Apel do Dariusza Mioduskiego. I nie tylko jego. "Nic tak nie boli kibica"

Apel do Dariusza Mioduskiego. I nie tylko jego. "Nic tak nie boli kibica"
Wojciech Dobrzynski / pressfocus
Janusz - Basałaj
Janusz BasałajDzisiaj · 14:50
O właścicielach i prezesach klubów piłkarskich, przede wszystkim tych z Polski - pisze Janusz Basałaj w kolejnym odcinku cyklu na Meczyki.pl.
Kroniki Piłkarskie Janusza Basałaja to zbiór felietonów, w których doświadczony dziennikarz Meczyki.pl komentuje bieżące wydarzenia ze świata futbolu.
Dalsza część tekstu pod wideo

O potrzebie ekskluzywności prezesów

Jacques Chirac – były prezydent Francji (1995-2007), a także mer Paryża (1977-1995) powiedział kiedyś pod adresem polskich polityków, że “stracili wielką szansę (okazję) by milczeć”. Kontrowersyjnie, mocno, ale celnie. Nieważne dziś, o co chodziło, choć zdaje się były to sprawy dotyczące polityki Unii Europejskiej. Po co przytaczam wybitnego francuskiego polityka? Nie tylko dlatego, że w niezapomnianym 1998 roku kibicował swym rodakom - mistrzom świata. Ubrany w koszulkę narzuconą na elegancki garnitur nie siedział cicho i nie milczał na loży honorowej Stade de France, kiedy Zidane i reszta sięgali po Puchar Świata. Mało się dziś przypomina, że Chirac jako mer Paryża położył wielkie zasługi w budowie klubu ze stolicy Francji – Paris Saint-Germain.
Dziś w te słynne słowa prezydenta Francji powinni się wsłuchiwać i działać wedle nich nasi piłkarscy magnaci. Dariusz Mioduski, właściciel Legii, czy Robert Dobrzycki (Widzew) - ludzie inteligentni, oczytani, obyci w biznesie, kochający futbol - mądrzą się, jakby zjedli zęby na polskiej piłce. Niestety, nie słychać w ich słowach pokory, nuty szacunku dla przeszłości i wielkiego zadania, jakim jest budowa nowoczesnego klubu i wydawania wielkich pieniędzy. Nie pastwię się nad dwoma tak renomowanym i zasłużonymi piłkarskimi firmami, bo ich dzisiejsze miejsce w tabeli i marsz ku pierwszej lidze to nie tylko dobry temat do szydery i mściwa satysfakcja innych kolegów właścicieli i prezesów z Ekstraklasy. Po raz kolejny przykład myślenia bardzo bogatych i przedsiębiorczych ludzi, którzy zdaje się wyznają zasadę: “skoro odniosłem sukces w biznesie, to w tak prostej sprawie jak piłka nożna musi mi się udać”. A tu proszę - nie wychodzi… Za cholerę nie wychodzi! Za wielkie pieniądze nie wychodzi! Wielkie transfery (jak na polskie warunki) i nie wychodzi! Mistrzowie trenerscy na czele drużyn – i też nie wychodzi!
Nie ma się z czego cieszyć, ale prezes Mioduski w takiej sytuacji, deklarując wcześniej, że oddaje prowadzenie klubu w odpowiedzialne ręce najbliższych pracowników, zaczyna udzielać wywiadów (wypowiedzi), jak jest wspaniale, jak dobrze pracuje. On i jego sztab. Jego trenerzy i piłkarze. Jego skauci. A potem na boisku mamy straszny dysonans. Jeden punkt w dwóch meczach nowej rundy (Widzew – zero). Kibic porażony beznadziejną grą wsłuchuje się w słowa właściciela Legii, który powiada, że jest naprawdę dobrze. Gdzie jest dobrze? W szatni? Na boisku? W gabinetach decydentów? Na trybunach? Jak piłkarski świat światem, dziennikarze biegają za prezesami, prosząc o wywiad. Ci najczęściej odmawiają i milczą (panowie prezesi Świerczewski, Rutkowski na przykład…), bo czasami lepiej nie podgrzewać emocji i czarować wszystkich wizerunkiem wielkiego sukcesu biznesowego, oczywiście poza aktualnym stanem swej ukochanej drużyny. Najgorzej, kiedy błyskawicznie zamieniasz się z wodza klubu dryfującego w kierunku pierwszej ligi, w mentora i nauczyciela futbolu. W co celuje zwłaszcza pan Darek. Panu Robertowi ze względu na dobre chęci i początki pracy jako właściciela klubu na razie trzeba nieco odpuścić.
Legendarny właściciel Wisły Kraków, pan Bogusław Cupiał, w sytuacjach kryzysowych zwykł mawiać: “Niech do mediów chodzą moi ludzie, bo im za to płacę…”. Sam niezwykle rzadko pojawiał się w gazetach czy telewizjach, o portalach internetowych nie wspomnę. Czy to wielka odwagą wziąć na klatę problemy klubowe, wyjść do świata pozaklubowego i poopowiadać, że jest ok i będzie lepiej? Nic tak nie boli rozdygotanego kibola, jak zakłamywanie rzeczywistości.
Wyciszenie medialne właściciela klubu? Powiecie: wyrachowanie, cynizm, zapewnienie spokoju, spychanie odpowiedzialność w dół klubowej struktury? Trochę tak. Oczywiście, ktoś powie, że żyjemy w innych czasach. To czasy, kiedy najważniejsze osoby w kraju, na czele z szefem rządu, politykę robią w mediach społecznościowych… Czy warto iść tą drogą? Nie bardzo, bo to zawsze rozkołysze nastroje na trybunach, w mediach, zwłaszcza kiedy na boisku “gra się piach”. Trudno uniknąć wielkich emocji, kiedy kieruje się klubem piłkarskim. Już tak jest, że ktoś kto kocha piłkę, zaczyna być jednocześnie i trenerem, i kibicem, i komentatorem. Jeśli właściciel (prezes) klubu chce wejść w te wszystkie role naraz, to za chwile sam się ośmieszy.
Dobrze jest czasami zachowywać się w przestrzeni medialnej… ekskluzywnie. Wiadomo, że dziennikarze biegają za dobrym wywiadem, pikantną wypowiedzią szefa klubu. Podpowiadałbym, by szefowie klubów czynili to nie za często i w odpowiednim momencie. A jeśli już, to bez rżnięcia maniery wielkiego futbolowego magnata, który już dawno poznał piłkę i wie, jak to się robi. Bez pouczania, chwalenia się wielkimi stosunkami w europejskim i polskim futbolu, bo za chwilę podczas kolejnego meczu Kapustka, Wszołek czy Shehu zwyczajnie nie dadzą rady, gdy młodzi ligowcy jak np. Kowalczyk (GKS) czy Jakubczyk (Arka) będą mieli gdzieś nazwiska rywali i wielką moc ich prezesa-właściciela.
Na koniec powinienem jak zawodowy kaznodzieja apelować do wielkich polskiego futbolu o umiar, pokorę i pracę. Co niniejszym czynię, choć żaden ze mnie kaznodzieja.

Przeczytaj również