Barcelono, obudź się. Oto, kogo powinna sprowadzić. "Szokujące niedbalstwo"

Barcelono, obudź się. Oto, kogo powinna sprowadzić. "Szokujące niedbalstwo"
Joan gosa / pressfocus
Mateusz - Jankowski
Mateusz JankowskiDzisiaj · 06:50
Barcelona zapadła w sen nocy letniej na rynku transferowym. Czas ucieka, a na Camp Nou wciąż nie zawitał nowy snajper. “Duma Katalonii” musi się obudzić i sfinalizować transfer napastnika. Oto lista potencjalnych kandydatów.
Na wstępie warto zaznaczyć, że w przypadku Barcelony już mówimy o szokującym niedbalstwie. To wręcz kompromitujące, że klub, który od maja wiedział o odejściu Roberta Lewandowskiego, obecnie jest bliżej pożegnania Ferrana Torresa niż sprowadzenia następcy Polaka. Mistrzowie Hiszpanii za dwa tygodnie z hakiem zaczną sezon ligowy i naprawdę nie można wykluczyć scenariusza, w którym Hansi Flick nie będzie miał na pierwszy mecz żadnej nominalnej “dziewiątki”. Zespół teoretycznie aspirujący do walki o kolejne trofea po prostu nie powinien wpędzić się w tak niekorzystne położenie. Patrząc z boku, wygląda to tak, jakby Katalończycy zmarnowali trzy miesiące na sagę transferową z Julianem Alvarezem, chociaż właściwie od początku wiadomo było, że Atletico nie sprzeda swojej największej gwiazdy. Teraz deadline’y powoli zaczynają gonić, a Deco i spółka są “w lesie”.
Dalsza część tekstu pod wideo
Trener zaczyna czuć pismo nosem i szukać alternatywnych rozwiązań. W niedawnym meczu towarzyskim z Birmingham szansę dostał Hamza Abdelkarim, rosły napastnik z Egiptu, który dostawał pojedyncze minuty na mundialu, ale wciąż czeka na oficjalny debiut w seniorach “Barcy”. Podczas wewnętrznego sparingu Flick testował ustawienie z dwoma fałszywymi napastnikami, co może być przygotowaniem pod przesunięcie na tę pozycję np. Fermina Lopeza lub Daniego Olmo. Trudno jednak wyobrazić sobie, aby do końca okienka klub naprawdę nie sprowadził żadnego snajpera. To byłoby absolutne zaniedbanie, na które “Blaugrana” po prostu nie może sobie pozwolić. Szczególnie, że na rynku są różne opcje. Oto one.

Dusan Vlahović

Najbardziej logiczny wybór dla klubu, który nie znajduje się w najlepszej kondycji finansowej. Serb to bez cienia wątpliwości najlepszy napastnik do wzięcia na zasadzie wolnego transferu. Inne drużyny najwidoczniej nie zabijają się o byłego już gracza Juventusu. W ostatnich tygodniach włoska prasa podawała, że Vlahović ma na stole jedną konkretną ofertę, Besiktas proponuje mu osiem milionów euro netto za sezon. Piłkarz gra na czas, czekając na propozycje z ligi TOP5. Barcelona mogłaby zainteresować się tematem, ponieważ mówimy może nie o topowym snajperze, ale co najmniej dobrym.
Nikt przez przypadek nie notuje 94 bramek i 18 asyst w 221 występach na poziomie Serie A. Swego czasu był on przecież absolutną gwiazdą Fiorentiny, jeszcze pięć lat temu widniał na listach życzeń wielu topowych klubów. Pewnie, że ostatnie lata w Juventusie nie były najlepsze, naznaczone wahaniami formy i problemami ze zdrowiem. W poprzednich dwóch sezonach opuścił aż 32 mecze z powodu kontuzji. Jednak zdrowy Vlahović to piłkarz, po którym można spodziewać się, że strzeli gola w średnio co drugim meczu. A to już jakiś punkt wyjścia.

