Szalone historie: Piłkarz Liverpoolu pobił swojego kolegę kijem golfowym w nocy przed meczem z FC Barceloną

Za kulisami piłkarskich salonów dzieje się bardzo wiele niezwykłych rzeczy, ale tylko część z nich wychodzi na światło dzienne. Historia, o której opowiemy dziś jest kompletnie szalona i aż niewiarygodna. Opowiada bowiem o tym, jak w 2007 roku piłkarz Liverpoolu w nocy przed bardzo ważnym meczem Ligi Mistrzów brutalnie zaatakował swojego śpiącego kolegę.
Wszystko zaczęło się w jednym z barcelońskich pubów, gdzie akurat odbywała się impreza karaoke. Craig Bellamy, w bardzo nachalny sposób, namawiał swojego kolegę, Johna Arne Riise, aby ten zaśpiewał publicznie jakąś piosenkę. Norweg, który nie miał ochoty popisywać się swoimi umiejętnościami wokalnymi, odmówił.
Walijczyk nie chciał jednak dać za wygraną, a gdy Riise zaczął mieć dość jego upierdliwości, rzucił w jego kierunku wiązankę nieprzyjemnych słów.
- Niczego nie będę śpiewać. Zamknij mordę albo cię rozwalę - krzyknął w kierunku Bellamy’ego.
- Zabiję cię, ty rudy sku**ielu - odpowiedział mu Walijczyk.
Ta sytuacja kompletnie zepsuła nastrój Riise, który wraz z Samim Hyypią wrócił do hotelu i poszedł spać. Jako że miał pokój z Danielem Aggerem, który chciał jeszcze zostać na imprezie, Norweg zostawił otwarte drzwi.
Ta sprawa jednak jeszcze się nie skończyła. Kiedy Bellamy wrócił do hotelu wraz ze Stevem Finnanem, powiedział: - Zaj***ę tego gościa. Sprawa jeszcze się nie skończyła. Ku**a, idę szukać Riise. W którym jest apartamencie? Który kij golfowy mam wziąć?
Finnan myślał oczywiście, że Walijczyk żartuje i żyjąc w tym przekonaniu polecił mu zabranie żelaznej siódemki.
Czując się upokorzony przed resztą chłopaków i szalejąc ze złości w upojeniu alkoholowym Bellamy pukał do różnych pokojów. Nawet do takiego, w którym znajdowała się niemiecka rodzina z dzieckiem. Ta, widząc wariata paradującego po nocy z kijem golfowym, zadzwoniła na policję.
Bellamy w końcu trafił do apartamentu śpiącego Riise i zaczął go bezmyślnie tłuc.
- Wyskoczyłem z łóżka, zdjąłem prześcieradło i trzymałem je przed sobą, jakbym był jakimś na wpół przytomnym matadorem, a Bellamy darł się: „Nikt nie będzie mnie poniżał przed chłopakami. Nie obchodzi mnie, że pójdę do więzienia! Moje dzieci mają dość pieniędzy na szkołę i na wszystko. Nie obchodzi mnie to!" Podniósł kij i znów się zamachnął. Tym razem trafił z całą siłą w moje biodro. Byłem tak napompowany adrenaliną, że nie odczuwałem bólu, ale uderzył mnie mocno. To było żelazo - powiedział po upływie 12 lat od tego zdarzenia Riise.
Co ciekawe, policjanci, którzy zdążyli pojawić się w hotelu minęli się na korytarzu z Jerzym Dudkiem, który akurat szedł w kierunku restauracji. Funkcjonariusze od razu pomyśleli, że wandalem paradującym po hotelu z kijem golfowym jest polski bramkarz, po czym wyprowadzili go na zewnątrz.
Dudkowi udało się przekonać policjantów, że afera hotelowa nie została wszczęta przez niego, a prawdziwego sprawcy ostatecznie nie odnaleziono. Gdyby tak się stało, groziłyby mu bardzo poważne konsekwencje.
Najbardziej poszkodowany przez tę sytuację był więc Riise, który nie dość, że musiał wcześniej wyjść z imprezy, to jeszcze otrzymał kilka bolesnych ciosów ciężkim kijem do golfa.
- Następnego dnia kilku chłopaków z tego chichotało. Było mi przykro. To mogło się naprawdę źle skończyć. Z szacunku dla klubu i Beniteza, nie ciągnąłem dalej tego problemu - przyznał Norweg.
Tego dnia drużyna Liverpoolu rozegrała mecz Ligi Mistrzów na Camp Nou przeciwko FC Barcelonie Franka Rijkaarda. "The Reds" wygrali to spotkanie 2:1, a gole dla zespołu z Anfield strzelali… Craig Bellamy i John Arne Riise! To zwycięstwo zapewniło podopiecznym Beniteza awans do ćwierćfinału. Walijczyk cieszył się ze swojego gola, imitując golfowe uderzenie. To dowodzi, że bójka szybko została obrócona żart i nie skłóciła permanentnie piłkarzy Liverpoolu.
W cyklu "Szalone historie" będziemy prezentować niesamowite i niecodzienne zdarzenia sportowe, obok których nie sposób przejść obojętnie
Cezary Krzyżak