Absurd na mundialu! Pierwsza taka sytuacja od… 72 lat. Efekt decyzji FIFA

Absurd na mundialu! Pierwsza taka sytuacja od… 72 lat. Efekt decyzji FIFA
Eyepix / pressfocus
Adam - Kowalczyk
Adam KowalczykDzisiaj · 12:30
Tegoroczne mistrzostwa świata dostarczają nam wyjątkowych historii. Rewelacyjne Cabo Verde, heroiczne występy Vozinhy i Beiranvanda, zawodzący już we wczesnych fazach faworyci (Belgia, Urugwaj, Turcja) - to wszystko daje turniejowi niezastępowalną magię, która towarzyszy nam regularnie co cztery lata. Po dwóch kolejkach można jednak powoli wysuwać wnioski na temat tego, czy rozszerzenie turnieju do 48 drużyn służy sportowemu poziomowi rozgrywek. I cóż - póki co nie wygląda to najlepiej.
Nikt tak nie kocha i nienawidzi piłki nożnej jednocześnie, jak… sami fani piłki nożnej. Ot, paradoks, który często widać przy dyskusjach o zmianach formatów popularnych rozgrywek. Powstają wtedy najczęściej dwa obozy. Pierwszy z nich stanowią zaciekli tradycjonaliści, którzy bronią idei głoszącej, że w najbardziej prestiżowych turniejach powinni grać tylko najlepsi. Drudzy zaś wysuwają mocny kontrargument - twierdzą bowiem, że w futbolu co jakiś czas potrzeba nowości. Ciekawych historii, życiowych szans dla mniejszych drużyn, które rozpopularyzują ten piękny sport w kolejnych zakątkach globu.
Dalsza część tekstu pod wideo
Gdzieś z góry na obie z tych grup kibicowskich patrzą FIFA i UEFA, którym nie zależy na tym, by którykolwiek z obozów uszczęśliwić. Inaczej - regularnie uszczęśliwiają ten drugi, lecz ich nadrzędnym celem wcale nie jest to, aby mniejsi mieli więcej okazji do rozwoju. Każdy wie, że priorytetem obu federacji jest kasa, a rozszerzone formaty Ligi Mistrzów, Klubowych Mistrzostw Świata, mundialu czy EURO mają na celu jedynie zwiększenie liczby meczów w kalendarzu. Nie wspominając już o całkowicie nowych rozgrywkach, takich jak Liga Narodów UEFA czy Liga Konferencji.
Im więcej się o turnieju mówi, tym więcej ludzi go obejrzy, a większa publika oznacza więcej pieniędzy. Po każdej zmianie formatu danych rozgrywek trwa ta sama dyskusja - jedni nie chcą, by prestiż rywalizacji spadał, a drudzy nie chcą monotonii, więc czekają na urozmaicenia. Tak samo było przed mistrzostwami świata, w których tegoroczna edycja jako pierwsza w historii ma nie 32, a 48 uczestników.
Niby teza, że więcej drużyn na MŚ oznacza niższy poziom sportowy, zdaje się być oczywistością, ale pamiętajmy, że takie argumenty słychać było też przed kluczowymi rozszerzeniami formatów w innych rozgrywkach - mistrzostwach Europy (z 16 drużyn do 24) i Lidze Mistrzów (z 32 do 36). W obu przypadkach trudno stwierdzić, by zwiększenie liczby uczestników wyraźnie obniżyło poziom rywalizacji. Czasem wręcz przeciwnie. Przykładowo, gdyby EURO 2016 nadal było tylko dla 16 ekip, to na turniej nie awansowałaby Walia, która ostatecznie wygrała swoją grupę, a odpadła dopiero w półfinale. W Lidze Mistrzów zaś naprawdę nieźle wygląda wprowadzona dwa lata temu faza ligowa, która gwarantuje ogrom emocji aż do ostatniej kolejki.
Tegoroczny mundial również zaczynaliśmy oglądać z nadzieją, że pojawi się tam coś nowego, co pozytywnie nas zaskoczy. Początkowo wydawać by się mogło, że szykuje nam się turniej przepełniony wtopami faworytów - w pierwszej kolejce punkty straciły bowiem Brazylia, Portugalia, Hiszpania, Szwajcaria i Holandia. Każda z nich rozkręciła się jednak w kolejnej rundzie meczów. “Canarinhos” pewnie ograli 3:0 Haiti, Hiszpania zmiażdżyła 4:0 Arabię Saudyjską, Ronaldo i spółka zbili 5:0 Uzbekistan, a Holendrzy - 5:1 Szwedów. Szwajcarzy zaś, tydzień po wstydliwym remisie z Katarem, ograli 4:1 Bośnię i Hercegowinę po szalonej końcówce.
Nie zanosi się na to, by któryś z piłkarskich gigantów opuścił turniej już po fazie grupowej. Najbliżej do tego jest Urugwajowi, który przez żenujące występy z Arabią Saudyjską i Republiką Zielonego Przylądka zdobył zaledwie dwa punkty. A przed nim jeszcze mecz z faworyzowaną Hiszpanią, więc na tym może się skończyć. Zresztą, “Celeste” od dobrych kilku lat są w wielkim kryzysie i trudno ich nazwać potęgą - z grupy nie wyszli również cztery lata temu w Katarze. Podobną sytuację ma Belgia, ale tam ze względu na łatwiejszego rywala w ostatniej kolejce (Nowa Zelandia) szanse na fazę pucharową są znacznie większe.
