Tak skończył się głośny skandal w Ekstraklasie. Dostał butelką w głowę, to usłyszał od kibica

Pracownik Korony, Michał Siejak, zabrał głos po tym, jak oberwał butelką w głowę po meczu z Radomiakiem Radom. Wyznał, że spotkał się z kibicem, który go zaatakował.
13 lutego Korona Kielce pokonała na wyjeździe Radomiaka Radom 2:0 w 21. kolejce PKO BP Ekstraklasy. Tuż po meczu miały miejsce dantejskie sceny.
Nietrzeźwy kibic wtargnął na murawę i zaatakował zawodników. W całym zajściu ucierpiał dyrektor marketingu i komunikacji Korony, Michał Siejak, który został trafiony butelką w głowę i trafił do szpitala.
W piątek pracownik gości zabrał głos po skandalicznej sytuacji. W poście na portalu X wyjawił, że spotkał się ze sprawcą zdarzenia. Przekazał, iż w ramach zadośćuczynienia kibic imieniem Hubert przekaże pięć tysięcy złotych na cel charytatywny.
- Każdy w życiu popełnia błędy. Najważniejsze jest jednak to, żeby potrafić się do nich przyznać i wziąć za nie odpowiedzialność. Po wydarzeniach z meczu Radomiak - Korona, gdzie zostałem uderzony butelką w głowę, spotkaliśmy się ze sprawcą zdarzenia, Hubertem, uznając, że najlepszym rozwiązaniem będzie mediacja i rozmowa twarzą w twarz. Obie strony zasugerowały takie zakończenie sprawy jeszcze przed rozpoczęciem postępowania karnego z urzędu - zaczął Siejak.
- Hubert w trakcie naszej rozmowy wyraził skruchę za to, co się wydarzyło i w mojej ocenie była to postawa szczera. Dialog i przeprosiny wypowiedziane bezpośrednio, twarzą w twarz, mają zdecydowanie większą wartość niż komunikaty publikowane wyłącznie w przestrzeni publicznej. Doszliśmy wspólnie do wniosku, aby z tej sytuacji wyniknęło coś dobrego. Dzięki wypracowanemu porozumieniu ustaliliśmy, że Hubert przekaże 5 tysięcy złotych na wsparcie leczenia Martyny Śliwy - kibicki Korony Kielce, która od lat zmaga się ze stwardnieniem rozsianym, a mimo choroby pojawia się na każdym meczu i wspiera drużynę także na wyjazdach - kontynuował pracownik Korony.
Siejak uważa, że nieścisłości pomiędzy nim a kibicem, który trafił go butelką, zostały wyjaśnione. Tym samym uważa tę sprawę za zamkniętą.
- Zawarte porozumienie zamyka sprawę między mną a Hubertem. Rozstaliśmy się w zgodzie i wspólnie życzyliśmy sobie wszystkiego najlepszego na święta. Jednocześnie nie oznacza to, że wszystko, co wydarzyło się tamtego wieczoru, można sprowadzić wyłącznie do tego zdarzenia. Była to bardziej złożona sytuacja, na którą wpłynęło wiele czynników i warto postrzegać to, co się wydarzyło, w szerszym kontekście - a sam rzut butelką był jedynie efektem końcowym - dodał Siejak.