Armagedon po klęsce na mundialu. Znany trener się odpalił. Mocne słowa do piłkarzy

Armagedon po klęsce na mundialu. Znany trener się odpalił. Mocne słowa do piłkarzy
Li Muzi / pressfocus
Jan - Piekutowski
Jan PiekutowskiDzisiaj · 12:15
Było coś symbolicznego w powrocie Marcelo Bielsy do Urugwaju. Po odpadnięciu z mistrzostw świata selekcjoner pojawił się na boisku sam. Zawodnicy ponownie go opuścili. Ale czy to oznacza, że Bielsa jest złym trenerem?
Odpadnięcie Urugwaju w fazie grupowej to jedna z największych kompromitacji w historii. Oczywiście, w fazie grupowej kończyły też mistrzowskie Włochy i Niemcy, które dysponowały znacznie lepszymi drużynami, ale też często rywalizowały z rywalami mocniejszymi niż Republika Zielonego Przylądka i Arabia Saudyjska. Sprawy ułożyły się tak, że Urugwaj potrzebował raptem trzech punktów, aby zająć drugie miejsce i awansować. Tego celu, minimalnego nie tylko na pierwszy rzut oka, nie udało się zrealizować.
Dalsza część tekstu pod wideo
Największą winą za ten fatalny wynik obarczono właśnie Marcelo Bielsę. Nie piłkarzy prezentujących się zdecydowanie poniżej możliwości, lecz selekcjonera będącego wdzięcznym obiektem krytyki. W końcu o niewielu szkoleniowcach mówi się tak dużo, biorąc pod uwagę to, jak mało wygrali. Wciąż pokutuje myślenie, że dobrego trenera poznaje się po tym, jak bogatą gablotę ma. To dość karkołomne podejście, a Bielsa, wymykający się zero-jedynkowemu stawianiu sprawy, stanowi chyba najlepszy przykład.
Nawet fiasko z dwukrotnymi mistrzami nie podlega jednoznacznej ocenie. Można Bielsę krytykować za wystawienie Fernando Muslery, bo ten zawalił właściwie każdą bramkę. 40-latek wrócił do kadry nagle, poza sparingiem z Anglią w marcu nie bronił od 2022 roku! Najwięcej szans w tym okresie otrzymywał nieco młodszy Sergio Rochet i to właśnie Rochet potrafił zachować czyste konto z Brazylią, Argentyną, USA, Paragwajem czy Algierią. Na mundialu zagrał jednak tylko drugą połowę z Hiszpanią i... znów nie stracił żadnego gola.
Kontrowersyjne wydawały się też przygotowania. Urugwaj, w przeciwieństwie do innych zespołów, nie rozgrywał sparingów w czerwcu. Bielsa wolał szlifować taktykę, a przede wszystkim kondycję. Dodatkowe spotkania uznawał za niepotrzebne w świetle braków drużyny. Te okazały się potężne. Urugwaj nie tylko zawiódł taktycznie, ale poza kilkoma zrywami zabrakło mu prawdziwego zaangażowania. Nie pomógł nawet Federico Valverde. Kapitana ściągnięto w 57. minucie decydującego starcia z Hiszpanią, za co Bielsę też krytykowano. Problem w tym, że zawodnik Realu Madryt nie dał żadnego argumentu, aby pozostać na boisku.
- Zostawiliście mnie samego - powiedział Bielsa do zawodników po odpadnięciu z mistrzostw świata. Był to jednak dopiero początek gorącego okresu w reprezentacji Urugwaju.
Przez kilka następnych dni Argentyńczyk pozostawał na stanowisku. Leciały głowy kolejnych selekcjonerów, Tunezyjczycy zmienili przecież trenera już w trakcie mistrzostw. Bielsa miał jednak do wypełnienia jeszcze jedną misję. Obnażenie swoich zawodników na konferencji prasowej. Relacje wewnątrz drużyny nie były dobre od kilkunastu miesięcy, wszystko zaczęło się sypać po odsunięciu Luisa Suareza. Bielsa nie zamierzał budować drużyny w oparciu o wiekowego napastnika - nie chciał, a może nie potrafił tego zrobić. Suarez stał się zresztą jedną z osób najostrzej patrzących na kadencję 70-latka.
Szkoleniowca podważano z każdej strony, ale największym problemem pozostawał brak przekonania zawodników. Po laniu od USA (1:5) w końcówce 2025 roku wydawało się, że Bielsa może nawet nie wytrwać do mundialu. Szkoleniowiec wyszedł wtedy do dziennikarzy i poddał się samokrytyce. Jednocześnie zaznaczył, że rezygnować nie zamierza. Teraz, w poczuciu osaczenia i pewnie nadchodzącego końca, skierował ostrze w stronę piłkarzy. I ciął bezwzględnie.
- Jestem pewien, że nikogo nie obchodzi to, co wiem. Umiem rozpoznać, kiedy ktoś jest tym zainteresowany. Tutaj nic, co chciałem przekazać, nie było istotne. Nie widzę w tym nic złego. Inni ludzie nie chcą mojej wiedzy. Sprawa zamknięta - powiedział, cytowany przez The Athletic.
