Ale ekipę żeście zmontowali! Klub z Ekstraklasy rozbił bank
Po chaotycznym poprzednim sezonie i wielu pieniądzach spalonych w piecu, Widzew dokonał kolejnej rewolucji. Tym razem jednak postanowiono zabrać się za nią od strony gabinetów, bo przecież każda ryba psuje się od głowy.
Rządy Dariusza Adamczuka i Piotra Burlikowskiego nie były w Łodzi dobrze wspominane. Na niekorzyść duetu odpowiedzialnego za transfery działała nie tylko mierna jakość dokonywanych inwestycji - które, przede wszystkim, okazały się szalenie przepłacone - ale też buta pokazywana w wywiadach. Panowie żartowali z faktu, że Widzew mógłby do samego końca martwić się o utrzymanie w Ekstraklasie, a w razie konieczność klub odpuści zmagania w Pucharze Polski.
Nikomu jednak nie było do śmiechu, gdy Widzew pożegnał się z krajowym pucharem, a w lidze drżał o byt jeszcze w ostatniej kolejce. Zakończył zmagania mając cztery punkty zapasu nad strefą spadkową, lecz nikt nie mógł traktować tego jako zwycięstwo. Klub przetrwał z wewnętrznym przekonaniem o konieczności przeprowadzenia gruntownych zmian. Postanowiono zacząć od gabinetów, Robert Dobrzycki wymienił całe grono najbliższych współpracowników. Na efekty tej rewolucji trzeba będzie poczekać, chociaż tym razem, jak się wydaje, niewiele miejsca pozostawiono przypadkowi.
Już na początku czerwca posadę stracił dotychczasowy prezes, Michał Rydz. Jego miejsce, przynajmniej tymczasowo, zajął Dobrzycki, któremu pomaga prokurent Paweł Skarzyński. Dobrzycki i Skarzyński znają się doskonale, od wielu lat współpracują razem w Panattoni. Ściągnięto także nową księgową i dyrektora finansowego. Zarazem był to dopiero początek. W środę Łodzianie rozstali się z Adamczukiem, Burlikowskim, a także Sławomirem Rafałowiczem, koordynatorem do spraw rekrutacji. W ich miejsce sprowadzono ludzi zbierających niemal wyłącznie dobre recenzje, a już na pewno ocenianych na tyle pozytywnie, że największej uwagi przy ich działaniach wcale nie przyciągały prowizje dla agentów, jak to miało miejsce w przypadku Adamczuka.
W centrum całego zamieszania znalazł się Łukasz Masłowski, to on został szefem całego pionu sportowego. Masłowski niedawno rozstał się z Jagiellonią, rządy w Widzewie oficjalnie rozpocznie od sierpnia. Będzie miał blisko miesiąc, aby formalnie dopinać transfery. Największym wyzwaniem w jego przypadku wydaje się umiejętność operowania na dużym budżecie. Jagiellonia często szyła z niczego i właśnie wtedy Masłowski był najlepszy. Transfery gotówkowe - Kajetana Szmyta, Dimitrisa Rallisa, a wcześniej Cezarego Polaka trudno uznać za jednoznacznie udane.
Masłowskiemu dostaje się przede wszystkim za dwa ostatnie okienka u sterów Białostoczan. O zaskoczeniu trudno mówić, skoro na Podlasie trafili między innymi Kamil Jóźwiak, Alex Cantero, AZ Jackson czy Louka Prip, a do tego wielu uważa, że Oskara Pietuszewskiego sprzedano po prostu za tanio. Wcześniej jednak Masłowski uchodził za króla polskiego rynku, to nie tak, że Zduńskowolanin nagle stracił zdolność podejmowania dobrych decyzji. Być może te narzędzia, które otrzymał w Jagiellonii, w pewnym momencie przestały wystarczać.
Masłowski nie musi działać sam. Dyrektorem sportowym został Artur Płatek, czyli niedawny doradca zarządu Rakowa. Znów nie wszystkie ruchy 56-latka rzuciły na kolana, lecz to jeden z najbardziej doświadczonych działaczy w Polsce, mający mocne kontakty w piłkarskiej Europie. Za nim kadencje w Górniku, Botewie Płowdiw czy tez Borussii Dortmund. Na plus Widzewa pozostaje fakt, że Płatek nie o wszystkim będzie decydował. Tercet ma się uzupełniać, tworzyć kolektyw.
Tercet, bo w Widzewie jest też Piotr Kosiorowski, od sześciu lat związany z Polonią Warszawa, gdzie był dyrektorem sportowym. Rządy Kosiorowskiego, naznaczone konstruowaniem kadry w bardzo ograniczonych warunkach, były w stolicy znakomicie oceniane. Oczywiście, 45-latek nie został sprawdzony na najwyższym poziomie, natomiast w I lidze poradził sobie świetnie. Za Łukasza Zjawińskiego - zdobywcę 43 bramek w 70 meczach "Czarnych Koszul" - zapłacono 10 tysięcy euro plus VAT. To transfer o jakim marzy większość działaczy.
W Łodzi Kosiorowski będzie odpowiedzialny za skauting. To dla niego powrót na takie stanowisko, wszak z Widzewem był już związany w 2019 roku. Wtedy jednak i klub, i sam Kosiorowski znajdowali się w zupełnie innych miejscach. Siedem lat temu Widzew z pewnością nie miał pozycji mocnej na tyle, aby rozmawiać z Karolem Klimczakiem w sprawie roli prezesa. Teraz Klimczak wstępne zapytanie dostał, odmówił, ale to pokazuje skalę z jaką Dobrzycki zamierza działać. Przynajmniej gabinetowo, bo na rynku powinno być nieco spokojniej.