstwa 2:1 z Legią Warszawa. Jego decydujące trafienie padło w 90. minucie.
- Byliśmy wyżej w tabeli, więc normalne zwycięstwo. Oczywiście, mówię to pół żartem, pół serio. Inauguracja rundy to taki moment niewiadomej. Wszyscy się szykują, chcą jak najlepiej przygotować, ale jest taka niepewność, jak to będzie wyglądało. Dlatego bardzo cieszymy się, że udało nam się wygrać. Może nie musiało to być w tak dramatycznych okolicznościach, mogliśmy wcześniej zamknąć spotkanie, mieliśmy więcej z gry, byliśmy dobrze zorganizowani. Ważne, że wygraliśmy, cieszymy się - zaczął Stępiński w rozmowie z Canal+ Sport.
Piłkarz został zapytany o trudne warunki pogodowe. Od pewnego czasu Polskę nawiedziły mrozy. Murawa na Łazienkowskiej była delikatnie zmrożona.
- Znajomi się ze mnie śmiali, że po tylu latach w ciepłych krajach wracam i muszę grać w takich warunkach. Ale trzeba się dostosować, w takich warunkach poznaje się wielkość drużyny - zaznaczył Stępiński.
- Świetnie czuję się w Koronie. Drużyna znakomicie mnie przyjęła. Nie było procesu aklimatyzacji, bo nie musiało go być. Czuję się tak, jakbym spędził tu już kilka lat. Od pierwszego dnia poczułem się jak dziecko, które zaczyna grać w piłkę i czuje taką radość. Dziękuję za to szatni - dodał.
Korona jest obecnie siódma w tabeli. Kolejnym rywalem kielczan będzie Zagłębie Lubin.
Mateusz - Jankowski
Mateusz JankowskiDzisiaj · 20:20
Źródło: Canal+ Sport

Przeczytaj również