Absurdalne nominacje do Złotej Piłki. Niebywałe, kogo pominięto. To już żart

Absurdalne nominacje do Złotej Piłki. Niebywałe, kogo pominięto. To już żart
France Football
Jan - Piekutowski
Jan PiekutowskiDzisiaj · 14:00
Plebiscyt Złotej Piłki wciąż rozmienia się na drobne. Wielka niegdyś nagroda poddaje się degradacji, przeistacza niemal wyłącznie w konkurs medialny. Nikogo nie powinno więc dziwić, że kapituła coraz bardziej odpływa i wyróżnia zawodników frapujących. A jednak dziwi.
W Złotej Piłce bywały wcześniej nominacje pod publiczkę. Nie zrozumcie mnie źle, Simon Kjaer zachował się wspaniale, gdy jako pierwszy ruszył do pomocy Christianowi Eriksenowi podczas EURO, a później pocieszał jego przerażoną żonę. W tej sytuacji na bok zeszył względy piłkarskie, bo w tej kwestii Duńczyk wyglądał po prostu porządnie. Jego klub dopiero rozpoczynał marsz po mistrzostwo kraju i nie można było zgadnąć, jak on się zakończy. Ostatecznie jednak Kjaer otrzymał osiem głosów, co pozwoliło mu na wyprzedzenie między innymi Harry’ego Kane’a, Bruno Fernandesa, Pedriego czy Luki Modricia. Zajął niezłe 17. miejsce.
Dalsza część tekstu pod wideo
W przypadku części tegorocznych nominacji trudno o wiarę, że uda się wykręcić choćby zbliżony wynik. Na liście nie brakuje nazwisk oczywistych - są Lionel Messi, Harry Kane, Michael Olise, Rodri, Kylian Mbappe czy Lamine Yamal. Problem w tym, że całe grono liczy aż 30 nazwisk. I albo kapituła miała poważny problem z uzupełnieniem go, albo postanowiła, że na siłę dokoptuje tam nazwiska z ligi saudyjskiej. Bliżej mi do tego drugiego scenariusza.
W kategorii ogólnej wyróżnieni zostali między innymi Sadio Mane i Julian Quinones. Wśród bramkarzy doceniono Yassine Bounou, Edouarda Mendy'ego, a do tego jeszcze Vozinhę, związanego obecnie z Colo-Colo. Wymieniona czwórka stanowi 10% całości. Czy to dużo, czy to mało, niech każdy rozstrzygnie wewnętrznie. Większy problem leży w tym, że żadnej ze wspomnianych głównych nominacji nie da się logicznie obronić. Zwłaszcza, biorąc pod uwagę to, jak w poprzednich latach traktowano piłkarzy ze znacznie mocniejszych lig.
W plebiscycie bierze się pod uwagę wyniki reprezentacyjne i klubowe. Mane z reprezentacją nie wygrał nic, Puchar Narodów Afryki rozstrzygnięto ostatecznie na korzyść Maroka. Z mistrzostwami świata Senegal pożegnał się na etapie 1/16 finału. Na obu turniejach Mane zdobył łącznie dwie bramki, przy czym trzeba zaznaczyć, że to efekt wyłącznie PNA, gdzie weterana wybrano MVP. Na poziomie klubowym skrzydłowy sięgnął po mistrzostwo Arabii Saudyjskiej, a cały sezon zakończył mając 55 meczów, 24 gole i 13 asyst. Problem w tym, że na pięć ostatnich PNA nominację do Złotej Piłki otrzymał tylko jeden MVP i dwukrotnie był to właśnie Mane. Zaszczyt ominął Williama Troosta-Ekonga (Nigeryjczyk z PAOK-u), Ismaela Bennacera (Algierczyk z Milanu) i Christiana Bassogoga (Kameruńczyk z Henan Jianye). Bassogog to przypadek chyba najciekawszy, bo, podobnie jak Mane, występował w egzotycznej lidze, mającej (przynajmniej wtedy) kapitalne możliwości finansowe. A jednak o Kameruńczyka nikt kopii nie kruszył, jego brak w Złotej Piłce był przyjęty ze zrozumieniem.
