Trener odejdzie po 20 latach. Koniec pewnej ery w Bundeslidze
Heidenheim jest o krok od spadku z Bundesligi. Kolejnym ciosem dla tego klubu bez wątpienia byłoby odejście trenera Franka Schmidta. 52-latek w jednym z ostatnich wywiadów zapowiedział, że wraz z końcem kontraktu może udać się na emeryturę.
Dwa lata temu mieliśmy koniec 13-letniej kadencji Christiana Streicha we Freiburgu. Teraz wiele wskazuje na to, że w Bundeslidze zakończy się era kolejnego długowiecznego szkoleniowca.
Mowa oczywiście o Franku Schmidtcie, który od 2007 roku nieprzerwanie prowadzi Heidenheim. Teoretycznie można więc rzec, że prowadzi ten klub... od początku istnienia, bowiem pod obecną nazwą FCH występuje właśnie od 19 lat.
W rozmowie dla Hamburger Abendblatt szkoleniowiec przyznał, że nie zamierza przedłużać z klubem kontraktu, którego koniec przypada na połowę 2027 roku. Po 20 sezonach pracy zakończyłby więc swoją kadencję.
- Wkrótce będę rozpoczynał 20. sezon z rzędu w FCH, co prawdopodobnie będzie moim ostatnim rokiem jako trenera tutaj. W przeszłości zawsze przedłużałem kontrakt z wyprzedzeniem, na długi okres. Ale tym razem czułem się inaczej. Nie byłoby uczciwe z mojej strony, gdybym przyjął ofertę i zabezpieczył sobie własną przyszłość - przyznał.
Na chwilę obecną wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że Heidenheim zostanie pierwszą drużyną, która straci w tym sezonie szanse na utrzymanie w Bundeslidze. Schmidt nie negował tego, że naturalną jego decyzją po spadku mogłaby być dymisja. Stwierdził jednak, że lepszym rozwiązaniem będzie wypełnienie umowy do końca.
- Oczywiście, rozważałem też odejście. Kiedy na boisku nie ma dobrych wyników, dziwne byłoby nie kwestionować swoich decyzji. Mam jednak motywację, aby osiągnąć coś dobrego w przyszłym sezonie, w moim 20. i ostatnim roku kontraktu. Jakkolwiek by on nie wyglądał - rzekł.