Akt wariacji Argentyńczyka. Zupełnie stracił głowę. "Kopał, szarpał"

Akt wariacji Argentyńczyka. Zupełnie stracił głowę. "Kopał, szarpał"
IMAGO / pressfocus
Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google?
Dodaj do źródeł
Dodaj do źródeł Google
O finale mistrzostw świata, w którym Hiszpania pokonała Anglie, a także wybranej przez siebie najlepszej jedenastce turnieju - pisze Janusz Basałaj w kolejnym odcinku swojego mundialowego cyklu felietonów.
Kroniki Piłkarskie Janusza Basałaja to zbiór felietonów, w których doświadczony dziennikarz Meczyki.pl komentuje bieżące wydarzenia ze świata futbolu. Na czas trwających mistrzostwa świata zamieniły się one w Mundialowe Kroniki. Bo wszyscy przez ostatni miesiąc, a nawet nieco ponad, żyliśmy tym, co działo się za oceanem.
Dalsza część tekstu pod wideo

O krok za daleko

Nie wiem jak Państwo, ale od dawna już miałem dość tych dywagacji i kontrowersji na temat FIFA, cen biletów, polityki Gianniego Infantino, jego swoistej relacji z prezydentem Donaldem Trumpem, sędziowania i procesu który nazwałem na swój sposób “amerykanizowaniem” piłki nożnej. Dość swobodne i zbyt elastyczne zmiany w trakcie meczów (przerwy na nawadnianie, przedłużenie o kilkanaście minut przerwy podczas finału, anulowanie kary Baloguna…). Czy był to gwałt na futbolu? Boję się, że tak. W imię nowoczesności, globalizacji i zwykłego podlizywania się politykom, prezydent Infantino zaczął proces destabilizacji najpopularniejszego sportu na świecie.
Siłą piłki były przejrzyste zasady, trwałe przepisy, atrakcyjne dla ultraprofesjonalistów i dzieciaków kopiących piłkę na szkolnych boiskach czy podwórkach (ulicach). A dziś może szef FIFA ogłosić, że odniósł kolejny sukces finansowo-organizacyjny i dał światu kolejną okazję do promocji futbolu. Ludzie to kupią? No nie wiem… Boję się, że zapamiętają raczej scenę, w której podczas dekoracji Hiszpanów Infantino musiał odciągać z podium prezydenta Trumpa, który jakby nie wiedział i nie czuł, że to niekoniecznie jego show… Ameryka ciągle nie kocha i nie chce pokochać sportu, który zajmuje i fascynuje pół świata z Europą i Latynosami na czele

Nie było to wielkie widowisko

A poza tym… Ciężki finał od oglądania (i grania też). Szpetna gra Argentyńczyków, polegająca na zniechęcaniu Hiszpanów do ładnej gry, jej prowadzenia. Do tego “podostrzanie” i czekanie na jedną, jedyną akcję Leo Messiego. Niestety dla nich Messi nie odpalił, jak to na przykład zdarzyło mu się w starciu z Anglikami. I akt wariacji boiskowej Leandro Paredesa, który kopał, szarpał i tak naprawdę po kwadransie obecności na placu gry powinien opuścić boisko z czerwoną kartką (a w bijatykę wdał się też po końcowym gwizdku). Niezwykle litościwy sędzia Slavko Vincić przymykał oczy na wariacje Leandro z Boca Juniors. A już ta szarża po ostatnim gwizdku na piłkarzy nowych mistrzów świata, to jedno wielkie załamanie rąk i potwierdzenie tezy Włodzimierza Lubańskiego, że zwycięstwo Hiszpanów to “lepiej dla piłki”. I ten nieszczęsny Messi, apelujący do arbitra, by ukarał Marca Cucurellę za idiotyczny gest zasłaniania ust. Teoria, że Argentyna ma 10 bardzo dobrych piłkarzy i Leo Messiego, została jednak w finale nieco obalona. Zobaczyliśmy kapitalnie broniącego Emiliano Martineza, dziewięciu walczaków i uśpionego rycerza, czyli Messiego. Ani Scaloni, ani koledzy z jedenastki nie potrafili jednak dać sygnału pobudki dla najlepszego (najsłynniejszego) piłkarza świata.
Hiszpania. Wielki piłkarski kraj, potrafiący szkolić zdolnych piłkarzy, potrafiący korzystać ze swoich trenerów, mających poczucie wielkiego honoru i zaszczytu prowadzenia reprezentacji “La Roja”. Hiszpanie potrafią grać ładnie dla oka, korzystać z wielkich, światowego wymiaru talentów, a przy tym imponować fizycznością i doskonałymi umiejętnościami taktycznymi. O zaletach mentalnych nie ma co wspominać. Kiedy trzeba było pokonać faworyzowanych Francuzów, to piłkarze Luisa de la Fuente postanowili zostawić swoje talenty i inwencję piłkarską w szatni, po czym zagrać najrozumniejszy futbol, jakiego dawno nie widziałem.
Już zaczynam tęsknić za przyszłymi finałami mistrzostw świata. Może bez szaleństw Infantino (chętnie się założę, że i tak będzie prezydentem FIFA za cztery lata…), za to w krajach zdecydowanie piłkarskich (Maroko, Hiszpania, Portugalia, a także po jednym meczu w Argentynie, Urugwaju i Paragwaju).
Oto moja jedenastki finałów mistrzostw świata. Moja, więc kieruję się sympatiami i swoim rozumieniem futbolu. Uwagi o nieznajomości futbolu i taktycznej naiwności pomijam litościwie. Nie zapraszam do dyskusji.

Najlepsza XI mundialu według Janusza Basałaja

Simon (Hiszpania) – Hakimi (Maroko), Cubarsi (Hiszpania), Saliba (Francja), Cucurella (Hiszpania) - Rice (Anglia), Rodri (Hiszpania), Olmo (Hiszpania) - Messi (Argentyna) – Mbappe (Francja), Haaland (Norwegia).
Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google?
Dodaj do źródeł
Dodaj do źródeł Google

Przeczytaj również