Barcelona w szoku. Już czeka na gruby przelew
W jednym klubie możesz być problemem, w drugim rozwiązaniem. Dla Ronalda Araujo nie było miejsca w obecnej FC Barcelonie. Urugwajczyk znakomicie odnajduje się za to w mieście Beatlesów.
To był jeden z najbardziej zaskakujących ruchów w letnim okienku. 7 sierpnia trzeba było kilka razy sprawdzać, czy na pewno nikt nie podszywa się pod Fabrizio Romano, który opublikował “Here we go” w sprawie wypożyczenia Ronalda Araujo do Liverpoolu. Wcześniej nie pojawiła się bowiem ani jedna plotka, ani pół przecieku na temat negocjacji, a co dopiero porozumienia. Dosłowny grom z jasnego nieba.
Jeszcze większą niespodzianką może być fakt, że rosły stoper notuje naprawdę udany start w barwach “The Reds”. Zawodnik, do którego po serii kosztownych błędów przylgnęła łatka defensywnej bomby zegarowej, na razie spisuje się na Anfield bez zarzutu. Sprawdza się jako prawy obrońca, potrafi zabezpieczyć swoją strefę, notuje sporo odbiorów, wybić, posłał nawet piękną asystę do Dominika Szoboszlaia. Nic dziwnego, że kibice LFC powoli opowiadają się za zatrzymaniem go na zasadzie transferu definitywnego.
W ciemnym tunelu
Przykład Araujo pokazuje, że czasem w futbolu zmiana jest czymś niezbędnym. Trudno bowiem uwierzyć, aby mógł, kolokwialnie mówiąc, “odkręcić się”, gdyby pozostał w Barcelonie. W pewnym momencie wpadł w negatywną spiralę, z której nie było wyjścia. Kulminacja nastąpiła w listopadzie ubiegłego roku, kiedy obejrzał czerwoną kartkę w przegranym 0:3 meczu z Chelsea. To nie był pierwszy tego typu wybryk Urugwajczyka w Lidze Mistrzów. Wszyscy Cules pamiętają przecież zawalone bramki z Interem czy okoliczności, w jakich wyleciał z PSG, co doprowadziło do odpadnięcia “Blaugrany” w sezonie 2023/24.
Po feralnym spotkaniu na Stamford Bridge defensor na ponad miesiąc zniknął ze świata piłki. Potrzebował przerwy, aby uporządkować kwestie mentalne. W paru wywiadach przyznał, że zmagał się ze stanami lękowymi, które niestety przerodziły się w depresję. Sport musiał zejść na dalszy plan. Barcelona oczywiście zrozumiała delikatną naturę sytuacji i dała mu tyle czasu, ile potrzebował na zwalczenie wewnętrznych demonów. W całej tej sprawie najważniejsze jest to, że 27-latek wyszedł na prostą.
Ze zrozumiałych przyczyn spadł on na koniec hierarchii obrońców. W 2026 roku spędził na murawie tylko 728 z 2880 możliwych do rozegrania minut w Barcelonie. W tym okresie zaledwie sześć razy Flick wystawiał go w pierwszym składzie. I nie chodziło tylko o brak rytmu meczowego czy obawy o stan psychiczny. Wychowanek Boston River po prostu nie pasował do koncepcji niemieckiego trenera. Właściwie od początku jego pobytu na Camp Nou wskazywano na trudności z rozegraniem piłki. On sam przyznał, że po przybyciu do rezerw “Barcy” był zszokowany tempem, w jakim koledzy operowali futbolówką. Wtedy codziennie zostawał po treningach, aby szlifować ten element i faktycznie na przestrzeni lat poczynił wyraźny progres. Natomiast wciąż daleko mu w tym do Christensena, Gerarda Martina czy Cubarsiego. Pod kątem rozumienia gry w wysoko ustawionym bloku wspomniani stoperzy też górowali nad Araujo. Jedynym słusznym rozwiązaniem było zatem rozstanie.
- Myślę, że Ronald to świetny chłopak i fantastyczny zawodnik. Uważam, że też było jasne to, jak chcemy grać w piłkę: trochę inaczej. To piłkarz bardzo szybki, bardzo silny, ale też dobry z piłką przy nodze. Moim zdaniem szkoda, bo nie mogliśmy uwzględnić go w zespole tak, jak chciałem. Myślę, że on też chciał spróbować czegoś nowego. Liverpool to fantastyczny klub. Życzę mu wszystkiego najlepszego, bo na to zasługuje - podsumował w sierpniu Flick, cytowany przez FCBarca.com.
Korzyść dla wszystkich
Przenosiny Araujo na Anfield tylko na pierwszy rzut oka mogły szokować. W rzeczywistości był to bowiem bardzo logiczny ruch ze strony “The Reds”. Zespół potrzebował wzmocnień ze względu na kontuzje Giovanniego Leoniego, Joe Gomeza i Conora Bradleya. Jednocześnie klub nie chciał ściągać za grube miliony pewniaka do gry u boku Virgila van Dijka, ponieważ to mogłoby zahamować rozwój Jeremy’ego Jacqueta. Wypożyczenie Urugwajczyka z opcją wykupu było tymczasowym zabezpieczeniem składu przy jednoczesnym daniu sobie czasu na podjęcie decyzji w sprawie ewentualnego transferu. Z kolei Barcelona mogła być zadowolona, pozbywając się przynajmniej na rok dość wysokiej pensji w wysokości 15 mln euro brutto.
