Beniaminek krok od mistrzostwa! 12 punktów nad wiceliderem. A mieli spaść z hukiem

Beniaminek krok od mistrzostwa! 12 punktów nad wiceliderem. A mieli spaść z hukiem
IMAGO / pressfocus
Dominik - Budziński
Dominik BudzińskiDzisiaj · 06:50
To scenariusz, w który przed rozpoczęciem sezonu absolutnie nikt by nie uwierzył. FC Thun jako beniaminek szwajcarskiej Super League pewnym krokiem zmierza po sensacyjny tytuł mistrza kraju. Może sięgnąć po niego w wyjątkowym momencie. 20 lat po traktowanym do teraz jako anomalię awansie do Ligi Mistrzów.
Młodsi kibice nie mają dziś pewnie żadnego skojarzenia z FC Thun. Ci nieco starsi, pamiętający futbol z pierwszej dekady XXI wieku, kojarzą natomiast zapewne, że klub ten grał kiedyś w Lidze Mistrzów. Działo się to dokładnie w sezonie 2005/06, gdy “FCT” najpierw jako wicemistrz kraju przebrnęli przez eliminacje, a potem w fazie grupowej najbardziej elitarnych rozgrywek Europy zajęli trzecie miejsce, oglądając plecy Arsenalu i Ajaksu, wyprzedzając zaś Slavię Praga.
Dalsza część tekstu pod wideo
Taki sukces nigdy później się nie powtórzył, a FC Thun popadło w przeciętność i musiało walczyć ze swoimi demonami. Już dwa lata po tym historycznym sukcesie spadło ze szwajcarskiej ekstraklasy. Później krążyło między pierwszym i drugim poziomiem rozgrywkowym. Były momenty lepsze, o czym świadczy też fakt, że cztery razy (w sezonach 2011/12, 2013/14, 2015/16 i 2019/20) klub założony w 1898 roku grał w Lidze Europy lub jej eliminacjach. Ale były też te gorsze.

Beniaminek zadziwia

FC Thun latem 2025 roku powróciło do elity po pięciu latach tułania się na jej zapleczu. Czy ktoś przewidywał wówczas, że jako beniaminek namiesza w 16. obecnie lidze rankingu UEFA? Zdecydowanie nie. Celem było raczej wywalczenie utrzymania. To nie ten przypadek, gdy do klubu nagle przychodzi “bogaty wujek z Ameryki”, wykłada grubą kasę i z kopciuszka robi nowego potentanta. “FCT” przed sezonem wydali na transfery… milion euro. Tyle samo zarobili na sprzedaży. A wszystkie ruchy można było policzyć na palcach
- Większość zawodników przed awansem miało bardzo małe lub żadne doświadczenie w Super League - pod tym względem słabiej na papierze wygląda tylko ostatnie FC Winterthur, więc nic dziwnego, że to te dwie drużyny były głównymi kandydatami do spadku. Dlatego kluczowy w wyjaśnieniu fenomenu FC Thun może być ich styl gry. Agresywny, intensywny, bezpośredni. Potwierdzają to statystyki, bo to najczęściej faulująca drużyna w lidze, z największą liczbą żółtych kartek, największą liczbą wygranych pojedynków, ale będąca na dole klasyfikacji w liczbie podań. Są przy tym bezkompromisowi i pozostają wierni swojemu stylowi gry niezależnie od wyniku, dzięki czemu są w stanie odwracać losy meczów - mówił nam kilka miesięcy temu Adam Kryspin Sankowski, prowadzący w platformie X profil "Szwajcarska Piłka".
Już w tamtym artykule poświęconym FC Thun (znajdziecie go TUTAJ) pisaliśmy o znakomitym starcie sezonu w wykonaniu beniaminka, który wskoczył na fotel lidera. Mieliśmy jednak wówczas dopiero listopad, przewaga Thun nad peletonem nie była aż tak pokaźna, wiele mogło się zmienić. Nawet nasz wspomniany rozmówca mocno tonował nastroje.
- Logika podpowiada, że ich dobra passa kiedyś się skończy. Najważniejsze, żeby uniknęli kontuzji kluczowych piłkarzy. Głównym faworytem do mistrzostwa pozostaje FC Basel, ale według statystyków Thun wyprzedziło w prognozach YB. Nie wierzę, że Thun zdobędzie pierwszy w swojej historii tytuł, ale nawet miejsce pucharowe będzie ogromnym sukcesem. Jeśli dalej będą grali swoje, nie jest to wykluczone, w końcu już nie takie historie się zdarzały w piłce. A przecież w samej tylko Szwajcarii w ostatnich latach w czołówce znajdowały się tak zaskakujące drużyny jak Winterthur czy Lausanne-Sport - mówił wówczas Sankowski.

Ogromna zaliczka

Minęły natomiast trzy kolejne miesiące, a FC Thun wcale nie zwolniło tempa. Ba. Wskoczyło na jeszcze wyższe obroty. Po 25 kolejkach ma aż 12 punktów przewagi nad drugim St. Gallen, 15 nad trzecim Lugano i 18 nad broniącym tytułu FC Basel. To bardzo duża przewaga. Raczej nie do zniwelowania.
Do końca sezonu zasadniczego szwajcarskiej Super League pozostało jeszcze osiem kolejek. Dodać trzeba do tego pięć serii gier w grupie mistrzowskiej. Łącznie 13 meczów, co istotne dla obecnego lidera - bez żadnego dzielenia punktów. FC Thun pewnym krokiem zmierza więc po pierwszy tytuł mistrza kraju w swojej już ponad 125-letniej historii. Ostatnio złapało niebywały wiatr w żagle. Wygrało osiem ligowych spotkań z rzędu. W tym aż 4:1 z Young Boys Berno czy 2:1 na wyjeździe z FC Basel.
Co niesamowite, FC Thun ma według portalu Transfermarkt… drugą najmniej wartościową kadrę w lidze szwajcarskiej. Jest ona wyceniana na zaledwie 15,88 mln euro. I ta właśnie kadra urządza ligowym rywalom, większym i bogatszym od siebie, prawdziwą masakrę.
Liga szwajcarska
Transfermarkt
Wszystko wskazuje na to, że pierwszy raz od sezonu 1991/92 po mistrzostwo Szwajcarii sięgnie ktoś spoza grona Young Boys, FC Basel, FC Zurich, Grasshopper. I będzie to beniaminek.

Przeczytaj również