Ostrzegali, a Widzew nie słuchał. Kit zamiast hitu. Najgorszy transfer w historii?

Ostrzegali, a Widzew nie słuchał. Kit zamiast hitu. Najgorszy transfer w historii?
brunocoelho / shutterstock
Jan - Piekutowski
Jan PiekutowskiDzisiaj · 10:30
Kiedy sezon wchodzi w decydujący etap i potrzebujesz jakości, dobrze byłoby liczyć na swojego najdroższego zawodnika. Widzew takiego komfortu nie ma. I to na własne życzenie.
Robert Dobrzycki pozwolił Widzewowi na inwestycje niespotykane dotąd w polskim futbolu. Częściowo poszły za tym ruchy bardzo udane, wybija się przede wszystkim sprowadzenie Przemysława Wiśniewskiego. W znakomitej większości transfery były jednak albo przeciętne, albo nieudane. Nie zabrakło również kompromitacji.
Dalsza część tekstu pod wideo
Za Osmana Bukariego zapłacono 5,5 miliona euro. To najwyższa kwota nie tylko w historii Łodzian, ale też całej Ekstraklasy. Dariusz Adamczuk zapowiadał, że jeśli reprezentant Ghany nie zostanie gwiazdą polskiej piłki, poniesie dużą porażkę. Na ten moment jest ona tak wielka, że do zdobycia szczytu potrzeba butli z tlenem i pomocy wprawionych w boju Szerpów.
W Widzewie nie chciano słuchać ostrzeżeń dotyczących płacenia tak gigantycznych pieniędzy za 27-latka. Uwagi ignorowali nie tylko kibice, których można rozgrzeszyć ze względu na zaślepienie miłością i zachłyśnięcie się możliwościami nowego właściciela, ale też włodarze. Ich zaś trudno wziąć w obronę, bo jednak powinni wykazać się większą trzeźwością umysłu, odpowiedzialnością za podejmowane ruchy. Nikogo jednak nie przekonało, że Bukari nieprzypadkowo nie ma liczb w MLS, lidze słynącej z dużej swobody ofensywnej.
- Niesamowite, że każda drużyna, która kupuje od Austin FC, nigdy nie oglądała meczu tego zespołu - rzucił wtedy Joseph Lowery z ESPN.
W swoim najlepszym sezonie skrzydłowy zdobył trzy bramki i zanotował pięć asyst. Lepszy wynik wykręcili między innymi Eduard Loewen, Amahl Pellegrino, Beau Leroux, Maxi Moralez czy Maren Haile-Selassie. Nie bądźcie źli, jeśli nie znacie żadnego z nich lub nazwiska bardziej pasują wam do byłych cesarzy Etiopii niż zawodników cieszących się statusem gwiazd. Bukari w Ameryce wyglądał przeciętnie, a mimo to wciąż znacznie lepiej niż w Widzewie.
27-latek złapał kapitalny kontrakt, dostał wysoką gażę, a współpraca ma obowiązywać do 30 czerwca 2030 roku. Na ten moment z takiego rozwiązania najbardziej może cieszyć się sam zawodnik. Niemal nie gra, a inkasuje bardzo przyjemną pensję. Gorzej z Widzewem, bo sytuacja, w której stoisz pod ścianą, a mimo tego nie jesteś w stanie liczyć na najdroższego zawodnika w historii całej ligi, wygląda absolutnie niepoważnie. A przecież powodem nieobecności Bukariego nie są względy zdrowotne lub widzimisię Aleksandara Vukovicia.
Ghańczyk otrzymywał swoje szanse, w pięciu spotkaniach z rzędu zagrał od deski do deski. Nie pokazał w tym czasie niczego, co przekonałoby Serba. Żadnego bezpośredniego wpływu na gole strzelone przez Łodzian. Ktoś powie, że czasu miał w gruncie rzeczy mało, że to nawet nie 50% możliwych minut. Faktycznie, ale gdyby Bukari posiadał jakość odpowiadającą przynajmniej połowie zapłaconych za niego pieniędzy, zdołałby zrobić cokolwiek. Taki Kahveh Zahiroleslam uzbierał ponad 100 minut mniej, a strzelił dwa gole.
Wpływ na mierną ocenę dla skrzydłowego ma też zamieszanie z początku kwietnia. Piłkarza zabrakło w składzie na Raków ze względów prawnych. Wyjechał do Nigerii, gdzie starał się o pozwolenie na pracę w Polsce, bo wygasła mu tymczasowa wiza. Jak można uwierzyć, że Widzewem kierują kompetentni ludzie, skoro przy inwestycji tej skali nie są w stanie dopiąć takich formalności. Niebywałe, że nawet transfer Milety Rajovicia - przez chwilę dzierżącego miano najdroższego piłkarza w Polsce - wygląda na bardziej przemyślany i zaplanowany.
Trudno przewidzieć, co stanie się z Bukarim po zakończeniu bieżącego sezonu. Jakub Dyktyński przekazał, że klub nie wystawił Ghańczyka na sprzedaż. Według mnie bardziej chodzi o to, że na Bukariego po prostu nie ma chętnych. Skrzydłowy zawodzi w drugiej lidze z rzędu, drugi raz nie potrafi sprostać oczekiwaniom związanym z kwotą transferu. Dlaczego jakikolwiek klub miałby oddać Widzewowi przynajmniej połowę zainwestowanej sumy? Nawet rzekomo zainteresowana Crvena nie byłaby skłonna.
Sprzedaż Ghańczyka staje się problemem, z tymi liczbami prędzej trzeba by oddać go za grosze, a to kolejny wizerunkowy cios. Z drugiej strony, jeśli Łodzianie przetrwają w Ekstraklasie, a Vuković zostanie na stanowisku, to po co mu Bukari? Serb tylko raz wpuścił 27-latka na boisko, wszedł on w 86. minucie za mającego problemy zdrowotne Mariusza Fornalczyka. W trzech spotkaniach był poza kadrą meczową, w trzech kolejnych przyspawano go do ławki. Na poprawę relacji nie wskazuje nic. Bo chociaż "Vuko" dodawał podopiecznemu otuchy podczas afery wizowej, to z Motorem znowu nie wpuścił na boisko.
Wątpliwości w sprawie Ghańczyka mają nawet koledzy. O ile Lukas Lerager apelował, aby dać mu czas, o tyle Przemysław Wiśniewski był bardziej stanowczy.
- Tyle też się płaci za zawodnika, żeby od razu wskoczył do składu i robił robotę. U Osmana widać przede wszystkim grę jeden na 1jeden, szybkość. On to wszystko ma. Tylko, że czasem trafia na takiego przeciwnika, co nie odpuści go na krok. (...) On po prostu musi się bardzo mocno przestawić na to, że tu jednak będzie miał te kostki zadrapane, że gdzieś go to będzie bolało po meczu, a nie takie... Więc ja myślę, że on z tygodnia na tydzień będzie coraz lepszy - z ostatnią częścią wypowiedzi Wiśniewskiego dla TVP Sport wciąż jest problem. A od wywiadu minął ponad miesiąc. Bukari nieprzypadkowo walczy o miano najgorszego transferu w historii Ekstraklasy. Z tego dołka będzie się bardzo trudno wygrzebać.

Dyskusja

Przeczytaj również