76 mln euro za flopa? Nieaktualne. Ożył i imponuje formą. Pomogły... korepetycje u legendy

76 mln euro za flopa? Nieaktualne. Ożył i imponuje formą. Pomogły... korepetycje u legendy
IMAGO / pressfocus
Kacper - Klasiński
Kacper KlasińskiDzisiaj · 14:40
Benjamin Sesko w pierwszych miesiącach sezonu zawodził. Przyklejano mu łatkę niewypału i krytykowano. W 2026 roku jest jednak nie do poznania - nikt w Premier League nie strzela częściej niż on.
Z trzech wielkich transferów Manchesteru United, przeprowadzonych tego lata, najwięcej nieprzychylnych słów można było usłyszeć o Benjaminie Sesko. Znani z muraw Premier League Bryan Mbeumo i Matheus Cunha szybko przekonali do siebie kibiców, a Słoweniec u dużej części obserwatorów ligi długo pozostawał na cenzurowanym. Nieprzychylnie wypowiadał się o nim m.in. Gary Neville. Sesko w ostatnich tygodniach robi jednak dużo, aby uciszyć krytyków.
Dalsza część tekstu pod wideo

79 goli, a on najdroższy

Manchester United wydał latem na przebudowę ofensywy niemal 200 milionów funtów. Na Old Trafford ściągnięto w tej cenie “udział” przy niemal 80 bramkach w poprzednim sezonie:
  • Bryan Mbeumo - 20 goli + dziewięć asyst dla Brentfordu - 65 mln funtów
  • Matheus Cunha - 17 goli + sześć asyst dla Wolverhampton - 62,5 mln funtów
  • Benjamin Sesko - 21 goli + sześć asyst dla RB Lipsk - 66,3 mln funtów
ŁĄCZNIE: 58 goli + 21 asyst - 193,8 mln funtów (plus możliwe bonusy)
Oczekiwania musiały więc stać na wysokim poziomie. Wymagany był znaczny progres względem zawodzących Rasmusa Hojlunda, Joshuy Zirkzee czy Alejandro Garnacho. Pierwsze miesiące rozgrywek były jednak rozczarowujące. United skompromitowało się w Pucharze Ligi z czwartoligowym Grimsby. W lidze regularnie zaliczało frustrujące potknięcia. Z nowych filarów ofensywy liczby na starcie sezonu regularnie dostarczał tylko Mbeumo.
Cunha, który ma dość efektowny styl gry i potrafi “dodać” od siebie ciekawy drybling, utrzymanie piłki czy zdobycie terenu rajdem, mógł liczyć na pewien kredyt zaufania. Zdecydowanie mniej otrzymał go z kolei Sesko. Słoweniec trafił do siatki w zaledwie dwóch z 17 pierwszych występów z diabełkiem na piersi. Do tego najczęściej był jedynie zmiennikiem, głównie ustępując miejsca na pozycji napastnika wspomnianemu Cunhi.
- Raczej nie przesadzę stwierdzając, że Mbeumo i Cunha z miejsca stali się ulubieńcami, a u Seski kibice raczej dostrzegają dotychczasowe ograniczenia i jest w nich strach powtórki z Hojlunda - zwraca uwagę Paweł Kos, współtworzący podcast o Manchesterze United Adwokaci Diabłów.

“Słaby na tle Cunhi i Mbeumo”

