"Wszystko się zawaliło". Ojrzyński bez ogródek po porażce"
Zagłębie Lubin w nieudany sposób rozpoczęło rundę wiosenną. Leszek Ojrzyński podsumował piątkową porażkę zespołu z GKS-em Katowice.
W rundzie jesiennej można było mówić, że Lubin to prawdziwa twierdza w Ekstraklasie. Zagłębie nie przegrało wówczas ani jednego meczu na swoim stadionie.
Dobra passa zakończyła się 30 stycznia. W pierwszym meczu po powrocie Ekstraklasy GKS Katowice wygrał w Luinie 2:0 po trafieniach Bartosza Nowaka i Arkadiusza Jędrycha.
Leszek Ojrzyński zwrócił uwagę na klasę Nowaka. W rundzie jesiennej mecz między tymi drużynami zakończył się remisem 2:2, a obie bramki dla GKS-u były autorstwa 32-latka.
- Przede wszystkim gratulacje dla drużyny GKS-u Katowice, bo wygrała dzisiaj zasłużenie. Nie zrobiliśmy dużo, żeby chociaż zdobyć jeden punkt. Bramka stracona na samym początku meczu wcale nie oznacza tragedii, tylko wręcz przeciwnie, bo mieliśmy dużo czasu na odrobienie strat. Swoich szans szukaliśmy po stałych fragmentach gry i w fazach przejściowych - powiedział Ojrzyński po meczu.
- Drugą połowę zaczęliśmy w tym samym składzie i chcieliśmy walczyć o odmianę losów spotkania. Stały fragment gry dla rywala i zdobywają bramkę na 2:0 bez żadnego krycia. Kilka miesięcy temu Bartosz Nowak strzelił nam dwa gole w ostatnim meczu i teraz również wpisuje się na listę strzelców. Mieliśmy twierdzę, o której głośno się mówiło, ale dzisiaj przyszedł pierwszy mecz i wszystko się zawaliło. Następny pojedynek już w piątek, więc szansa na rehabilitację jest bardzo szybka. Aura pogodowa nas nie rozpieszcza, raz trenujemy na sztucznych, raz na naturalnych nawierzchniach, takie zmiany skutkują też licznymi kontuzjami. Możliwe, że po dzisiejszym meczu ta lista się powiększy - dodał.
Zagłębie zajmuje obecnie piąte miejsce w Ekstraklasie. Najbliższym rywalem "Miedziowych" w lidze będzie Korona Kielce.