25-latek zakończył karierę! Przychodził z Premier League do Ekstraklasy

25-latek zakończył karierę! Przychodził z Premier League do Ekstraklasy
James Heaton / pressfocus
Kacper - Klasiński
Kacper KlasińskiWczoraj · 20:00
Do Polski wpadł tylko przelotem i odszedł przez… wizytę w McDonald’s. Teraz zakończył karierę w wieku 25 lat. Kristoffer Klaesson sam mówił, że w jego przygodzie z piłką było “za dużo zabawy i beztroski”, choć nie zabrakło i pecha.
Nazwisko Kristoffera Klaessona mogłoby w Polsce przejść bez większego echa. Choć ma nawet na koncie jeden występ w Premier League, nie jest postacią specjalnie znaną na międzynarodowej scenie. W Rakowie Częstochowa był tylko przez chwilę - dokładnie 50 dni - i to okoliczności odejścia sprawiły, że zapisał się w pamięci kibiców. Norweski golkiper krótko po podpisaniu umowy przekreślił wszystko wizytą… w McDonald’s, przez którą wyrzucono go z klubu, zanim zdążył zadebiutować.
Dalsza część tekstu pod wideo
Od tamtej pory minęły dwa lata. W ich trakcie bramkarz nie potrafił zagrzać nigdzie miejsca na dłużej, choć w ojczyźnie grał regularnie. Turbulentny okres przyniósł nieoczekiwany finał. 25-latek postanowił zawiesić buty na kołku i przejść na piłkarską emeryturę. Przyczyn swojej decyzji nie podał, ale sam jeszcze jakiś czas temu przyznawał się do błędów, jeśli chodzi o podejście do sportu. A sytuacja z Rakowa zdaje się potwierdzać, że miał je mocno frywolne.

Przyszłość norweskiej bramki

Klaesson zameldował się w Polsce w 2024 roku, ale pierwsze kroki w dorosłym futbolu zaczął stawiać pięć lat wcześniej. Wtedy to, jeszcze przed 19. urodzinami, zadebiutował w norweskiej Eliteserien w barwach Valerengi. Pokładano w nim wówczas naprawdę spore nadzieje.
- Kristoffer jest niezwykle dojrzały jak na swój wiek. Na boisku prezentuje się, jakby grał już od 10 lat. To prawdopodobnie największy norweski talent bramkarski, a do tego człowiek, z którym świetnie się współpracuje - mówił o nim w rozmowie z klubowymi mediami jeszcze na ponad rok przed debiutem trener bramkarzy klubu z Oslo, Gjermund Oestby.
Klaesson zdążył zostać “jedynką” i rozegrał w Valerendze 57 spotkań, choć odszedł jeszcze jako nastolatek. Utalentowanego młodziana wypatrzyło Leeds United, grające wówczas w Premier League. “Pawie” wyłożyły za niego ponad dwa miliony euro i Norweg od razu został drugim wyborem między ich słupkami.
- To duży przeskok w stosunku do Valerengi, ale wierzę, że robię krok w dobrym kierunku. Chcę się rozwijać i pewnego dnia zagrać dla Leeds w Premier League - mówił po transferze.
Choć spełnił swoje marzenie i wystąpił w angielskiej ekstraklasie, jego kariera mocno zwolniła. Klaesson nigdy nie zbliżył się nawet do podstawowego składu. Łącznie dla Leeds zagrał zaledwie trzy razy, a jedyny mecz w Premier League zaliczył, gdy wszedł z ławki po urazie Illana Mesliera. W drugim sezonie przestał nawet siadać na ławce. Dlatego też po trzech latach na Elland Road, latem 2024 roku, odszedł na zasadzie wolnego transferu.

Kontrakt do pierwszej wizytu w “Maku”