Rosły napastnik w 2025 roku wyglądał często niczym ciało obce w ataku. Przydawał się głównie jako adresat długich zagrań. Choć potrafił zanotować np. ładną asystę w ligowym spotkaniu z Brightonem, przy bardziej składnych akcjach piłka często go omijała, a gdy nawet był w jej posiadaniu, przetrzymywał ją zbyt długo lub po prostu mu odskakiwała. Jesienią zanotował co prawda niezłą passę, zaliczając bezpośredni udział przy golach (trafienia z Brentfordem i Sunderlandem, wspomniana asysta z Brightonem) w trzech kolejnych występach w podstawowym składzie. Po kolejnym spotkaniu bez liczb, remisie z Nottingham Forest, wątpliwości wobec niego wyrażał jednak eks-kapitan “Czerwonych Diabłów”, Gary Neville.
- Wypada słabo na tle Cunhi i Mbeumo. Wygląda niepewnie, miał kilka niezłych okazji w meczu przeciwko Forest, ale jego przyjęcie piłki nie było najlepsze. Jak na zawodnika za 80 milionów funtów można mówić, że jest młody i dopiero się aklimatyzuje, ale mimo wszystko chciałoby się zobaczyć od niego trochę więcej.
Słowa te ściągnęły na eksperta stacji Sky Sports krytykę ze strony fanów klubu, lecz Sesko ponownie się zaciął. Złapał kontuzję, a po niej nie notował cyferek. Rok 2025 zamknął więc z dorobkiem zaledwie dwóch goli i asysty w 16 meczach dla United. W protokole sędziowskim zapisał się dopiero po zwolnieniu Rubena Amorima.
- Robił najsłabsze wrażenie z całego nowego tercetu. Trzeba jednak przyznać, że Cunha i Mbeumo, piłkarze starsi i ograni w Premier League, mieli ogromną przewagę - zauważa Kos. - Warto też zaznaczyć, że Manchester United, podobnie jak to było w przypadku Rasmusa Hojlunda, nie zapewnił sobie odpowiedniej głębi składu na pozycji środkowego napastnika, przez co cały ciężar tej pozycji spadł na barki Seski.

Najlepszy w 2026

Początki były trudne, ale po odejściu Amorima Sesko wygląda jak nowo narodzony. Najpierw Darren Fletcher, a potem zatrudniony do końca rozgrywek Michael Carrick, postawili na system taktyczny 4-2-3-1. Ten pierwszy zaufał Słoweńcowi w roli wysuniętego napastnika, a on odwdzięczył się dubletem w spotkaniu z Burnley oraz golem honorowym, gdy United odpadali z Pucharu Anglii po starciu z Brightonem. W efekcie Sesko zdobył wszystkie trzy bramki dla United za krótkiej kadencji Fletchera. U Carricka, choć dotychczasowe cztery występy zaliczył z ławki, również dorzucił dwa gole, zresztą bardzo cenne: w doliczonym czasie gry spotkań z Fulham i West Hamem, na wagę zwycięstwa i remisu. Jego trafienia od startu roku “wypracowały” drużynie pięć punktów, a liczby imponują. Sytuacja się zmieniła.
- Dzięki roli “dżokera” może w swoim tempie dostosowywać się do wymogów Premier League oraz nowego zespołu. Wiemy, że Amorim ma bardzo określone wymagania wobec napastników i sam miał preferować zakup obytego w lidze Olliego Watkinsa - tłumaczy Kos. - Kiedy drużynę przejął Fletcher, od razu podpowiedział Słoweńcowi, żeby ten bardziej ufał kolegom z drużyny i “na ślepo” wybiegał za linię obrońców, oczekując podania, co pomogło zbudować nić porozumienia z Bruno Fernandesem. Dodatkowo Carrick wysłał Seskę na korepetycje do samego Dimitara Berbatowa.
Od początku 2026 roku tylko dwóch piłkarzy strzeliło w Premier League więcej goli od Seski (cztery): Igor Thiago (sześć, z tego jeden karny) oraz Cole Palmer (pięć, w tym cztery karne). Palmer spędził w tym okresie na murawie dwukrotnie więcej minut od Słoweńca (494 do 245), a Thiago niemal trzykrotnie więcej (710). Żaden gracz ligi angielskiej nie może równać się z Seską, jeśli chodzi o częstotliwość trafień na jej boiskach w 2026 roku. Zdobywa gola średnio co niewiele ponad 61 minut.
Nawet pomimo słabego startu sezonu, na jego całej przestrzeni Słoweniec ustępuje tylko dwóm napastnikom Premier League, jeśli chodzi o częstotliwość strzelania goli. Trafia do siatki średnio 0,49 raza na 90 minut. Lepsi są jedynie Erling Haaland (0,80) oraz Hugo Ekitike (0,59).
Liczby Seski wyglądają dobrze również na tle innych napastników, którzy latem przychodzili do angielskich klubów za duże sumy. Snajper United wszystkie swoje bramki zdobył z gry. Dorzucił też jedną asystę. W efekcie, jeśli chodzi o to, jak często notuje udział w golach (wyłączając rzuty karne), prezentuje się lepiej niż m.in. Viktor Gyokeres czy Nick Woltemade i jest nieznacznie gorszy od Joao Pedro, czego dowód stanowią przytoczone niżej liczby.