Quinones pokazał się z bardzo dobrej strony w Al-Qadsiah, sięgnął po Złotego Buta ligi saudyjskiej. Cały sezon przyniósł mu aż 41 bramek w 46 meczach, do tego pięć asyst. Reprezentant Meksyku nie wygrał jednak niczego z klubem bądź reprezentacją. Nie wybrano go też najlepszym zawodnikiem ligi, bo wyróżnienie indywidualne trafiło do rąk Joao Felixa. Quinones dla Al-Qadsiah strzelił 37 goli i zanotował cztery asysty w 35 meczach. Super wynik. Przypomnieć jednak wypada, że dwa plebiscyty temu w najlepszej 30 zabrakło miejsca dla Mohameda Salaha i Roberta Lewandowskiego. Nie było też Lionela Messiego i Cristiano Ronaldo, chociaż Portugalczyk wykręcił w 2023/24 lepsze liczby niż Meksykanin obecnie.
O ile więc na Mane jestem w stanie z wysiłkiem przymknąć oko, Quinones to całkowity absurd, nawet biorąc pod uwagę zaskakującą swobodę tego piłkarza podczas tegorocznego mundialu. Na mistrzostwach świata cztery gole strzelił też Senegalczyk Ismaila Sarr, a jakoś nominacji nie dostał.
Nominacji nie otrzymał również Mikel Oyarzabal, który pozostaje bodaj największym nieobecnym w zestawieniu. Postać kluczowa dla reprezentacji Hiszpanii, jej podstawowy napastnik. Lider Realu Sociedad nie prezentował się może zniewalająco na mistrzostwach świata, ale zdobył pięć bramek, między innymi z Austrią i w półfinale z Francją. Pominięcie Oyarzabala wygląda wyjątkowo śmiesznie, jeśli zobaczymy, że wyróżniony został Ferran Torres. Jego jedyny gol na mistrzostwach świata to trafienie w finale z Argentyną. Torres był zmiennikiem Oyarzabala, a w La Liga potrafił czekać na trafienie ponad dwa miesiące. Z Hiszpanii pominięto również Pedriego czy Daniego Olmo, obaj śmiało mogli zająć miejsce Mane i Quinonesa. Podobnie jak Raphinha.
Wśród bramkarzy Vozinha został wyróżniony na mocy prawa przyjaźni, jego przypadek działa trochę jak ten Kjaera. Nie chodzi o względy sportowe, ale inspirację dla innych. Republika Zielonego Przylądka napisała na mistrzostwach świata piękną historię, Vozinha rozegrał bardzo dobry turniej. Nikt nie pamięta, że klubowo był związany z GD Chaves, które zajęło dziewiąte miejsce w portugalskiej drugiej lidze. Gdyby motyl ruszył skrzydłami w innymi zakątku świata, nominację do Złotej Piłki dostałby Mołdawianin Artur Craciun z ŁKS-u albo Salwadorczyk Joshua Perez z Odry Opole.
Szkoda, że wobec tego wśród 10 najlepszych golkiperów nie znalazło się miejsce dla Jordana Pickforda. Wyżej postawiono Bounou, chociaż akurat Marokańczyk doskonale wypadł na PNA, a i na mundialu prezentował się godnie. Poza tym uwagę zwracają Gregor Kobel, Matwiej Safonow i Edouard Mendy. Szwajcar zachował najwięcej czystych kont w Bundeslidze, ale był nieznacznie lepszy od Mortiza Nicolasa ze znacznie słabszego Gladbach. Safonow gra w PSG, bo ściągnięty za ciężkie pieniądze Lucas Chevalier okazał się zupełnym rozczarowaniem. Mendy natomiast błyszczał podczas PNA, sięgnął też po Azjatycką Ligę Mistrzów, ale na mundialu wypadł słabiutko, zwłaszcza w spotkaniu z Norwegią. Nominacja Senegalczyka to może nie kompromitacja, lecz kolejny dowód na wielki nieporządek związany z całym tym plebiscytem. Poważnym już tylko teoretycznie. Coraz łatwiej nim pogardzać.

Przeczytaj również