W okresie przygotowawczym Araujo nie grał zbyt wiele, więc sezon rozpoczął jako zmiennik. W trzeciej kolejce wskoczył do pierwszego składu przeciwko Ipswich i chociaż rywal nie był z najwyższej półki, to defensor zasłużył na same pochwały za swój występ. Wygrał aż dziewięć pojedynków, w tym sześć powietrznych, miał siedem skutecznych interwencji defensywnych, dwa dryblingi. Do tego dołożył 32 celne podania, w tym sześć w ofensywną tercję. Van Dijk i Jacquet zabezpieczyli środek, a trzykrotny mistrz Hiszpanii po prostu wymiatał jako prawy obrońca.
- Jesteśmy bardzo zadowoleni z tego, że pozyskaliśmy zawodnika o takiej klasie, który dysponuje sporym doświadczeniem. Jest przyzwyczajony do gry w wielkich meczach, do walki o trofea i to widać. Zmiana klubu pomogła mu, a on sam już wywarł pozytywny wpływ na drużynę. Jego ostatnie występy były bardzo dobre. Spisuje się bez zarzutu i to nawet na pozycji, która nie jest jego nominalną - chwalił Andoni Iraola.
Nowy bohater
Jeszcze lepiej zagrał przeciwko przeciwnikowi ze znacznie wyższej półki. Na inaugurację Ligi Mistrzów Liverpool pokonał Atletico 2:1. Nowy nabytek “The Reds” dołożył sporą cegiełkę do tego sukcesu, notując asystę piętą do Dominika Szoboszlaia. Portal Whoscored zauważył, że ma on już na koncie tyle samo otwierających podań w LFC, co Jeremie Frimpong przy rozegraniu 33 meczów mniej. A Holender pod żadnym pozorem nie gwarantuje takiej jakości w defensywie.
27-latek zdaje się lepiej pasować do specyfiki Premier League. W żadnej innej lidze nie gra się bowiem tak szybko i tak intensywnie. To sprawia, że mówimy o najbardziej atrakcyjnych rozgrywkach krajowych. Dlatego też obrońcy na Wyspach muszą być nastawieni na ruch wahadłowy, ciągłe pojedynki biegowe i fizyczne. Styl Barcelony jest inny. W większości spotkań ligowych dusi rywali, spycha do głębokiej obrony, wykręca średnio 65-75% posiadania piłki. Na Camp Nou stoperów rozlicza się głównie nie z podstawowych obowiązków w defensywie, a z tego, w jaki sposób rozgrywają, budują akcje w ataku pozycyjnym, ile potrafią posłać progresywnych podań, ograniczając straty. Do jednego systemu lepiej pasują Gerard Martin i Andreas Christensen, do innego Ronald Araujo.
- Wiem, że Ronald nie jest nominalnym prawym obrońcą, ale pokazał, że potrafi świetnie spisywać się na tej pozycji. To niezwykle ważne, że tworzymy zgraną formację - ocenił Van Dijk na łamach The Athletic. - Oglądałem ostatnie mecze Liverpoolu i bardzo cieszę się z powodu Ronalda. W Barcelonie czasami nie był w stanie grać na najwyższym poziomie, ale przeżył tu też spektakularne chwile. Czasami po prostu pewne pomysły się nie zgadzają. Uwielbiam jednak tego piłkarza - to już słowa Deco z wywiadu dla RAC 1.
Araujo zrobił na Anfield bardzo dobre pierwsze wrażenie. W tym sezonie ligowym Liverpool z Urugwajczykiem na murawie nie wpuścił ani jednego gola przez 195 minut. Dla porównania, bez niego stracił cztery bramki na przestrzeni 165 minut. To oczywiście tylko ciekawostka, natomiast pokazuje ona, że zawodnik niechciany w Barcelonie może być naprawdę przydatnym elementem układanki Iraoli.
Katalończycy powoli mogą czekać na przelew z Liverpoolu. Uzgodniona opcja wykupu wynosi 55 mln euro. Pewnie jest jeszcze zdecydowanie za wcześnie, aby ferować, czy klauzula zostanie aktywowana. Jeśli jednak piłkarz utrzyma poziom z ostatnich tygodni, na pewno “The Reds” pomyślą o zatrzymaniu go na dłużej. Czy za umówioną kwotę? Znając realia, można raczej spodziewać się wynegocjowania atrakcyjniejszych warunków. Dla budżetu “Barcy” sporym oddechem byłoby ugranie nawet 30-40 mln euro kwoty odstępnego w połączeniu ze zrzuceniem z payrollu pensji 27-latka. Ale powtarzamy, temat ewentualnego wykupu może nabrać rozpędu dopiero za kilka miesięcy.
- Liverpool w przeszłości nie miał szczęścia do wypożyczeń. Arthur Melo, Ozan Kabak, Steven Caulker, Javier Manquillo, Victor Moses czy Nuri Sahin nie pozostawili po sobie najlepszych wspomnień. Żeby znaleźć ostatni udany ruch, trzeba cofnąć się do 2007 roku i Javiera Mascherano, który najpierw został wypożyczony, a potem wykupiony. Jeśli Araujo będzie nadal tak grał, odwróci ten trend. Jego początek jest imponujący, zastąpił Frimponga na prawej obronie, zapewniając tak niezbędną solidność w obronie - opisał James Pearce, dziennikarz zajmujący się LFC.
Z czysto ludzkiej perspektywy musi cieszyć trwający proces odrodzenia Urugwajczyka. Zwalczenie problemów natury mentalnej oraz podjęcie trudnej, a jednocześnie niezbędnej decyzji o opuszczeniu Barcelony, pozwoliły mu wrócić na właściwe tory. Kolejnymi występami zaczyna nawiązywać do formy z sezonu 2022/23, kiedy był ostoją defensywy na Camp Nou. Później zbłądził, nierzadko jego indywidualne pomyłki kończyły się fatalnie dla całego zespołu Katalończyków. To już jednak przeszłość. Araujo znów może być wielki, dosłownie i w przenośni.