Szwed brutalnie szczerze o swojej reprezentacji. "Nie zasługujemy, żeby tu być"
Już we wtorek reprezentacja Szwecji spróbuje zrewanżować się Polsce za porażkę w finale baraży o poprzednie mistrzostwa świata. - Po półfinale z Ukrainą oczekiwania w kraju wzrosły, może nawet za bardzo - mówi nam Theo Bylund ze szwedzkiej TV4.
Dziennikarz w rozmowie z Meczyki.pl ocenia polską kadrę, porównuje Roberta Lewandowskiego do Viktora Gyokeresa i wspomina "jeden z najgorszych okresów w historii szwedzkiej piłki".
Radosław Przybysz, Meczyki.pl: - Kto - według ciebie i kibiców w Szwecji - będzie faworytem wtorkowego meczu?
Theo Bylund, TV4: Przed spotkaniem z Ukrainą kibice i dziennikarze nie wierzyli w naszą reprezentację. Teraz jednak oczekiwania wzrosły, może nawet za bardzo. To nawet nie tyle pewność siebie, co "hype". Podchodzimy do tego meczu bardzo pozytywnie nastawieni. Z drugiej strony, wiemy, że Polska to silna drużyna, znacznie lepsza niż Ukraina. Zwłaszcza, że Ukraina musiała sobie radzić we wtorek bez wielu zawodników. Powiedziałbym, że panuje optymizm, a biorąc pod uwagę fakt, że gramy na naszym stadionie, na Strawberry Arena, przy ogromnej widowni, uważam, że Szwecja jest nieznacznym faworytem.
To chyba spora zmiana w porównaniu do klimatu przed półfinałem z Ukrainą?
Nowa nadzieja pojawiła się już wraz z przyjściem Grahama Pottera. Wcześniej to była zdecydowanie najgorsza reprezentacja Szwecji, jaką widziałem za życia. Kadencję Jona Dahla Tomassona chyba najlepiej opisze słowo "beznadziejna". Nastroje były bardzo złe, a on nie potrafił zrobić nic, by je poprawić. To był jeden z najgorszych okresów w historii naszej reprezentacji.
Kto jest lepszy - Viktor Gyokeres czy Robert Lewandowski - i dlaczego?
Trudne pytanie. Biorąc pod uwagę formę, wybrałbym Gyokeresa. Gra regularnie w pierwszym składzie jednej z najlepszych drużyn w Europie i choć nie strzela goli na potęgę, jak to miało miejsce w Sportingu, to jednak jest najlepszym strzelcem wiodącej drużyny Premier League. Z drugiej strony, Robert Lewandowski – wszyscy wiedzą, jaką ma historię i że od ponad dekady jest dominującym strzelcem w Europie. Jeśli chodzi o formę, to wybrałbym Viktora, ale jeśli spojrzeć na karierę, to zdecydowanie Roberta. To jeden z najlepszych napastników naszego pokolenia.
Kto oprócz napastnika Arsenalu ma potencjał, by zostać bohaterem Szwecji?
Pamiętaj, że kontuzjowane są nasze dwie inne supergwiazdy: Dejan Kulusevski i Alexander Isak. Gdybyśmy mieli ich do dyspozycji, ten mecz wyglądałby zupełnie inaczej. A tak, poza Gyokeresem, nie mamy wielu opcji. Jest Lucas Bergvall z Tottenhamu, który dobrze się pokazał wchodząc z ławki z Ukrainą. On dopiero wraca po kontuzji i nie jest jeszcze w topowej formie, ale może te kilka dni spędzone z reprezentacją pozwoli mu poprawić kondycję meczową. Jest jeszcze Elanga, który ma oczywiste atuty, ale nie rozgrywa dobrego sezonu w Newcastle. Myślę, że musimy polegać głównie na Gyokeresie. Prawdopodobnie czeka nas mecz podobny do tego z Ukrainą, w którym Szwecja nie będzie miała zbyt wiele piłki i będzie polegać głównie na kontratakach. A w takiej roli Viktor jest jednym z najlepszych napastników na świecie, więc...
A kto zastąpi kontuzjowanego Isaka Hiena?
Carl Starfelt z Celty Vigo. To wcale nie jest zły zmiennik, co pokazał z Ukrainą. Rozgrywa niezły sezon w Celcie Vigo. Ale tracąc Hiena tracimy przede wszystkim jego szybkość. To bardzo szybki obrońca, a przy naszym ustawieniu i kryciu jeden na jeden to bardzo ważne.
Co wiesz i co sądzisz o reprezentacji Polski?
Nie powiem, że widziałem wszystkie wasze mecze w tych eliminacjach, ale z tego, co widziałem, Polska to dobrze zorganizowana drużyna, trudna do pokonania, z takimi graczami jak Robert Lewandowski – prawdziwym czynnikiem X, któremu wystarczy jedna szansa i już strzela gola. Do tego Piotr Zieliński, który przeżył coś w rodzaju sezonu odrodzenia w Interze, jest jednym z najlepszych pomocników tego klubu w tym sezonie. Dużo się mówi o tym, że Szwecja zyskała dużą pewność siebie po zwycięstwie nad Ukrainą, ale przecież przegrywanie 0:1 z Albanią i odwrócenie wyniku - to też daje ogromną pewność siebie. Mecze między Szwecją a Polską są zazwyczaj bardzo wyrównane i myślę, że tak samo będzie i tym razem. Gospodarze skupią się przede wszystkim na odpowiednim ustawieniu obrony, aby nie pozwolić na stworzenie okazji Robertowi Lewandowskiemu.
Jakiej atmosfery na stadionie możemy się spodziewać?
Prawdopodobnie jednej z najlepszych w ostatnich latach. Bilety zostały dawno wyprzedane. Po meczu z Ukrainą entuzjazm sięga zenitu. Błyskawicznie przeszliśmy od jednego z najgorszych momentów w historii tej drużyny do tego, że znikąd mamy szansę na udział w mistrzostwach świata. To będzie niesamowity wieczór.
A jak wspominasz nasze barażowe spotkanie cztery lata temu?
To była zupełnie inna Szwecja. Prowadził nas wtedy od lat Janne Andersson, którego pozycja była stabilna. Pamiętam, że w tamtym meczu pierwsza połowa była bardzo wyrównana, Szwecja miała kilka okazji bramkowych, a po przerwie błędy indywidualne zadecydowały o wyniku. Ostatecznie myślę, że był to całkiem sprawiedliwy wynik. Z tamtego składu dzisiaj najbardziej brakuje nam Dejana Kulusevskiego. To najlepszy szwedzki piłkarz ostatnich lat. Wtedy z ławki wszedł też Zlatan Ibrahimović, ale to już nie był ten sam Zlatan.
A co, jeśli we wtorek nie wygracie?
No cóż, Graham Potter właśnie podpisał nowy kontrakt, więc zapewne zostanie tu na co najmniej trzy lata. Ale rzecz w tym, że nikt się tego nie spodziewał... To znaczy, Szwecja znalazła się w tym miejscu przez przypadek. Nie zasługujemy na to, by tu być. Nie zasługujemy na tę szansę zakwalifikowania się do mistrzostw świata biorąc pod uwagę to, jak graliśmy przez ostatnie półtora roku. Więc w zasadzie nie mamy nic do stracenia. Jeśli wygramy, to świetnie. Jeśli przegramy, to Potter będzie mógł dalej w spokoju pracować, bo na razie praktycznie nie miał na to czasu. Wszyscy w Szwecji w niego wierzą i czekają z niecierpliwością co przyniesie ta kadencja.