Ujawnił, co czeka Lecha w LE. To będzie armagedon. "Nie sądzę, aby byli gotowi"
Lech Poznań przegrał po rzutach karnych z Aarhus i stracił szansę na grę w Lidze Mistrzów. Już za tydzień rywalem "Kolejorza” w III rundzie el. Ligi Europy będzie Klaksvik. Ciężko może być nie tylko na boisku.
Mimo tego, że pierwsze spotkanie Lecha Poznań z Aarhus padło łupem mistrza Polski 4:1, nie wystarczyło to do zwycięstwa w dwumeczu. Domowe starcie zakończyło się bowiem istną katastrofą "Kolejorza".
Po bramkach Tobiasa Becha, Kristiana Arnstada i Frederika Tingagera zespół z Danii doprowadził do dogrywki. W tej kibice obejrzeli po jednym golu dla każdej z ekip. Na trafienie Filipa Jagiełły odpowiedział Tomas Kristjansson. Efekt? Rzuty karne. Fatalne pomyłki Allahyara Sayyadmanesha i Antoniego Kozubala sprawiły jednak, że po triumf sięgnęło Aarhus, które pozostaje w grze o awans do Ligi Mistrzów.
Lech spadł do III rundy el. Ligi Europy, gdzie jego rywalem będzie Klaksvik. Drużyna prowadzona przez Nielsa Frederiksena uda się na Wyspy Owcze. Problemy mogą się pojawić nie tylko na boisku.
Jak przyznał dyrektor generalny Aarhus, Jacob Nielsen, w rozmowie z Viaplay, Wyspy Owcze są słabo skomunikowane, co sprawia, że wyjazd przysporzy sporo kłopotów. Jego planowanie pochłonęło wiele godzin.
- Straciłem mnóstwo czasu na planowanie, jak dotrzemy na Wyspy Owcze. Lądowanie jest tam trudne, a do tego nie ma lotów, pociągów ani hoteli. Jestem już w tym mistrzem świata, jeśli ktoś potrzebuje rady. Nie sądzę, aby byli gotowy, żeby to usłyszeć - ujawnił działacz duńskiego klubu.
Pierwszy mecz Lecha Poznań z Klaksvikiem w III rundzie el. Ligi Europy odbędzie się 6 sierpnia przy Bułgarskiej. Rewanż zaplanowano zaś na 13 sierpnia. Przegrany spada do IV rundy el. Ligi Konferencji.