Barcelona pożegna się z gwiazdą? Mocny głos z Hiszpanii. "Nie, dziękuję"

Wykręca kapitalne liczby, ma dwucyfrową liczbę goli i asyst w tym sezonie. A jednak nie może być pewny swojej przyszłości na Camp Nou. Barcelona ma do podjęcia niezwykle trudną decyzję odnośnie dalszych losów Marcusa Rashforda.
Stara piłkarska prawda mówi, żeby nigdy nie zakochiwać się w wypożyczonym piłkarzu. Ryzykownie jest lokować uczucia w zawodniku, który dziś jest, a jutro go nie ma. Przypadek Marcusa Rashforda wygląda nieco inaczej. Zdaje się, że tym razem to gracz zakochał się w wypożyczonym klubie. Anglik na każdym kroku deklaruje chęć pozostania w Barcelonie, regularnie udziela wywiadów, w których podkreśla, jak dobrze gra mu się na Camp Nou. Gdyby to zależało tylko od niego, podpisałby maksymalnie długi kontrakt z Katalończykami. Taka postawa nie może dziwić.
Skrzydłowy odnalazł swoje miejsce po trudnej końcówce przygody w Manchesterze United. Na Old Trafford został skreślony, odsunięty na boczny tor i wypchnięty tylnymi drzwiami. Wydawało się, że oschłe pożegnanie stanowi definitywny koniec trudnej relacji. Nie można jednak wykluczyć scenariusza, w którym 28-latek wróci do ekipy “Czerwonych Diabłów”. Jego przyszłość w mieście Gaudiego wcale nie jest pewna.
Liczby? Rewelacja
Spoglądając w statystyki, można jedynie chwalić pobyt Rashforda w Barcelonie. W ostatnich miesiącach udowodnił, że jest magnesem na punkty w klasyfikacji kanadyjskiej. Średnio bierze on udział przy zdobyciu bramki co 90 rozegranych minut, bilans 11 goli i 13 asyst zdecydowanie zasługuje na słowa uznania. Większość z tego dorobku zebrał w rundzie jesiennej, kiedy zastępował kontuzjowanego Raphinhę. Teraz Brazylijczyk znów zmaga się z problemami zdrowotnymi i ponownie Anglik próbuje wejść w jego buty, o czym świadczy choćby trafienie w ligowym starciu z Atletico. W ostatecznym rozrachunku Katalończykom udało się wygrać 2:1 na Metropolitano.
- Jestem bardzo zadowolony z Marcusa. W ostatnim meczu z Atletico pokazał jakość, strzelił ważnego gola. Jeśli chodzi o jego przyszłość, to nie zamierzam nic mówić. Musimy skupić się na meczach, które pozostały nam do końca sezonu - podkreślał Flick. - Rashford pozornie bez wysiłku zebrał już 11 goli i 13 asyst w Barcelonie. Drużyna cierpi, kiedy Raphinhi nie ma na skrzydle, ale Anglik ma prawdziwy talent do generowania zagrożenia pod bramką - opisał Adrian Blanco z Radio Marca.
Barcelona jest klubem, w którym suche cyferki to natomiast nie wszystko. A Rashford ma niestety tendencję do tego, żeby w pewien sposób maskować słabsze występy poprzez notowanie G/A. Niejednokrotnie zdarzały się mecze, w których długimi fragmentami wyglądał słabo, przegrywał większość pojedynków, hamował akcje. Ale jeden zryw, udany strzał z dystansu czy dobre dośrodkowanie z rzutu rożnego zapewniało mu udział przy bramce. W perspektywie krótkoterminowej taki układ może działać. Na dłuższą metę “Blaugrana” potrzebuje jednak skrzydłowego, który łączyłby efektywność z odpowiednimi wrażeniami wizualnymi.
Gra? Z zastrzeżeniami
Problemem Rashforda jest skłonność do prezentowania sinusoidalnej formy. Coś, czym charakteryzował się już w Premier League. Poza znakomitym sezonem 2022/23 właściwie nigdy nie udało mu się utrzymać naprawdę wysokiego poziomu na przestrzeni całych rozgrywek. Teraz jest podobnie. Niedawny gol z Atletico był jego pierwszym od 31 stycznia. Na asystę czeka od 3 lutego, kiedy posłał otwierające podanie z Albacete. W poprzednich 16 kolejkach ligowych brał udział tylko przy trzech bramkach. Całościowo jego liczby nie są złe, ale przytrafiały mu się tygodnie czy nawet miesiące bardzo słabej gry.
- Na Metropolitano obecność Rashforda utrudniała życie rywalom. Poza strzelonym golem często nie kończył jednak akcji w odpowiedni sposób. Miał też trudności w drugiej połowie, kiedy Atletico zaczęło grać głębiej - oceniło Mundo Deportivo. - Jałowy Rashford. Grał bezbarwnie, ani razu nie wygrał pojedynku z obrońcą, często tracił piłkę. Przeciętny występ - to już ocena Sportu po meczu z Athletikiem.