Wtedy to po Norwega sięgnął Raków Częstochowa. Ekipę “Medalików” opuścił wówczas sprzedany do portugalskiego Sportingu Vladan Kovacević. O zastąpienie go mieli rywalizować Kacper Trelowski, Dusan Kuciak oraz nowo zakontraktowany Klaesson. Szanse na wskoczenie między słupki wyglądały obiecująco. Tymczasem już na samym starcie nowy nabytek klubu spod Jasnej Góry zaliczył wpadkę.
Gdy bramkarz pozyskany z Leeds zameldował się w klubie, dziennikarz portalu częstosportowa.pl, Kamil Głębocki, poinformował, że Norweg przyjechał z… nadwagą. W ocenie powracającego do Rakowa trenera Marka Papszuna jego forma nie pozwalała na pracę z pierwszą drużyną. Klaesson, zamiast walczyć o minuty w Ekstraklasie, wylądował więc w czwartoligowych w rezerwach.
Jakby tego było mało, niedługo później podpisał na siebie wyrok zachowaniem, zwłaszcza w obliczu tego potężnego wizerunkowego potknięcia, po prostu absurdalnym. Po kilku tygodniach został przyłapany przez kibiców na wizycie w… restauracji McDonald’s. Głębocki donosił wówczas, że władze Rakowa zamierzają wyciągnąć konsekwencje. Nie musieliśmy na nie długo czekać. 26 sierpnia klub poinformował o rozwiązaniu kontraktu 23-latka za porozumieniem stron.
- Historia Kristoffera w Rakowie kończy się dużo wcześniej, niż planowaliśmy. Razem ze sztabem szkoleniowym podjęliśmy ryzyko zatrudnienia go na zasadzie transferu bezgotówkowego. Niestety dłuższa współpraca nie była możliwa, w związku z czym polubownie rozwiązaliśmy kontrakt bez dalszych kosztów dla naszego klubu - tłumaczył dyrektor sportowy Rakowa, Samuel Cardenas.
- Bardzo szybko znaleźliśmy się w sytuacji, z której nie byłem zadowolony, dlatego uznaliśmy wspólnie, że dla obu stron najlepszym rozwiązaniem będzie zakończenie współpracy - stwierdził z kolei sam golkiper w rozmowie z norweskim dziennikiem Verdens Gang.
Przyczyny oficjalnie nie podano, ale zgodnie z obiegową opinią, los bramkarza przypieczętował “incydent mcdonaldowy”. Choć Klaesson podpisał trzyletni kontrakt, w Częstochowie spędził zaledwie 50 dni.

Trzy próby odbudowy

Na bezrobociu spędził mniej czasu niż w Polsce. Deklarował, że ciężko trenuje, aby utrzymać odpowiednią formę. Według VG wciąż liczył na możliwość walki o miejsce między słupkami drużyny narodowej z Orjanem Nylandem. Skończyło się jedynie na marzeniach. Ale po kolei.
Klaesson miesiąc po rozstaniu z Rakowem dostał kontrakt w duńskim Aarhusie. Tam był jedynie zmiennikiem. Zagrał raz i już w styczniu wrócił do ojczyzny. Wykupił go Viking Stavanger.
W Norwegii grają systemem wiosna-jesień. Golkiper trafił więc do nowego klubu akurat na okres przygotowawczy. Miał się odbudować, ale już na samym starcie spotkał go spory pech. Podczas sparingu z ligowym rywalem, Brann, rozgrywanym w hiszpańskiej Marbelli, Klaesson doznał kontuzji podudzia po kolizji z rywalem. Stracił przez to pierwsze półtora miesiąca sezonu.
Wreszcie jednak wskoczył między słupki. Walczył z Vikingiem o awans do Ligi Konferencji, ale tam jego drużyna musiała uznać wyższość tureckiego Basaksehiru. W lidze Klaesson zagrał 14-krotnie, w końcówce rozgrywek stracił już miejsce w podstawowej jedenastce, a bez niego drużyna zaczęła wyglądać znacznie lepiej w defensywie. Zanim jeszcze bohater tego artykułu wylądował na ławce, w ostatnich siedmiu występach 12 razy wyciągał piłkę z siatki, zachowując zaledwie jedno czyste konto. Potem natomiast, już bez Klaessona, drużyna straciła tylko cztery gole, trzy razy zachowując czyste konto, wygrywając przy tym wszystkie mecze. Dzięki temu wskoczyła na fotel lidera i siegnęła po mistrzostwo w sezonie 2025.
Niedługo potem, w styczniu 2026 roku, Klaesson znów zmienił klub. Tym razem przywdział barwy ligowego rywala - Aalesunds.
- Muszę myśleć o swojej karierze. Było trochę za dużo zabawy i beztroski. Ale z tym już koniec - stwierdził Norweg, cytowany przez Stavanger Aftenblad, po odejściu z Vikinga.
To miał być kolejny “nowy początek”. Beniaminek dawał realne szanse na regularną grę i 25-latek rzeczywiście od razu został pierwszym wyborem w bramce. W lidze grał wszystko aż do końca maja, gdy rozpoczęła się przerwa spowodowana mundialem.

Nyland gwiazdą Mundialu, Klaesson emerytem

Wszystko zdawało się iść w dobrym kierunku. Aż tu nagle, 1 lipca, Klaesson zaskoczył, podejmując decyzję o zakończeniu kariery.
- Przede wszystkim chcemy podziękować Kristofferowi za czas spędzony w AaFK - mówił dyrektor sportowy, Oddbjoern Lie. - Oczywiście szkoda, że zdecydował się zakończyć karierę, ale jest to jego decyzja i odnosimy się do niej z szacunkiem. Życzymy mu wszystkiego najlepszego w dalszym życiu.
Sam 25-latek nie podał przyczyny zawieszenia butów na kołku. Na razie wiadomo jedynie, że dobrze zapowiadająca się niegdyś kariera dobiega końca szokująco wcześnie.
Klaesson marzył o tym, aby podgryzać w bramce reprezentacji Nylanda. W ostatnich dniach, już jako piłkarski emeryt, mógł natomiast jedynie obserwować, jak jego nieco starszy kolega po fachu błyszczy na mistrzostwach świata.

Dyskusja

Przeczytaj również