Absurdalny ruch Barcelony. Tej decyzji nie da się obronić

Absurdalny ruch Barcelony. Tej decyzji nie da się obronić
charnsitr / shutterstock
Mateusz - Jankowski
Mateusz JankowskiDzisiaj · 09:20
FC Barcelona na otwarcie okienka transferowego wydała komunikat, który mógł zszokować kibiców. Andreas Christensen pozostanie częścią ekipy z Camp Nou. Celowo nie napisaliśmy, że Duńczyk będzie w niej grał, ponieważ z tym od dawna ma ogromne problemy.
30 czerwca formalnie wygasły umowy łączące z Barceloną Roberta Lewandowskiego, Marcusa Rashforda i Andreasa Christensena. Gdyby pół rok temu kibice usłyszeli, że z tej trójki zostanie tylko jeden, mogliby spodziewać się prolongaty umowy Polaka, ewentualnie wykupienia Anglika z Manchester United za 30 mln euro. A jednak życie napisało inny scenariusz.
Dalsza część tekstu pod wideo
Nowy, dwuletni kontrakt z mistrzami Hiszpanii podpisał Christensen, czyli ten zdecydowanie najmniej przydatny zawodnik. I nie jest to żaden wyraz niechęci wobec reprezentanta Danii. Po prostu od paru lat jego udział w sukcesach “Barcy” trzeba określać jako marginalny, żeby nie powiedzieć żaden. Czasami, gdy znów pauzuje bardzo długo, można wręcz zapominać o jego obecności na Camp Nou. Wydawało się, że przewlekłe problemy zdrowotne uniemożliwią mu kontynuowanie kariery w mieście Gaudiego. Ale dyrekcja sportowa miała inne plany.

Człowiek ze szkła

Christensen od początku kariery dał się poznać jako piłkarz bardzo podatny na kontuzje. Właściwie nie było sezonu, w którym nie ominąłby co najmniej kilku meczów. Powody absencji były różne, od problemów mięśniowych, przez naderwaną łydkę, uszkodzone więzadło krzyżowe, aż po kłopoty niezbadanej natury. Już w Chelsea Maurizio Sarri publicznie narzekał na to, że Duńczyk potrafi przez cały tydzień trenować na wysokim poziomie, po czym w dniu meczu zgłasza niedyspozycję lub dyskomfort. Badania nie wykazywały później żadnego urazu, ale obrońca po prostu nie mógł grać.
W Barcelonie kontuzje były już bardziej sprecyzowane. Christensen w sezonie 2024/25 z powodu zerwanego Achillesa wystąpił tylko w sześciu spotkaniach. Hiszpańskie media sugerowały wówczas, że klub chciałby się go pozbyć. Hansi Flick stracił jednak innego stopera, Inigo Martineza, który był fundamentalną częścią zespołu. Rok temu Katalończycy nie mieli możliwości, aby ściągnąć dodatkowego defensora, więc z braku laku Christensen musiał zostać.
- Czuję się świetnie. W zeszłym sezonie miałem więcej problemów, ale teraz wszystko jest już dobrze. Ciężko pracowałem z fizjoterapeutami, aby wrócić w najlepszej możliwej formie. Jestem gotowy do gry i rywalizacji. Latem pojawiały się różne doniesienia na mój temat, ale byłem pewien, że chcę zostać. Moim celem jest kontynuowanie kariery w Barcelonie - mówił we wrześniu na konferencji przed meczem z Newcastle. - Andreas długo pauzował, więc oczywiście nie jest jeszcze w szczytowej formie, ale dąży do jej osiągnięcia. Jest na dobrej drodze, liczę na niego - podkreślał Flick.
W grudniu Christensen uszkodził kolano, co wyeliminowało go z gry na 158 dni. Wrócił dopiero na ostatnią kolejkę ligową, kiedy wszystko było już rozstrzygnięte. Dostępność 30-latka w ostatnim czasie jest przerażająco niska. Za kadencji Flicka wystąpił w 24 ze 117 spotkań, co stanowi tylko 20,5%. W dwóch poprzednich sezonach jedynie pięć razy występował w meczach ligowych od pierwszej minuty. Od początku 2025 roku rozegrał 766 minut w klubie i 643 w kadrze. Kiedy zbliżają się przerwy reprezentacyjne, defensor zwykle nabiera wigoru. Trochę przypomina to sytuację Garetha Bale’a, który w pewnym momencie kariery nawet nie starał się ukrywać, że bardziej interesuje go gra dla Walii niż Realu Madryt. Oczywiście nie podejrzewamy Duńczyka o celowe unikanie występów w klubie, jednak tendencja jest po prostu niepokojąca z perspektywy Barcelony.

