W 96. minucie kibice Arsenalu zamarli. Tak skończył się mecz z Chelsea

Arsenal odpowiedział na kolejną wygraną Manchesteru City. "Kanonierzy" trzeci raz w tym roku ograli Chelsea (2:1). Wszystkie bramki padły po rzutach rożnych, a goście, choć kończyli mecz w dziesięciu, napędzili gospodarzom stracha w końcówce.
Arsenal przystąpił do meczu z Chelsea tydzień po zmiażdżeniu w derbach Tottenhamu i dzień po tym, jak zbliżył się do niego na dwa punkty Manchester City, wygrywając z Leeds. Co ciekawe, to trzeci pojedynek między "The Gunners" a "The Blues" w 2026 roku - w dwumeczu Carabao Cup górą byli ci pierwsi, zgarniając dwa zwycięstwa (3:2 i 1:0). Jesienią w lidze było 1:1.
Spotkanie zaczęło się od błędu Roberta Sancheza, który wyciągnął do Arsenalu pomocną dłoń. Gospodarze bramki jednak nie zdobyli, podobnie jak przy kolejnym błędzie bramkarza Chelsea.
W końcu Sanchez skapitulował. W 21. minucie z rzutu rożnego dośrodkował Bukayo Saka, Gabriel zgrał piłkę, a gola na 1:0 strzelił William Saliba, z pomocą zaskoczonego na linii bramkowej Mamadou Sarra.
Arsenal szukał podwyższenia wyniku, próbowali Viktor Gyokeres czy Eberechi Eze, ale Chelsea trzymała się na nogach i tuż przed przerwą wyrównała na 1:1 - też po rogu. Wrzucał Reece James, a piłkę do własnej siatki wpakował Piero Hincapie.
Co ciekawe, akcję wcześniej "The Blues" domagali się rzutu karnego za zagranie ręką Declana Rice'a. Sędzia nie uznał tego za przewinienie, co było na pewno kontrowersyjne. Inna sprawa, że w tym samym momencie faulowany wydawał się być David Raya.
Drugą połowę lepiej rozpoczęła Chelsea, dwukrotnie zmuszając Rayę do interwencji. Hiszpan bronił fenomenalnie - najpierw uderzenie z dystansu Enzo Fernandeza, a potem główkę Joao Pedro z paru metrów. Mikel Arteta zareagował, wpuszczając z ławki Gabriela Martinelliego.
W 66. minucie hiszpański menedżer mógł fetować gola na 2:1, strzelonego oczywiście po rzucie rożnym. Dośrodkowywał Rice, a pogubionego Sancheza pokonał Jurrien Timber. Bramkarz Chelsea sygnalizował, że był faulowany, ale sędzia nie zareagował i bez wahania uznał bramkę.
Po chwili sytuacja Chelsea stała się jeszcze gorsza. Pędzącego z kontrą Martinelliego faulem zatrzymał Pedro Neto, a że miał już żółtą kartkę, to sędzia Darren England wyrzucił go z boiska.
Niedługo potem na boisku pojawił się wracający po kontuzji Kai Havertz, były piłkarz Chelsea, który trafił do siatki w ostatnim meczu pomiędzy tymi drużynami. Zaraz Niemiec wraz z Saką wykreował Eberechiemu Eze okazję bramkową - Anglik huknął z lewej nogi, lecz kapitalnie między słupkami spisał się Sanchez.
W trzeciej minucie doliczonego czasu gry kibice Arsenalu zamarli po kąśliwym dośrodkowaniu wprowadzonego Garnacho. Doskonale dysponowany Raya wyciągnął się jednak jak struna i bohatersko sparował piłkę do boku. Kilkadziesiąt sekund później goście trafili do siatki, kibice Arsenalu zamarli po raz drugi w krótkim czasie, ale na ich szczęście sędzia boczny podniósł chorągiewkę - na wyraźnym spalonym był Joao Pedro.
Tym samym "Kanonierzy" wygrali 2:1 i zainkasowali trzy punkty - ich przewaga nad Manchesterem City to znów pięć punktów. Ekipa Pepa Guardioli ma natomiast jeden mecz więcej do rozegrania.