Legia może za nim tęsknić. Zarobiła 8 mln, piłkarz błyszczy w topowej lidze
Ściągnięcie go do Polski było naprawdę dobrą decyzją. Zaraz po przyjściu Ryoya Morishita stał się ważną postacią Legii Warszawa. Świetne występy na boiskach PKO BP Ekstraklasy dały duży zarobek, a dziś Japończyk błyszczy w topowej lidze.
Na początku lipca 2024 roku Legia Warszawa weszła na azjatycki rynek i wzmocniła środek pola. Do klubu trafił Ryoya Morishita. Sam ruch zapowiadał się nieźle. Stołeczny klub wiele nie ryzykował, wszak sięgnął go na zasadzie wypożyczenia. W umowie znalazła się opcja wykupu.
Dla japońskiego piłkarza miał być to dopiero pierwszy w karierze sezon w Europie. Do tej pory grał jedynie w kraju Kwitnącej Wiśni, gdzie mimo wszystko nie zachwycał. Najlepiej radził sobie tuż przed przyjściem na Łazienkowską. W całych rozgrywkach uczestniczył przy ośmiu golach.
Przeprowadzka do Polski była dla Morishity strzałem w dziesiątkę. Mimo gorszych początków, wszak przez pierwsze pół roku nie miał w dorobku ani gola, ani asysty, bardzo szybko zaczął się rozkręcać.
Drugi sezon Japończyka w barwach "Wojskowych" przełożył się już na 31 występów, sześć bramek i pięć asyst na boiskach PKO BP Ekstraklasy. Do tego dołożył też osiem trafień oraz dziewięć ostatnich podań w Pucharze Polski i Lidze Konferencji. 28-latek stał się jednym z liderów.
Bardzo dobra runda jesienna w wykonaniu pomocnika sprawiła, że Legia podjęła decyzję o wykupie z Nagoyi Grampus za 500 tys. euro. Działacze byli przekonani, że na transferze tym mogą nieźle zarobić.
Morishita szybko udowodnił, że świetny sezon 2024/25 nie był dziełem przypadku. Kolejne rozgrywki znów rozpoczął z przytupem, co sprawiło, że zaraz po rozpoczęciu zmagań zaczęto mówić o transferze.
Pod koniec sierpnia po usługi pomocnika zgłosiło się Blackburn Rovers. Angielski klub wyłożył na stół 2,2 mln euro, co w przeliczeniu na polską walutę dawało ponad 8 mln zł. Z racji tego, że Legia borykała się ze sporymi brakami w kasie, bez chwili zastanowienia przyjęła propozycję, mocno się osłabiając.
Sprzedaż czołowego zawodnika szybko odbiła się na byłych mistrzach Polski. Do dziś są bowiem w kryzysie, co przekłada się na walkę o utrzymanie. A Japończyk? Wręcz przeciwnie, błyszczy w Anglii.
W trakcie bieżących rozgrywek Championship na koncie Morishity znalazło się 25 występów, dwa gole i pięć asyst. Były gracz "Wojskowych" momentalnie wywalczył miejsce w składzie i nie chce go oddać. Ponadto, jak sam mówi, bardzo zżył się z Polską, gdzie bywa do dziś.
***
Tekst powstał w ramach cyklu "Polska Piłka", w którym wspominamy m.in. piłkarzy biegających niegdyś po polskich boiskach, pamiętne mecze przedstawicieli Ekstraklasy w Europie, a także nieco zapomniane już kluby z naszego kraju.