Zresztą, nie oszukujmy się, że wpadki innych wymienionych wyżej drużyn wynikały z niewystarczającej jakości sportowej na boisku. Większość z nich oszczędzała siły i próbowała panować nad przebiegiem meczu w sposób skrajnie minimalistyczny, co koniec końców skutkowało utratą punktów. Portugalczycy, Hiszpanie czy Szwajcarzy wyciągnęli wnioski i podeszli do meczów drugiej kolejki bardziej poważnie. Na ten moment wątpliwe, że ktoś z nich nie dostanie się do 1/16 finału.
Dla wielu urok tegorocznych mistrzostw to otwarty, momentami chaotyczny i przaśny futbol, jaki prezentują najsłabsi na papierze uczestnicy w fazie grupowej. Pytanie, czy w 48-drużynowym formacie nie jest tego po prostu za dużo. Gdy weźmiemy sobie pod lupę mecze MŚ 2026, które zakończyły się dla jednej z drużyn zwycięstwem przynajmniej czterema golami przewagi, naliczymy ich aż siedem. To więcej niż na mundialach w Rosji i Katarze razem wziętych, a mamy dopiero drugą kolejkę. Ostatni raz tak dużą liczbę jednostronnych spotkań na mundialu widzieliśmy w… 1954 roku. 72 lata temu! Futbol był jednak w tamtych czasach znacznie mniej rozwinięty, a drużyny za cel stawiały sobie strzelenie jak największej liczby goli. Bez porównania z tym, co jest dzisiaj.
Większość drużyn, które doznały już w trakcie tego mundialu pogromów, popełniało na boisku rażące błędy. Katar w meczu z Kanadą (0:6) dał się poznać z fatalnej strony, jako prawdopodobnie najgorsza piłkarsko ekipa całych mistrzostw. Uzbekistan próbował walczyć z Portugalią w pierwszej połowie, ale z czasem zaczął się miotać w defensywie tak bardzo, że przegrał 0:5. Tunezja, znana z poprzednich edycji, ale na występ na MŚ pod żadnym względem niezasługująca, zebrała zasłużone baty 1:5 od Szwecji i 0:4 od Japonii, w międzyczasie zmieniając selekcjonera. Curacao miało swoje momenty - wybroniło punkt w meczu z Ekwadorem (0:0) i strzeliło gola Niemcom, ale koniec końców “Die Mannschaft” objęli prowadzenie i z łatwością zaczęli zdobywać kolejne bramki. Tak naprawdę debiutant nie pokazał jeszcze zbyt wiele.
Wśród najsłabszych uczestników MŚ warto wspomnieć też o Republice Południowej Afryki, która choć nie poniosła jeszcze wysokiej porażki, to w obu meczach fazy grupowej popełniała proste, dziecinne wręcz błędy. Oczywiście, niektórzy zaskoczyli też pozytywnie. Mimo dwóch porażek bardzo obiecujące występy zanotowały Jordania i Haiti. Furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która urwała dwa remisy z Urugwajem i Hiszpanią. To jednak wyjątki od reguły - jednostronnych wyników na mundialu jest całe mnóstwo i nie zanosi się na to, by ten trend ustał. Wiele padających goli i historyczne występy debiutantów to oczywiście atrakcja dla kibica, ale nowy format MŚ w dłuższej perspektywie może sprawić, że spowszednieją nam na tym turnieju mecze “do jednej bramki”.
Sam system fazy grupowej, w której po 72 meczach odpada tylko 16 z 48 reprezentacji, wygląda dość absurdalnie. W ośmiu z 12 grup wyeliminowany zostanie tylko najgorszy zespół. Niektóre ekipy dzięki jednemu zwycięstwu z kiepskim piłkarsko rywalem dostaną się do fazy pucharowej, która rządzi się już innymi prawami. Zresztą, o emocje w drugiej części turnieju również występują uzasadnione obawy - szczególnie w kontekście kandydatów do trofeum, którzy po raz pierwszy w historii muszą wygrać aż osiem meczów, by sięgnąć po tytuł. Bardzo możliwe, że im dalej w las, tym częściej będą pojawiać nam się obrazki znane z EURO 2024. Na turnieju w Niemczech niemal wszyscy faworyci grali bardzo pragmatycznie, przez co od ćwierćfinałów rywalizacja mocno straciła na atrakcyjności. Nie jest więc przypadkiem, że i w tym roku widzieliśmy u niektórych namiastki takiego stylu gry w pierwszej kolejce.
Mundial w nowej formule nadal jest piękny na swój sposób - niesamowite historie rodem z piłkarskiej egzotyki to sól futbolu i coś, czego na tak szeroką skalę nie można doświadczyć nigdzie indziej. Póki co MŚ 2026 odstają jednak od poprzednich edycji sportowo i nie bronią się pod tym względem tak, jak inne zreformowane rozgrywki. Do końca turnieju jeszcze sporo czasu, więc pozostaje tylko życzyć powodzenia tym, którym zmiana mundialowego formatu pozwoliła dostać się na największą piłkarską scenę. Niech zamkną nam jeszcze usta.

Przeczytaj również