Tyle Lewandowski znaczy w USA. "To nie jest zjawisko na miarę Messiego"
Robert Lewandowski od kilku tygodni jest piłkarzem Chicago Fire. Amerykański dziennikarz Alex Calabrese wyjaśnił, jak 38-latek jest postrzegany w USA.
Lewandowski został piłkarzem Fire w połowie lipca. Do tej pory zagrał dla niego w trzynastu meczach, w których strzelił siedem goli.
Polak jest jedną z największych gwiazd MLS, ale na razie w Chicago wokół niego nie rozpętało się szaleństwo.
- To nie jest zjawisko na miarę Messiego, co sprawia, że popularność drużyny w mieście eksploduje. Szczerze mówiąc, większość mieszkańców Chicago wciąż nie ma pojęcia, kim on jest. Ale dla tych, którzy już są kibicami piłki nożnej, i dla Polaków w USA, to coś ogromnego - stwierdził Alex Calabrese, dziennikarz MLSSoccer.com, w rozmowie z Polską Agencją Prasową.
Według niego Lewandowski przyciągnął nowych kibiców na mecze Fire, ale wzrost frekwencji jest umiarkowany.
- Powiedziałbym, że na większość meczów przychodzi około pięciu tysięcy kibiców więcej, a wielu z nich to Polacy. To ma sens, bo Chicago ma drugą co do wielkości polską populację spośród wszystkich miast świata. Ale mówimy o wzroście z 25 do 30 tysięcy. To nie jest tak, że drużyna nagle eksploduje popularnością. Rekordowy mecz z Miami był wyjątkiem, bo... przyjechał Messi - wyjaśnił Calabrese.
Dziennikarz twierdzi, że Lewandowski na w USA niższy status nie tylko od Leo Messiego czy Cristiano Ronaldo, ale też Erlinga Haalanda, Neymara i... Christiana Pulisicia.
- Może go zdobędzie, jeśli odniesie tu duży sukces, ale komercyjnie nie jest w USA szczególnie obecny - podsumował Calabrese.