Szokujące słowa polskiego piłkarza. "Umarłem na dwie minuty"
Szokujące wyznanie Daniela Gołębiewskiego. Polski piłkarz otarł się o śmierć.
W trakcie kariery Daniel Gołębiewski reprezentował barwy Polonii Warszawa, Koronie Kielce, Dolcanie Ząbki oraz Pogoni Siedlce. Napastnik po cichu zakończył karierę w 2020 roku.
Teraz opowiedział o problemach zdrowotnych, które dokuczały mu w ostatnich latach kariery i po jej zakończeniu. W rozmowie z Tomaszem Ćwiąkałą wyjawił, że otarł się o śmierć.
Snajper odczuwał przewlekłe zmęczenie oraz spadki siłowe. Badania krwi wykazywały u niego podwyższony poziom kinazy kreatynowej, a to mogło wskazywać na przeciążenia albo uszkodzenia mięśni.
- Dla zwykłego człowieka wynosi on 200, u profesjonalnego sportowca może być to nieco więcej, natomiast w czasie mojej kariery było to 600, a kiedy podpisywałem jeden z ostatnich kontraktów, było to około 1000. To już jest stan alarmowy - powiedział.
Po odwieszeniu butów na kołek Gołębiewski otworzył klub fitness. W trakcie pandemii koronawirusa wykonywał w nim ćwiczenia wspólnie z bratem. Wtedy mogło dojść do tragedii.
- Podciągałem się i zszedłem z ćwiczenia. Położyłem się, jakbym zasnął. Okazało się, że straciłem przytomność i po chwili przestałem oddychać. Reanimował mnie brat. Nie oddychałem przez dwie minuty. A po czterech jest się warzywem - wyjawił.
Zaczęły się próby diagnozy. Badania wykonane w szpitalu nie wykazały żadnych nieprawidłowości. Kardiolog sportowy wykrył u Gołębiewskiego arytmię wysiłkową i ustalił indywidualny plan treningowy.
To nie tłumaczyło jednak przewlekłego zmęczenia oraz spadków siłowych. Snajper został wobec tego skierowany do specjalistki do spraw badań genetycznych. Diagnoza, jaką usłyszał, nim wstrząsnęła.
- Przeanalizowaliśmy wszystko i usłyszałem: "Tak naprawdę nie rozumiem, czemu pan do mnie przyszedł. W tym wieku walczy pan o ostatni oddech, bo serce przestaje działać. Według mnie ma pan dystrofię Beckera, czyli genetyczny zanik mięśni". To było trudne dla głowy. Jak już umarłem na dwie minuty, to później niczego się nie bałem. Grając w piłkę, wkręcałem sobie jakieś boiskowe strachy, ale ich się pozbyłem. Po tych dwóch minutach zatrzymania pracy serca zaczęło mi się żyć lekko. Więc jak specjalistka rzekła mi, że to końcówka, ryło to głowę. Zwłaszcza, kiedy wiesz, że dzieciaki, będąc w twoim wieku, mogą zacząć chorować - wyznał.
Nie wszystkie objawy się jednak zgadzały. Żona namówiła więc napastnika na dalszą diagnostykę. Ten poddał się rezonansowi kręgosłupa. Koniec końców wykryto u niego nowotwór układu nerwowego.
Gołębiewski poddał się operacji wycięcia guza kilkanaście miesięcy temu. Następnie czekała go intensywna rehabilitacja. Gracz przyznał, że chciałby spełnić jeszcze jedno marzenie: zagrać w piłkę z synem.
- Cieszę się, że moja pięcioletnia zagadka zdrowotna została rozwiązana nowotworem. Po tym czasie to była najlepsza z możliwych diagnoz. Udało się to wyplenić i mam nadzieję, że to nie wróci - przyznał.
- Teraz mogę zacząć funkcjonować normalnie. Mam jeszcze cztery lata, żeby zagrać z synem w piłkę. Szansa na początku była jedna na milion. Teraz skoczyła do siedmiu procent - stwierdził.
Wszystko wskazuje na to, że gracz nie choruje na dystrofię Beckera. Nie zamierza również badać pod tym kątem syna. Ma nadzieję, że problemy zdrowotne są już w całości za nim oraz za jego rodziną.