- Nikt nie był zainteresowany tym, co przekazywałem, nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Jeden tylko inżynier mieszkający w Australii chciał zostać trenerem w Montevideo. Powiedziałem mu, co wiem, przyjął to i teraz pracuje w urugwajskiej piłce. To jedyny, który był zainteresowany. My tę grupę powinniśmy zakończyć z siedmioma punktami - dodał.
- Nie ma żadnej poważnej, przemyślanej analizy, która wskazywałaby, że nie wygramy z Republiką Zielonego Przylądka, Arabią Saudyjską i nie zremisujemy z Hiszpanią. (...) Moja kadencja nie pozostawiła tutaj niczego. Jakikolwiek wkład, jaki mógłbym wnieść do kraju, w którym pracowałem przez trzy lata, nie zakorzeni się bez wyników - podkreślił.
Okazało się też, że zawodnicy wymogli na szkoleniowcu skrócenie rozmów dotyczących taktyki. Bielsa potrafił dzwonić do podopiecznych i godzinami rozprawiać o roli na boisku, występach w klubie. Zawodnicy czuli się zmęczeni, przebodźcowani. Powiedzieli trenerowi, że wolą odpocząć. Selekcjoner zarzekał się, że posłuchał piłkarzy, a w pewnym momencie w ogóle zrezygnował z opisanych metod. Zmienił też treningi, bo ćwiczący w oddzielnych grupach gracze czuli się wyobcowani. Chcieli swobody, pogłaskania po czole. Tego Bielsa nie dawał.
Narzekania na bezwzględne podejście szkoleniowca stały się motorem napędowym wypowiedzi kolejnych Urugwajczyków. Piłkarze zarzucali trenerowi, że ten ich nie szanuje, że przy selekcji kieruje się niejasnymi kryteriami. Agustin Canobbio, na mistrzostwach wsławiający się jedynie irracjonalnie brutalną grą z Hiszpanią, obraził się, gdy Bielsa zbeształ wychowanie zawodnika trzymającego wyciągnięte nogi na krześle podczas rozmowy ze szkoleniowcem. Suarez ostrzegał, że zawodnicy wkrótce eksplodują, a dzierżący opaskę kapitańską Valverde wspierał słowa napastnika. Darwin Nunez miał się popłakać po jednej z tyrad selekcjonera.
Głosów w drugą stronę było niewiele. Dopiero po odejściu Argentyńczyka w obronę wziął go Gustavo Poyet. Legenda urugwajskiego futbolu skrytykowała obecną generację. The Athletic podało natomiast, że Bielsa pokazywał swoją ludzką twarz poza światłem kamer. Niezapowiedzianie przyszedł na pogrzeb matki Guillermo Vareli, aby dodać nieco otuchy podopiecznemu. Regularnie pojawiał się też na meczach ligowych i siadał wśród normalnych kibiców. Bielsa ma swoje dziwactwa, które bywają przecież zupełną normalnością.
Ma swoją gorszą stronę, bywa wręcz szaleńczy, nieprzystosowany do współczesnych realiów, z czego sam zdaje sobie sprawę. Słynie z wybuchów złości, stawiania kolosalnych wymagań, częstego zmieniania miejsc pracy, wypalania zawodników. A mimo tego ciągle utrzymuje się na powierzchni. W Leeds United został niekwestionowaną legendą, natomiast większość trenerów jest w stanie oddać mu hołd.
Bo chociaż Bielsa nie zdobył żadnego z pierwszoplanowych pucharów, stał się inspiracją. Pozostaje jednym z najwybitniejszych teoretyków w dziejach futbolu, cały nurt piłkarski został nazwany na jego cześć. Do wzorowania się na Argentyńczyku przyznaje się szereg innych szkoleniowców, często prezentujących skrajne wizje - z jednej strony Diego Simeone, z drugiej Pep Guardiola, jeżdżący do Bielsy na piłkarską pielgrzymkę jeszcze przed przejęciem sterów w Barcelonie. Być może cała piłka nożna zawdzięcza Bielsie więcej niż jesteśmy w stanie przyznać.
To nie jest stereotypowy wielki szkoleniowiec, który pochwali się półką wypełnioną pucharami. To nie jest stereotypowy wielki szkoleniowiec budujący dziedzictwo w jednym klubie. Bielsa wygląda raczej na kogoś, kto siada na najwyższej gałęzi i stara się stamtąd przemawiać do walczących u dołu, z niesmakiem patrzy na ich metody, które uważa za prymitywne. Kto zechce, posłucha i może weźmie coś dla siebie. Choćby cząstkę, która pozwoli na zbliżenie się do absolutu. Bielsa dąży do niego całe życie i nigdy nie złapie.

Dyskusja

Przeczytaj również