Szok, gdzie gra 29-letni król potencjału z FIFY. Kiedyś chciał go Real Madryt
Zapowiadał się fantastycznie, sięgając ze swoją kadrą po mistrzostwo świata do lat 20. Był na celowniku Realu Madryt, FC Barcelony, Arsenalu czy Chelsea. Andrija Żivković rozwijał się w zawrotnym tempie, lecz nie spełnił pokładanych w nim nadziei. Niektórzy będą zaskoczeni, gdzie gra w wieku 29 lat.
Andrija Żivković dołączył do akademii Partizana Belgrad, gdy miał 13 lat. Do seniorskiej drużyny trafił bardzo szybko, podpisując w 2013 roku trzyletni kontrakt. Co ciekawe, w pierwszym zespole debiutował jeszcze przed złożeniem parafki. 28 kwietnia 2013 roku rozegrał 25 minut w zremisowanym 0:0 meczu 25. kolejki ligowych zmagań przeciwko Noviemu Pazar.
W sezonie 2013/14 snajper został na stałe włączony do kadry Partizana. Z miejsca stał się kluczowym piłkarzem, strzelając gola w każdym z czterech pierwszych występów ligowych. Swoją wybitną formą zapracował na tytuł najlepszego młodego zawodnika rundy jesiennej krajowych rozgrywek.
W pierwszym pełnym sezonie Żivković zanotował 25 występów, w których zdobył pięć bramek i zaliczył asystę. Szturmem wdarł się do pierwszego składu Partizana, przez co kibice nie wyobrażali sobie drużyny z Belgradu bez niego. Już wtedy eksperci dostrzegali w nim ogromny potencjał i wróżyli mu wielką karierę.
Młodzian znalazł uznanie m.in. w oczach ówczesnego selekcjonera Serbii, Sinisy Mihaljovicia, który powołał go na mecz towarzyski z Japonią. Żivković rozegrał 30 minut, zmieniając na boisku Zorana Tosicia. Tym samym, mając 17 lat i 192 dni, stał się najmłodszym debiutantem w historii kadry.
Potem dalej rozwijał się w Belgradzie, będąc kluczowym piłkarzem Partizana. W swoim drugim sezonie rozegrał 40 spotkań, w których zdobył siedem bramek i zanotował cztery asysty. Razem z klubem sięgnął po mistrzostwo kraju. Po zakończeniu rozgrywek wyjechał razem z kadrą U20 na mistrzostwa świata.
W trakcie międzynarodowego turnieju Serbia sprawiła sensację i w starciu finałowym pokonała po dogrywce Brazylię 2:1. Żivković odegrał kluczową rolę podczas triumfu na mundialu. Wystąpił w każdym z możliwych meczów, grając niemal od deski do deski. Co więcej, zdobył dwie bramki i zanotował dwie asysty.
Po mistrzostwach świata U20 o Serbie było jeszcze głośniej. W kuluarach mówiło się, że jest na celowniku m.in. Chelsea, FC Barcelony czy Realu Madryt. Z uwagi na swój wzrost (mierzył 169 centymetrów) i umiejętności dryblingu został nazwany "serbskim Leo Messim". Piłkarz wrócił jednak do Partizana, z którym był związany kontraktem. Dodajmy, że doskonale znali go m.in. gracze kultowej serii FIFA, w latach 2016-2018 jego potencjał czynił go "klasykiem" tej gry, jeśli ktoś szukał potężnego skrzydłowego z ogromną szansą na rozwinięcie umiejętności.
W pierwszej części sezonu 2015/16 Żivković dalej był kluczowym graczem Partizana. Jego sytuacja skomplikowała się dopiero w połowie rozgrywek. Odrzucił propozycję nowego kontraktu i nie zgodził się na odejście z klubu zimą. Chciał wyjechać z Belgradu dopiero latem, gdy wygaśnie jego umowa. Swoim zachowaniem rozwścieczył działaczy i został zesłany do rezerw. W pierwszej drużynie nie zagrał przez resztę sezonu.
Po wygaśnięciu kontraktu w lipcu 2016 roku Żivković w końcu opuścił ojczyznę. Przeniósł się za darmo do Benfiki Lizbona, podpisując pięcioletni kontrakt. Po transferze na Półwysep Iberyjski nie miał jednak lekko. Przez około pięć miesięcy wystąpił w zaledwie trzech spotkaniach. Do kadry portugalskiego giganta wskoczył na dłużej w styczniu 2017 roku.
W drugiej części rozgrywek oraz sezonie 2017/18 Serb prezentował niestabilną formę, lecz miał pewne miejsce w pierwszym składzie Benfiki. W tamtym czasie jego potencjał w grach FIFA 17 oraz FIFA 18 oceniono na 86. Dla porównania twórcy gry przypisali ten sam overall m.in. Isco czy Thomasowi Muellerowi. Wówczas wychowanek Partizana był również na radarze Arsenalu.
Sytuacja Żivkovicia zaczęła pogarszać się w sezonie 2018/19. Szkoleniowiec Benfiki, Rui Vitoria, odstawił go na boczny tor, degradując go do roli rezerwowego. Serb nie rozwinął się tak, jak tego oczekiwano, przez co wyraźnie spadł w klubowej hierarchii. W ostatnich dwóch miesiącach rozgrywek zaliczył tylko dwa krótkie występy.
W sezonie 2019/20 było jeszcze gorzej. Żivković miał spore zaległości treningowe oraz zmagał się z problemami zdrowotnymi, przez co w trakcie całych rozgrywek zanotował zaledwie cztery występy, w których rozegrał 125 minut. Na tamten moment wydawało się jasne, że musi wrócić do formy w innym zespole.
Transfer faktycznie doszedł do skutku. Wyjechał z Lizbony, mając na swoim koncie 88 występów, cztery bramki, 24 asysty i dwa mistrzostwa kraju. We wrześniu 2020 roku przeniósł się do PAOK-u Saloniki, w którym występuje do dziś. Półwysep Bałkański okazał się jego miejscem na ziemi.
Żivković gra w barwach greckiego zespołu już szósty sezon. Od obecnych rozgrywek jest jego pierwszym kapitanem. Do tej pory zanotował w barwach PAOK-u 270 występów, zdobył 65 bramek, zaliczył 65 asyst i sięgnął po mistrzostwo oraz puchar kraju. Aktualnie ma 29 lat, więc niewykluczone, iż zwojuje jeszcze jakiś klub. Wszystko wskazuje jednak na to, że w Grecji ma się dobrze i nie zamierza z niej wyjeżdżać.
***
Tekst powstał w ramach cyklu "Ciekawostki: Piłka Zagraniczna", w którym piszemy o obecnych, byłych, czy niedoszłych gwiazdach futbolu, których historia zasługuje na przypomnienie.