Kolejny mankament dotyczy zaangażowania, a konkretnie jego braku. Jako wypożyczony gracz, który musi walczyć o swoją przyszłość, Rashford powinien, kolokwialnie mówiąc, gryźć trawę. Szczególnie, że funkcjonuje w drużynie opartej na morderczym pressingu, gdzie wysoki poziom intensywności nie jest wyborem, a koniecznością. Tymczasem Anglik często bywa dość apatyczny, leniwy, ma skłonność do odpuszczania na etapie walki o piłki. W tym sezonie średnio na mecz notuje 0,3 udanej próby odbioru i 0,6 wygranego posiadania w ofensywnej tercji. U Raphinhi te liczby są ponad dwa razy lepsze. 29-latek to ten typ zawodnika, który prędzej umrze niż odpuści. Pewnie, że ma to swoje wady, ponieważ Brazylijczyk tak mocno starał się w niedawnym sparingu z Francją, że aż doznał kontuzji. Raphinhi chce się aż za bardzo, a Rashfordowi za rzadko. Dlatego w Hiszpanii można znaleźć głosy sprzeciwu w sprawie potencjalnego wykupu wychowanka United.
- Rashford? Nie, dziękuję. Klauzula wykupu na poziomie 30 mln euro raczej stanowi przeszkodę nie do pokonania. Obrońcy Anglika zasłaniają się liczbami, ale statystyki nie mają aż takiego znaczenia przy zbyt małym wpływie na grę. Występy Marcusa często są oszczędne i charakteryzują się nieskutecznością - przyznał Javi Miguel z dziennika AS.
Ogromny dylemat
W przypadku planów transferowych Barcelony nie można pominąć najważniejszego czynnika, czyli możliwości finansowych. A te, jak to na Camp Nou bywa, są ograniczone. Klub rzekomo może ściągnąć latem jedną gwiazdę, ale lewe skrzydło na pewno nie będzie priorytetem. Deco przede wszystkim postara się zakontraktować klasowego stopera. Media od kilku tygodni huczą od doniesień dotyczących tego, że szczytowe miejsce na liście życzeń zajmuje Alessandro Bastoni. Raczej trudno wyobrazić sobie, aby Inter sprzedał defensora za mniej niż 60-70 mln euro. A tak okazały wydatek najprawdopodobniej zmusiłby “Blaugranę” do oszczędności na innych pozycjach.
W Katalonii toczy się zatem debata odnośnie tego, czy warto płacić 30 mln euro za wykup Rashforda z Manchesteru. Trzeba też pamiętać, że do kwoty odstępnego dochodzi całkiem pokaźna pensja. Anglik obecnie inkasuje 14 mln euro brutto rocznie. Może zgodziłby się na pewne ustępstwa, ale przecież nie zejdzie nagle o połowę. Łączny koszt transferu stanowiłby zatem dość solidne obciążenie budżetu. Dlatego mistrzowie Hiszpanii rozglądają się za bardziej przystępnymi alternatywami.
- Barcelona miałaby problem z dostosowaniem pensji Rashforda do wymogów Finansowego Fair Play. Klub poszukuje skrzydłowych tańszych niż 30 mln euro, którzy mogliby rozwijać się pod okiem Hansiego Flicka. Na liście kandydatów znajdują się Ez Abde, Andreas Schjelderup, Victor Munoz i Jan Virgili. Plany nie wynikają tylko z przyczyn sportowych, ale też finansowych - informował Lluis Miguelsanz.
Z wymienionego grona najciekawiej prezentuje się kandydatura Eza Abde. Marokańczyk opuszczał Barcelonę, będąc dość surowym zawodnikiem, jeszcze niegotowym do rywalizacji na wysokim poziomie. Jego rozwój w Betisie przebiegł bardzo płynnie, “jeździec bez głowy” nabrał taktycznej ogłady i dziś to jeden z najgroźniejszych lewoskrzydłowych w Hiszpanii. W tym sezonie zaliczył dziewięć bramek i osiem asyst, zatem nie są to liczby dalekie od tych Rashforda. Dodajmy, że 24-latek zarabia w Sewilli dziesięć razy mniej, a “Barca” mogłaby go odkupić za około 20 mln euro. Jasne, że nie wygryzłby zdrowego Raphinhi, ale stanowiłby interesującą alternatywę dla Brazylijczyka, który ma coraz częstsze problemy ze zdrowiem.
Czy Abde jest dziś lepszym piłkarzem od Rashforda? Pewnie nie. Ale na pewno byłby tańszy i ze względu na wiek bardziej perspektywiczny. A Barcelona nie jest w tak dobrej sytuacji finansowej, aby móc zawsze decydować się na bardziej luksusową opcję. 30 mln to oczywiście nie najbardziej wygórowana kwota w świecie piłki, jednak naprawdę spora, kiedy musisz w pierwszej kolejności ściągnąć stopera i być może środkowego napastnika.
Wszystko tak naprawdę wciąż leży w nogach Rashforda. Kontuzja Raphinhi sprawia, że w najbliższych tygodniach Anglik powinien mieć pewne miejsce na lewym skrzydle. Jeśli dołoży kilka bramek i asyst, ale przede wszystkim połączy to z dobrą grą w fazie defensywnej, zwiększy swoje szanse na pozostanie w stolicy Katalonii. Na razie pokazał sporo, ale wciąż niewystarczająco wiele, aby Barcelona była w 100% pewna, że warto aktywować klauzulę wykupu. Diabeł tkwi w szczegółach. W tym przypadku Czerwony Diabeł.