Mikel Oyarzabal

Na papierze najlepsza opcja dla “Dumy Katalonii”. Wiadomo już, że ewentualny nowy napastnik nie przepracuje całego okresu przygotowawczego, nie będzie miał czasu na zapoznanie się z zespołem. Dlatego warto byłoby ściągnąć kogoś, kto zna piłkarzy Barcelony, grał z nimi, wspólnie świętował sukcesy. Oyarzabal potwierdził na mundialu, jak wiele potrafi wnieść do drużyny opierającej styl gry na posiadaniu piłki, wysokim pressingu i próbie zdominowania rywala. Oczywiście, że reprezentacja Hiszpanii nie jest kopią drużyny Flicka, ale pod kątem filozofii te drużyny mają więcej podobieństw niż np. kadra De la Fuente i Real Sociedad.
Baskijski klub z pewnością nie ma w planach sprzedaży kapitana i lidera zespołu. W grę mogłoby wejść aktywowanie klauzuli odstępnego w wysokości 75 mln euro. To wysoka kwota jak za 29-latka, ale nie jest zaporowa. Tak naprawdę większą przeszkodą byłoby przekonanie samego zainteresowanego do opuszczenia rodzinnych stron. Wielokrotnie podkreślał, że jego miejscem na ziemi jest Kraj Basków.
- Jestem szczęśliwy w San Sebastian. Real Sociedad to mój dom, miejsce, w którym mogę żyć jak chcę w otoczeniu najbliższych. Zawsze powtarzam, że jestem dokładnie tam, gdzie zawsze chciałem być. Ale w futbolu nigdy nic nie wiadomo - powiedział kilka tygodni temu.

Omar Marmoush

Tutaj mamy gracza, który potencjalnie mógłby być bardziej chętny na zmianę pracodawcy. Żaden napastnik z ambicjami na dłuższą metę nie zaakceptuje roli zmiennika Erlinga Haalanda. Norweg jest po prostu zbyt dobry, aby liczyć na regularną grę. Przekonał się o tym Julian Alvarez, który dwa lata temu opuścił Etihad, aby zostać pierwszoplanową postacią w Atletico. Teraz w podobnym położeniu znajduje się Marmoush.
Egipcjanin w poprzednim sezonie spędził na murawie 1393 minuty, zaledwie osiem meczów ligowych rozpoczął w podstawowym składzie. Jeśli nie w tym okienku, to maksymalnie za rok można spodziewać się rozstania. I tu na scenę powinna wkroczyć “Barca”. Pod kątem profilu 27-latek spełnia oczekiwania, to mobilny napastnik, dobry w grze na małej przestrzeni, topowy w statystykach pressingu, które odgrywają kluczową rolę w systemie Flicka. Pojedyncze źródła sugerowały, że Marmoush znajduje się na celowniku Katalończyków, ale na razie brakuje konkretów.

Georges Mikautadze

Hiszpańskie media podawały, że w czerwcu doszło do spotkania Deco z agentem Gruzina. Nie ujawniono szczegółów, ale panowie raczej nie rozmawiali o pogodzie. Zwłaszcza, że to kolejny gracz, który pod względem charakterystyki wpisuje się w potrzeby Barcelony. Gwarantuje gole, a do tego konkrety w kreacji i szczyptę magii. Tylko w poprzednim sezonie La Liga zebrał 13 goli i sześć asyst, posyłał średnio jedno kluczowe podanie mecz, dryblował na solidnej skuteczności 48%. To nie jest i nigdy nie będzie drugi Lewandowski, jednak spokojnie mógłby spełnić oczekiwania np. jako następca Ferrana. To trochę taki Julian Alvarez w wersji mini pod kątem skali talentu.

Vangelis Pavlidis

Dziennikarze Cadena Ser informowali, że Grek znalazł się na liście życzeń Deco. I tu znów mówimy o naprawdę logicznej kandydaturze. Pavlidis to zupełnie inny piłkarz niż Oyarzabal czy Marmoush, ale na swój sposób też mógłby przydać się na Camp Nou. Jego główną zaletą jest skuteczność i ogromna łatwość w dochodzeniu do sytuacji podbramkowych. W każdym z trzech sezonów strzelał co najmniej 30 goli, co mówi samo za siebie. Ktoś mógłby powiedzieć, że obijanie słabszych rywali z ligi portugalskiej nie jest żadnym wyznacznikiem, lecz choćby w sezonie 2024/25 huknął on hat-tricka właśnie z “Barcą” w Lidze Mistrzów.
Kłopot? Jeden, ale bardzo poważny - cena. Portugalskie źródła podkreśliły, że Benfica pod żadnym pozorem nie zamierza negocjować transferu 27-latka. “Orły” odsyłają zainteresowanych do klauzuli, która wynosi aż 100 mln euro. Rynek zwariował, tyle że nie aż tak, żeby płacić dziewięciocyfrową kwotę za, z całym szacunkiem, Vangelisa Pavlidisa.

