Arsenal rozwścieczył całą Anglię. Wrze coraz bardziej. "To zaszło za daleko"
Arsenal nie chce mistrzostwa Anglii. On go pożąda. Działa w myśl zasady, że cel uświęca środki i taktyka zdaje egzamin. Niezbyt ważne dla samego Arsenalu, że reszta Anglii z niesmakiem patrzy na grę Londyńczyków, a nawet oczekuje głębokich zmian.
W tym sezonie Premier League Arsenal zdobył 59 bramek. To, do spółki z Manchesterem City, najlepszy wynik w całej lidze. Nieco gryzie się z negatywną opinią o "Kanonierach", przedstawianych jako najbardziej defensywny zespół Brytanii. Ale tylko nieco. Bo o ile sama liczba wygląda nieźle - to w końcu niemal dwa gole na jeden mecz - o tyle mistrzowie ostatnich lat wypadali jeszcze korzystniej. Gorsze było dopiero Leicester City w sezonie 2015/16, kiedy ostatecznie strzeliło 68 goli.
Problemem wizerunkowym Arsenalu pozostaje sposób finalizowania akcji. A być może przede wszystkim. Bo gdyby większość z tych 59 bramek była efektem koronkowych akcji, wirtuozerii gry otwartej i innych aspektów, które cieszą oko widza postronnego, to do Londyńczyków pewnie nikt nie miałby pretensji. Począwszy od wspominanych widzów aż na rywalach skończywszy. Ale Mikel Arteta stawia na inny sposób. Hiszpan i spółka doszlifowali stałe fragmenty, balansują na granicy przepisów i w ten sposób podbijają Premier League.
"Kanonierzy" aż 19 bramek zdobyli po akcjach ze stojącej piłki. 16 z nich to efekt rzutów rożnych, co okazało się wyrównaniem rekordu całej Premier League! Jeszcze jedno trafienie sprawi, że Londyńczycy przeskoczą, uwaga, Oldham Athletic 1992/93, WBA 2016/17 i wreszcie Arsenal 2016/17. Dość osobliwe towarzystwo potencjalnych mistrzów sprawia, że Arsenal bardzo łatwo krytykować. No bo co to znaczy, że czempion jest na punkcie kornerów zwariowany bardziej niż WBA z Tonym Pulisem na ławce i Garethem McAuleyem w składzie?
"To zaszło za daleko"
Rywale Arsenalu mają dość. Jedni podnoszą, że ogólna wartość artystyczna ekipy Artety leży i kwiczy. Inni koncentrują się na czymś bardziej zasadnym - przepisach. Arsenal w istocie do mistrzostwa opanował wykonywanie rzutów rożnych, ale z rozgrywaniem ich ściśle wiąże się kontrowersyjna taktyka. Podczas dośrodkowań zawodnicy "Kanonierów" zagęszczają "piątkę" do granic możliwości. Często blokują bramkarza rywala, unieruchamiając go wprost lub tworząc kokon złożony z piłkarzy drużyny golkipera. Bardzo trudno się przeciwko temu bronić, a sędziowie niejednakowo podchodzą do wszelakich pchnięć, pociągnięć i trąceń w polu karnym. Wiele protestów złożonych już po strzeleniu gola przez Londyńczyków zostało odrzuconych.
- Na koniec sezonu musimy porozmawiać o tym, jak drużyny wpływają na bramkarzy. O tym, jak bronią stałych fragmentów. Jest coś, co daje nieuczciwą przewagę pewnym zespołom - stwierdził Liam Rosenior z Chelsea. - Teraz możesz właściwie uderzyć bramkarza w twarz, a sędzia powie, żeby grać dalej. Większość meczów Premier League, które oglądam, nie sprawia mi przyjemności - ocenił Arne Slot z Liverpoolu. - To zaszło za daleko. Niedawno mówiono nam, że nie można nikogo dotknąć w polu karnym i że sędziowie będą to kontrolować. Teraz jednak wkradł się określony sposób rozgrywania rzutów rożnych i możliwość ustawienia zawodników bardzo blisko siebie. Coraz więcej drużyn to robi, co rozumiem. Ale wydaje mi się, że brakuje równowagi - podsumował Michael Carrick z Manchesteru United.
Arsenal wyznaczył trend dla całej stawki. Już sześć zespołów ma dwucyfrową liczbę bramek po kornerach, a w całym poprzednim sezonie takich drużyn było pięć. Opta podała, że w bieżących rozgrywkach aż 18% wszystkich goli padło po rzutach rożnych. To wspólny rekord, a nie jednostkowe działanie Arsenalu. Ale Londyńczycy są i będą piętnowani. Choćby ze względu na grę na czas.
