Syn legendy nie poszedł w ślady ojca. Z Milikiem przegrał o włos, po latach wylądował w Polsce

Syn legendy nie poszedł w ślady ojca. Z Milikiem przegrał o włos, po latach wylądował w Polsce
Lukasz Laskowski / pressfocus
Gdyby o wynikach plebiscytu Golden Boy decydowały tylko i wyłącznie głosy internautów, to o krok od zdobycia tej nagrody w 2014 roku byłby Arkadiusz Milik. Nie każdy jednak pamięta, że tuż za Polakiem znalazł się wtedy Luka Zahović - napastnik, którego doskonale znamy z polskiej Ekstraklasy.
Lukę Zahovicia niegdyś uznawano za spory talent. Wychowanek słoweńskiego Mariboru przyszedł na świat w portugalskim mieście Guimaraes. Jego ojciec Zlatko był gwiazdą reprezentacji Słowenii, a w piłce klubowej bronił barw Vitorii Guimaraes, Porto, Olympiakosu czy Valencii, z którą w 2001 roku dotarł nawet do finału Ligi Mistrzów.
Dalsza część tekstu pod wideo
Presja nazwiska ciążyła więc na synu legendy od najmłodszych lat. Luka miał zaledwie 19 wiosen, gdy znalazł się wśród 40 nominowanych do nagrody Golden Boy 2014. Na liście był raczej ciekawostką i funkcjonował bardziej jako reprezentant jednej z mniejszych lig europejskich, co nie negowało wcale faktu, że w piłkę grać potrafił.
To właśnie Zahović swoim golem uratował Mariborowi punkt ze Sportingiem w pierwszej kolejce fazy grupowej Ligi Mistrzów 2014/15. W Europie pokazał się z naprawdę dobrej strony, więc nadzieje na to, że wyrośnie z niego kiedyś niezły piłkarz były spore. Kibice uwielbiali go do tego stopnia, że zajął trzecie miejsce w klasyfikacji Golden Boy według internautów. Do znalezienia się na podium wystarczyło mu niecałe sześć procent głosów. Rozkład procentowy głosów u czołowych dwóch zawodników prezentował się już o niebo lepiej. Liderujący Raheem Sterling zyskał sympatię 37,3 procenta kibiców, a drugi Arkadiusz Milik - 34,7 procenta. Od Polaka na szczycie klasyfikacji dzieliły więc nas detale.
W 2015 roku Zahović trafił do holenderskiego Heerenveen za 700 tysięcy euro. Po roku został wypożyczony z powrotem do Mariboru, gdyż nie było dla niego miejsca w zespole - w Eredivisie rozegrał raptem sześć meczów i nie strzelił żadnego gola. Ale jak już do Mariboru wrócił, to tak w nim pozostał. Z nim w składzie słoweński klub zdołał nie tylko wygrać mistrzostwo kraju, ale i awansować do fazy grupowej Ligi Mistrzów po raz trzeci w swojej historii.
Przez kolejne kilka lat napastnik zdobywał bramki tylko na lokalnych podwórkach. W 2020 roku po raz pierwszy usłyszało o nim wielu polskich kibiców, gdyż został sprowadzony przez Pogoń Szczecin. Barw "Portowców" bronił przez cztery lata, jednak - delikatnie mówiąc - nie zachwycił. W 123 rozegranych meczach strzelił tylko 26 goli. Nawet nieźle poradził sobie w sezonie 2021/22 (11 goli w 30 meczach), ale to tyle, jeśli chodzi o przygodę w szczecińskim klubie.
Słoweńcowi udało się trochę odżyć w Górniku Zabrze. W sezonie 2024/25 strzelił w Ekstraklasie osiem goli i zanotował pięć asyst. Latem przydarzyła mu się poważna kontuzja, po której musiał przejść przez operację stopy. W Polsce nie pozostał - podjęto decyzję o rozwiązaniu z nim umowy za porozumieniem stron.
Obecnie Luka Zahović jest piłkarzem rumuńskiego CFR Cluj. Po operacji gra dość rzadko, a najczęściej wchodzi na końcowe minuty meczów ligowych. Dopiero 10 lutego udało mu się rozpocząć spotkanie od pierwszej minuty.
***
Tekst powstał w ramach cyklu "Ciekawostki: Piłka Zagraniczna", w którym piszemy o obecnych, byłych, czy niedoszłych gwiazdach futbolu, których historia zasługuje na przypomnienie.

Dyskusja

Przeczytaj również