Serhou Guirassy

Naprawdę dziwi, że o Gwinejczyku jest tak cicho w kontekście transferu. W poprzednich dwóch sezonach zebrał 60 goli i 15 asyst, rok temu został królem strzelców Ligi Mistrzów. Może nie jest to piłkarz, który na kompilacjach prezentuje się tak efektownie, jak Julian Alvarez, ale jego liczby są naprawdę imponujące. To napastnik, któremu dajesz piłkę w polu karnym, a on umieszcza ją w siatce. Czy nie kogoś takiego szukają w mieście Gaudiego?
15 lipca wygasła klauzula Guirassy’ego wynosząca 40 mln euro. Borussia zapewne zażądałaby teraz więcej, ale raczej nie rzuciłaby kwoty z kosmosu. Niedawne negocjacje w sprawie Karima Adeyemiego pokazały, że Dortmundczycy nie utrudniają transferu,.jeśli otrzymają przyzwoitą sumkę. Może Barcelona powinna znów wybrać numer do Zagłębia Ruhry.

Victor Osimhen

Na koniec napastnik z jednej strony najlepszy na tej liście, a z drugiej najbardziej kontrowersyjny. Gdyby nie trudny charakter Osimhena, z pewnością nie spędzałby tak cennych lat kariery w lidze tureckiej. Zakres umiejętności spokojnie predestynuje go do gry w ekipach pokroju PSG, Manchesteru United czy właśnie Barcelony. Giganci jednak odwrócili się od Nigeryjczyka, skoro ten jest magnesem na problemy. Neapol opuścił tylnymi drzwiami, agenta Kwaracchelii nazwał “śmieciem”, w kadrze pokłócił się z selekcjonerem i kolegami, w międzyczasie doszedł spór ze szwagrem o prowizję z transferu. To tylko część wybryków, w które był uwikłany.
- Osimhen w każdym klubie, w którym grał, osiągał bardzo dobre wyniki strzeleckie. W Galatasaray też utrzymuje regularność, odbudował się po trudnym rozstaniu z ligą włoską. Jego temperament i charakter sprawiają jednak, że to wymagający zawodnik do prowadzenia. Dlatego w takim wieku gra w lidze tureckiej, chociaż jest topowym napastnikiem - opisał niedawno dziennik Sport.
Klub, który chciałby powalczyć o Osimhena, musiałby zaakceptować wszystkie jego przywary. Gra może być warta świeczki, biorąc pod uwagę wyjątkowy wachlarz umiejętności i dość wąski rynek klasowych “dziewiątek”. Pytanie, czy akurat Barcelonę stać na podjęcie takiego ryzyka.
***
- Pozycja numer dziewięć? Musimy coś zrobić. Mam pełne zaufanie do Deco, zobaczymy, co stanie się z Ferranem. Lamine, Gordon i Adeyemi też mogą grać na wszystkich trzech pozycjach w ataku - przyznał ostatnio Flick.
Nie siedzimy w głowie trenera, ale raczej łatwo zgadnąć, że nie do końca podoba mu się obecny stan kadry. Barcelona za kilkanaście dni rozpocznie sezon, następcy Lewandowskiego jak nie było tak nie ma, a Ferran siedzi na walizkach z biletem do Paryża. Klub powinien mieć załatwioną sprawę “dziewiątki” na wczoraj, a pewnie nie zrobi tego nawet pojutrze. Taka opieszałość dziwi, chociaż dobrze wiemy też, że akurat “Blaugrana” lubi zostawiać wszystko na ostatnią chwilę i dopiero przed północą w deadline day domykać konkretne ruchy. Może w tym szaleństwie jest metoda. A może prosząc się o kłopoty, w końcu je dostaniesz. Wszystko zweryfikuje boisko.

Dyskusja

Przeczytaj również