Bramki przez wielkie “B”

Statystyki przedstawiają część prawdy, ale bardzo istotne jest oczywiście także to, co widać na boisku. Od początku roku Sesko zwyczajnie zaczął łapać zdecydowanie większą pewność siebie. Dobrze porusza się w okolicach pola karnego. Dochodzi do dogodnych szans strzeleckich, co nie zdarzało się w początkowej fazie rozgrywek.
Część z nich marnuje, jak krótko po wejściu z ławki przeciwko Fulham czy w końcówce spotkania z Tottenhamem, gdy mógł dobić rywali. Nie potrzebuje jednak dużo czasu na boisku, by odpowiedzieć na tego typu niepowodzenia.
- Czytając wypowiedzi samego Benjamina, jak i te na jego temat, rysuje mi się obraz młodego, zaangażowanego chłopaka, który twardo stąpa po ziemi, ciężko pracuje i robi wszystko, aby osiągnąć tutaj sukces - Kos docenia jego aspekty psychiczne.
Bardzo ważne też, że kibice zaczęli nabierać do Seski zaufania. Nie bez znaczenia są tu okoliczności strzelenia dwóch ostatnich goli. Przeciwko Fulham odpowiedział na wspomniane pudło, gwarantując wygraną w dramatycznych okolicznościach pociskiem pod ladę w ostatniej akcji meczu (nawet pomimo lekko “drewnianego” przyjęcia). Z West Hamem uratował remis świetnym wykończeniem wolejem z bardzo trudnej pozycji. Takie bramki pomagają w zapracowaniu na sympatię trybun. I docenił je nawet nieprzekonany Neville.
- Wciąż mnie zastanawia, bo czasem wygląda niechlujnie, gdy dostaje piłkę. Jego trafienia z Fulham i West Hamem to jednak bramki przez wielkie “B”. Ten ostatni to kawał gola - przyznał w podcaście The Overlap.
- Korepetycje u Berbatowa faktycznie wydają się całkiem sensownym pomysłem, bo gol przeciwko West Hamowi pokazał, że drzemią w nim pokłady technicznej “elegancji” kojarzonej z Bułgarem - komentuje Kos.

Dał powody, by uwierzyć

Trudno w tym momencie jednoznacznie powiedzieć, że Benjamin Sesko wreszcie “dojechał”. Wszak mamy luty, a on może pochwalić się jedynie siedmioma trafieniami. Z drugiej strony przejście z Bundesligi do Premier League nie jest łatwe. Pokazali to np. Jadon Sancho czy Florian Wirtz.
- Moją największą obawą jest to, czy będzie potrafił się dostosować do tempa Premier League, bo tutaj widzę największe zaległości - przyznaje nasz rozmówca. - Słoweniec często wydaje się grać o dwa tempa wolniej niż obrońcy. Ostatecznie jednak porównania do Hojlunda uznaję za głęboko niesprawiedliwe. Sesko, pomijając już ostatnie bramki, daje dużo więcej możliwości w rozegraniu i potrafi pomóc zastawieniem się, odegraniem piłki albo odciągnięciem rywali przez swój ruch.
To, co pokazuje Słoweniec od początku roku, może dać nadzieję, że idą dla niego lepsze czasy. Że potrafi poradzić sobie z krytyką i odpowiedzieć na nią swoją grą. Skoro średnio potrzebuje najmniej minut do strzelania gola, to o czymś to świadczy. Jedno jest pewne - nie można nazwać go jednoznacznym “flopem”, jak robiono to na początku rozgrywek. Przebudził się. I kibice United również to widzą.
- Muszę przyznać, że to, co do tej pory pokazał, sprawiło, że obecnie wierzę w niego o wiele bardziej niż wtedy, kiedy trafił na Old Trafford - podsumowuje Kos.

Dyskusja

Przeczytaj również