Niepotrzebna hojność

Dlaczego “Duma Katalonii” zdecydowała się zatrzymać zawodnika, który w ostatnich dwóch latach był dostępny średnio raz na pięć spotkań? Źródła z Hiszpanii sugerowały, że kwestia prolongaty była wyraźnym życzeniem Joana Laporty. Sternik klubu miał polecić Deco, aby złożył ofertę obrońcy. Nie chciał, aby trafił on na rynek wolnych agentów po sezonie praktycznie straconym przez kontuzje.
- Laporta nalega na przedłużenie umowy z Christensenem. Prezes nie chce zostawić piłkarza, który doznał poważnej kontuzji kolana. Patrząc na małą liczbę minut Duńczyka, dyrekcja sportowa raczej nie planowała prolongaty, ale uraz paradoksalnie może zwiększyć jego szanse na pozostanie. To miałby być gest ze strony Laporty - informowano w styczniu na antenie Catalunya Radio.
La Vanguardia podała, że Duńczyk podpisał dwuletni kontrakt, godząc się na obniżkę pensji. Zszedł z poziomu sześciu milionów euro netto rocznie do trzech. Dodatkowo, jeśli w następnym sezonie rozegra poniżej 30% możliwych minut, Barcelona będzie mogła jednostronnie rozwiązać umowę. Warunki można zatem uznać za dość korzystne. Pytanie brzmi, czy “Blaugranie” w ogóle powinno zależeć na zatrzymaniu tak niepewnego zawodnika.
Oczywiście, że zdrowy Christensen mógłby być przydatny. To stoper idealnie wpisujący się w barceloński styl gry - stroni od błędów, dysponuje znakomitym rozegraniem piłki, zwykle utrzymuje celność zagrań na poziomie ponad 90%. Kiedy już pojawia się na murawie, to nie schodzi poniżej dość wysoko zawieszonej poprzeczki. Ale największą przeszkodą jest właśnie gotowość do gry. Nie da się w pełni zaplanować sezonu z Duńczykiem w roli głównej, mając z tyłu głowy, że zaraz może wypaść na miesiąc, dwa albo i rok. Pewnie, że kontuzje są częścią sportu i każdy zawodnik jest na nie narażony. Ale ryzyko znacząco rośnie w przypadku 30-latka, który w niemal każdym sezonie ma mniejsze lub większe problemy.

Każdy ma swoje priorytety

- Christensen został, ponieważ Laporta dotrzymał słowa w sprawie oferty, a piłkarz cieszy się zaufaniem Flicka. Trener ceni jego umiejętności, dyscyplinę, inteligencję taktyczną. Jeśli zostawi za sobą kwestie zdrowotne, może w przyszłym sezonie stać się znacznie ważniejszym elementem rotacji. Kiedy już pojawia się na boisku, to nie zawodzi - opisał Sergi de Juan z dziennika AS. - Flick wierzy w Christensena. Może być przydatnym elementem jako stoper i defensywny pomocnik, a jego pozostanie pozwoli obniżyć koszty utrzymania składu. Klub docenił też postawę zawodnika, który miał na stole lepsze oferty, ale chciał pozostać w Katalonii - wtórował Angel Perez z Mundo Deportivo.
Flick może cenić umiejętności Christensena, który pasuje profilem do jego filozofii. Naprawdę trudno jednak uwierzyć w to, że trener jest w pełni zadowolony z obecnego składu personalnego obrony. Barcelona najprawdopodobniej rozpocznie sezon z kwartetem stoperów Pau Cubarsi, Gerard Martin, Andreas Christensen i Ronald Araujo. Dodatkową opcją będzie Eric Garcia, który bywa też wykorzystywany jako “szóstka” oraz prawy i lewy obrońca. Liczba zawodników jest odpowiednia, ale ich jakość może pozostawiać bardzo wiele do życzenia.
Od dawien dawna bolączka tej drużyny to defensywa przypominająca raczej ser szwajcarski, nie zwarty monolit. Katalończycy ostatnie czyste konto w Lidze Mistrzów zachowali w kwietniu ubiegłego roku. Od tej pory rozegrali 15 meczów w Champions League, tracąc w nich łącznie 30 goli. Nie da się wygrać tych rozgrywek, zaczynając praktycznie każde spotkanie od wyniku 0:2 w plecy. Joan Garcia może dwoić się i troić między słupkami, ale nie jest cudotwórcą. On też potrzebuje wsparcia. Tymczasem “Barca” zdaje się być zadowolona z formacji, która ewidentnie wymaga wzmocnień.
Deco i spółka kupili już Anthony’ego Gordona, od wielu tygodnie zabiegają o Juliana Alvareza, jednak nie pojawiają się prawie żadne doniesienia o chęci kupna stopera. A przecież to obrona, a nie atak, utrudniała Barcelonie realną walkę o powrót na europejski tron. Prawda jest taka, że nie da się wygrać Ligi Mistrzów bez topowej defensywy. Huraganowy atak to największa zaleta PSG, jednak w tyłach Luis Enrique ma do dyspozycji Marquinhosa i Williana Pacho, czyli absolutnych pewniaków. W Arsenalu stoperzy są liderami całego projektu, Real ściągnął w tym okienku Ibrahimę Konate i zabiega o Alessandro Bastoniego. Tymczasem “Barca” najprawdopodobniej zadowoli się parą Eric Garcia - Pau Cubarsi z Christensenem i Gerardem Martinem jako opcjami do rotacji. To nie brzmi jak przepis na sukces. Raczej proszenie się o katastrofę.
Kupno klasowego stopera naturalnie wiązałoby się z konkretnym wydatkiem. Lepszym pomysłem wydaje się natomiast sprowadzenie gotowego zawodnika, nawet za kilkadziesiąt milionów euro, nie zaś płacenie takiemu, który nie daje żadnych gwarancji. Może Christensen zaskoczy wszystkich, zostawi kontuzje za sobą i w przyszłym sezonie rozegra od deski do deski co najmniej 50 spotkań. A może za jakiś czas Barcelona znów będzie zmuszona wydać “parte medico” z Duńczykiem w roli głównej. Ten drugi scenariusz jest niestety tym bardziej prawdopodobnym.

Dyskusja

Przeczytaj również