Szwarga ostro o transferach Arki. "Od razu było wiadomo, że tu nie zagra"
Arka Gdynia spadła z PKO BP Ekstraklasy. Były trener klubu, Dawid Szwarga, w rozmowie z Weszło nie krył rozczarowania polityką transferową klubu z Trójmiasta.
Szwarga odszedł z Arki wiosną tego roku. Teraz nie ukrywa, że niektóre obszary działalności klubu pozostawiają wiele do życzenia. Narzeka między innymi na politykę transferową.
- Wydawało się, że na koniec okienka będą najlepsze możliwości, ale wcale tak nie było. Jagiellonia czy Raków mogą czekać do końca, bo grają w Europie, są atrakcyjni. Albo mają zbudowany kręgosłup – pięć, sześć pozycji, obsadzonych doświadczonymi zawodnikami na poziomie Ekstraklasy. Wtedy możesz poczekać, dokooptować dwóch, trzech zawodników bez licytowania. Arka nie miała ani jednego, ani drugiego, powinna działać szybciej - przyznał Szwarga.
- W jednym z wywiadów prezes Pertkiewicz powiedział, że zrealizował wszystkie punkty trenera Szwargi, w tym transfery. Zapomniał, że nie zakładaliśmy odejścia Celestina i Percana, że celem numer jeden było ściągnięcie szóstki/ósemki, która zastąpi Kocabę. Nie zrealizowaliśmy tego ani w czerwcu, ani w grudniu. (...) Byliśmy dogadani z jednym zawodnikiem, byliśmy bardzo blisko transferu, ale trzeba byłoby za niego zapłacić 200 tysięcy euro. Nie zdecydowaliśmy się na to i szkoda, bo to był nasz główny cel, mógłby stanowić o sile zespołu przez lata - powiedział.
Już po odejściu Szwargi szeregi Arki zasilił nowy bramkarz, Andrei Vlad. Nie zagrał jednak w Gdyni ani minuty. Były trener Gdynian w rozmowie z Weszło nie gryzł się w język.
- Myślę, że można było zainwestować więcej pieniędzy. Świadczy o tym transfer Andreia Vlada, czyli bramkarza, który trafił do Arki kilka dni po moim odejściu i dostał naprawdę dobre warunki finansowe i… przyjechał niegotowy do gry na poziomie Ekstraklasy od strony fizycznej. Gdy trener bramkarzy go zobaczył, od razu było wiadomo, że tu nie zagra - stwierdził.
- Mimo to musieliśmy na niego trochę wydać, co pokazuje, że można było zagrać na rynku bardziej ryzykownie, ofensywnie i postarać się np. o zawodników, o których walczyliśmy z "GieKSą". Ona sprzątnęła nam sprzed nosa dwóch piłkarzy - ujawnił.