- Kiedy Arsenal ma rzut rożny i prowadzi, czasami traci ponad minutę na samo wykonanie rzutu rożnego. To zaburza rytm. Nie ma określonych zasad, ile czasu mamy na rzut rożny, ile na aut. W meczu z nami tylko jedna drużyna próbowała grać w piłkę nożną. Nigdy nie stanę się trenerem dążącym do takich zwycięstw - przekonywał Fabian Huerzeler po porażce Brightonu z "Kanonierami" (0:1).
Niemiec przesadził nieznacznie. Arsenal potrzebuje średnio 44 sekund na wykonanie rzutu rożnego. Chelsea, znajdująca się po drugiej stronie bieguna, nieznacznie przekracza 30 sekund. Różnica nie wydaje się wiecznością, ale jest nią zwłaszcza w stykowych sytuacjach, gdy wynik balansuje na krawędzi. A "Kanonierzy" w 10 z 20 wygranych meczów w tym sezonie triumfowali jednym golem.
Więcej, jeszcze więcej
Arteta z głosami krytyki się nie zgadza. Podchodzi do nich z dużym dystansem. Przekonuje nawet, że Arsenal może, a właściwie powinien, jeszcze częściej strzelać po stałych fragmentach. Hiszpan wciąż widzi pole do poprawy w taktyce, która zazwyczaj cechowała drużyny walczące o utrzymanie, teraz zaś przeniosła się do usposobienia najlepszych ekip w kraju.
- Jestem rozczarowany, że nie strzelamy więcej po rożnych i tracimy tyle samo. Nie jestem zaskoczony krytyką, to część mojej pracy. Chcemy być najlepszą i najbardziej dominującą drużyną w każdym aspekcie gry, to cel dla tej drużyny. Uwierzcie, że chciałbym mieć dodatkowych trzech piłkarzy, żeby grać piękną piłkę, ale to niemożliwe. Jeśli chcesz oglądać piękną piłkę, musisz pojechać do innego kraju. W Premier League nie ma takiej w ostatnich dwóch, trzech sezonach. My każdego gola świętujemy tak samo. Nie wiem, jak można podchodzić do tego inaczej - wypalił Hiszpan niedługo po potyczce z Chelsea (2:1).
Arsenal jednak, co ciekawe, nie prowadzi w wielu oczywistych statystykach. Pod względem posiadania piłki plasuje się na czwartym miejscu (56,7%). W asystach jest drugi (41), w strzałach celnych trzeci (146), w xG czwarty (49,98), w kluczowych podaniach też czwarty (315), podobnie w udanych dryblingach (219). Tylko Brentford rzadziej oddaje strzał zza pola karnego (25% wszystkich uderzeń). "Kanonierzy" bronią natomiast najlepiej - mają najmniej żółtych kartek (40), liderują w czystych kontach (14), golach straconych (22), a nade wszystko strzałach rywali (69).
- Arsenal to drużyna stałych fragmentów. Jeśli zdobędą tytuł, mogą być najbrzydziej grającym mistrzem w historii - rzucił Chris Sutton w rozmowie z BBC. Sutton to były triumfator rozgrywek, w sezonie 1994/95 sięgnął po tytuł z Blackburn.
Słowa Anglika dotknęły kilka osób, zareagował na nie między innymi Martin Keown. Ale wydaje się, że wewnątrz samego Arsenalu przeszli nad nimi do porządku dziennego. Arteta się nie kryguje - chce tylko mistrzostwa. Może być najbrzydziej grającym mistrzem, ale mistrzem. Ponad 20 lat oczekiwania zrobiło swoje, podobnie jak już blisko siedmioletni projekt samego Hiszpana. Przechodził on wiele faz, ewoluował. Nigdy nie był jednak aż tak pragmatyczny i rewolucyjny. Bo można się na Arsenal zżymać, ale wpływ taktyki Londyńczyków pozostaje niezaprzeczalny.
Kapitalną pracę w tym zakresie wykonał Nicolas Jover. Trenera stałych fragmentów wypatrzono już w Brentford, które zresztą stanowi źródło podstawowej inspiracji dla "Kanonierów". Później Jover przeniósł się jeszcze do Manchesteru City, a w 2021 roku dołączył do Arsenalu. Od tamtej pory stale pracuje nad wznowieniami ze stojącej piłki, a teraz zbiera najobfitsze plony. I to podwójne. The Athletic ujawniło, że w kontrakcie asystenta Artety zawarto bonus dotyczący zdobywania bramek po rzutach rożnych. Bardzo mądre posunięcie, patrząc na to, co wyprawia się w bieżącym sezonie. I jak trudno będzie odwrócić trend, jeśli "Kanonierzy" sięgną po upragniony tytuł, a przepisy pozostaną niezmienione.