Transferowa pomyłka Górnika, Podolski łapał się za głowę. Potężne oczekiwania, potężny zawód

W ostatnich latach w Górniku Zabrze nie brakowało ani dużych wzmocnień, ani wielkich pomyłek. Do drugiej kategorii zaliczył się Robin Kamber. W jego przypadku wrażenie robiło tylko CV.
Robin Kamber rozpoczynał zawodową karierę w FC Basel. Nie otrzymał tam jednak możliwości debiutu. Sezon 2013/14 spędził na ławce rezerwowych, z kolei kampanię 2014/15 - na wypożyczeniu do Servette, po czym opuścił klub. Postanowił przenieść się do FC Vaduz.
Tam otrzymał szansę na regularne występy. Po roku 30-letni Szwajcar wrócił do ojczyzny. Przeniósł się na wypożyczenie do FC Winterthur. Klub nie zdecydował się jednak na jego wykupienie. Przyszło mu w związku z tym powrócić do poprzedniej ekipy. Koniec końców nie zabawił w niej jednak długo.
Po zakończeniu rozgrywek 2017/18 pomocnik przeszedł do Grasshoppers. W wywalczeniu sobie na dłużej miejsca w podstawowym składzie nie pomagały mu jednak doskwierające mu kontuzje. Przez urazy mógł spisać na straty sezon 2018/19, za to kampanię 2019/20 przesiedział przy linii bocznej.
U 30-letniego Szwajcara zaczęły pojawiać się problemy z przygotowaniem fizycznym i dyscypliną taktyczną. W szwajcarskiej ekstraklasie nie miał czego szukać, wobec czego udał się za granicę i na zaplecze, gdzie mógł nabierać następne i następne ekipy na swoje CV. Bo trzeba przyznać, że na papierze wszystko wyglądało jak w najlepszym porządku.
Młodzieżowy reprezentant kraju na szczeblach od U15 do U20, poszukujący zatrudnienia po serii problemów zdrowotnych, przykuwał zainteresowanie klubów. Pomocnik w każdym udowadniał jednak, że brakowało mu profesjonalizmu. Nabrał, z drobnymi wyjątkami, Slavena Belupo, FC Schoenenwerd-Niedergoesgen, FC Wil i FC Stade Lausanne-Ouchy.
W końcu w 2022 roku Kamber trafił do Górnika Zabrze. Scenariusz powtórzył się ponownie. 30-letni Szwajcar zaliczył cztery występy, jeden w pierwszej jedenastce, trzy z ławki rezerwowych, a później zwyczajnie okazało się, że "nie dojeżdża" na ekstraklasowy poziom.
Pożegnano go bez żalu. Kontrakt pomocnika został rozwiązany za porozumieniem stron po siedmiu miesiącach. Wielu sympatyków z pewnością nie odnotowało nawet, że taki ananas grał we wspieranym przez nich klubie. Kamber po raz pierwszy stał się wolnym graczem.
Taki stan rzeczy nie potrwał długo. Gracz postanowił zacząć od początku. Wrócił do ojczyzny. Jego tułaczka pomiędzy klubami trwała jednak dalej. Bez sukcesów spędził rok w FC Schaffhausen, pół roku w Etoile Carouge, pół roku w Young Fellows Juventus oraz rok w Kleinhueningen.
Z początkiem lipca Kamber podpisał umowę z BSC Old Boys. Koniec końców opuścił jednak klub po kilku tygodniach. Postanowił wrócić tam, gdzie wszystko się zaczęło. Ponownie związał się z FC Basel. Tam gra w ekipie U21, doradzając młodym graczom i pomagając w ich szkoleniu.
***
Tekst powstał w ramach cyklu "Polska Piłka", w którym wspominamy m.in. piłkarzy biegających niegdyś po polskich boiskach, pamiętne mecze ligowe i przedstawicieli Ekstraklasy w Europie, a także nieco zapomniane już kluby z naszego kraju.