Bezlitosny Tuchel. Ignoruje czołową gwiazdę Anglików. "Zerowe szanse na mundial"

Bezlitosny Tuchel. Ignoruje czołową gwiazdę Anglików. "Zerowe szanse na mundial"
IMAGO / pressfocus
Kacper - Klasiński
Kacper KlasińskiDzisiaj · 06:50
To może być jedna z największych gwiazd, która ominie tegoroczne mistrzostwa świata. Trent Alexander-Arnold jest na bocznym torze w reprezentacji Anglii, a tamtejsze media są zgodne: mało prawdopodobne, że gracz Realu Madryt znajdzie się w kadrze na mundial.
Na niespełna trzy miesiące przed startem mistrzostw globu prowadzący reprezentację Anglii Thomas Tuchel nie widzi dla Trenta Alexandra-Arnolda miejsca w drużynie i preferuje inne opcje.
Dalsza część tekstu pod wideo

Złota zasada Tuchela

Kilka miesięcy temu selekcjoner “Synów Albionu” wysyłał w świat jasne sygnały dotyczące tego, że w reprezentacji Anglii indywidualności są dużo mniej ważne niż dobro zespołu. Uosobieniem tego podejścia był Jude Bellingham, a właściwie to, jak Niemiec zarządzał jego powrotem do drużyny. Gwiazdor Realu Madryt w październiku, na krótko po powrocie do zdrowia po kontuzji, w ogóle nie został zaproszony na zgrupowanie. W listopadzie, gdy już się na nim znalazł, musiał walczyć o miejsce w podstawowej jedenastce.
- Zamiast znajdować miejsce najlepszym zawodnikom, byle tylko zmieścić ich na boisku, chyba lepiej wystawiać wszystkich w ich optymalnej roli i mieć rywalizację - tłumaczył wówczas Tuchel.
Bellingham może czuć się spokojny o miejsce w samolocie do Ameryki Północnej, a na turnieju niemal na pewno odegra bardzo ważną rolę. Jego klubowy kolega z Realu jednak prawdopodobnie nie poleci na mundial, choć również jest przecież wielką gwiazdą. Trent Alexander-Arnold nie znalazł się wśród powołanych na marcowe zgrupowanie. Jego sytuacja, co tu kryć, robi się bardzo nieciekawa.
Mało kto mógł się spodziewać takiego obrotu spraw, gdy wychowanek Liverpoolu został bohaterem jednego z najgłośniejszych transferów minionego lata. Ku oburzeniu fanów “The Reds” zamienił Anfield na Real Madryt. Co więcej - odchodząc za darmo. Ten ruch spotkał się z mieszanymi reakcjami wśród obserwatorów Premier League, ale ogólny konsensus był jasny: “Królewscy” pozyskali naprawdę dobrego piłkarza, nawet jeśli w okresie poprzedzającym zmianę barw miał on kłopoty z formą. Te powędrowały za nim do Madrytu. Rozczarowujące występy i problemy zdrowotne sprawiły, że zaliczył mocno rozczarowującą pierwszą połowę sezonu. Ostatnio sytuacja się poprawiła. Widać progres, ale dla Tuchela to za mało.

Tuchel woli nawet dezertera

Sytuacja Alexandra-Arnolda skomplikowała się już na samym starcie. Pierwsze zgrupowanie niemieckiego selekcjonera ominął z powodu kontuzji. Czas pokazał, że Tuchel nie zmienia działającej formuły, więc defensor od razu znalazł się w problematycznym położeniu. Na kadrę, od objęcia jej sterów przez nowego szkoleniowca, pojechał tylko raz i zaliczył jeden występ, wchodząc z ławki na 26 minut w spotkaniu z Andorą. Później mieliśmy jeszcze trzy przerwy reprezentacyjne. I nawet, gdy był zdrowy, nie dostawał zaproszeń.
W nowym roku sytuacja się nie zmieniła. Najnowsza lista powołań “Synów Albionu” zapowiada “przegląd wojsk” w spotkaniach towarzyskich z Urugwajem i Japonią. Znalazło się na niej aż 35 nazwisk, w tym trzech zawodników uważanych przez Tuchela za opcje na prawej obronie. Niemiec zaprosił Djeda Spence’a (Tottenham Hotspur), Jarella Quansaha (Bayer Leverkusen) oraz Tino Livramento (Newcastle United), który wskoczył w miejsce pauzującego z powodu urazu Reece’a Jamesa z Chelsea. Nawet przy tak szerokim gronie Alexander-Arnold został pominięty pomimo regularnych występów w ostatnich tygodniach.
- Ta posada wymaga takich trudnych decyzji. To kwestie sportowe zadecydowały, że pozostaliśmy przy Jarellu Quansahu, Tino Livramento i Djedzie Spence’ie - tłumaczył Tuchel, cytowany przez Guardiana.
Gdy kontuzja na ostatniej prostej wyłączyła również Quansaha, otworzyły się tylne drzwi. Selekcjoner jednak szybko je zatrzasnął, dowołując w jego miejsce Bena White’a z Arsenalu. Piłkarza, który odmówił reprezentowania kraju za kadencji Garetha Southgate’a i nie pojawiał się na zgrupowaniach od ponad trzech lat. To pokazało, jak daleko w hierarchii jest Alexander-Arnold. Na ten moment mamy przed nim przynajmniej pięciu graczy, a na marcowej liście powołań znajdują się też mogący uzupełnić lukę na prawej stronie obrony Ezri Konsa czy James Garner. Droga na mundial jest więc daleka.

Jasny sygnał od Tuchela

Wychowanek Liverpoolu był integralnym ogniwem kadry Garetha Southgate’a w ostatnim cyklu turniejowym. Teraz ze zdwojoną siłą dosięgnęły go problemy, pojawiające się już za kadencji poprzedniego selekcjonera. Wtedy też dyskutowano, w jakiej roli Trent mógłby najlepiej przysłużyć się reprezentacji. Sugerowano, że dobrym pomysłem będzie sprawdzenie go w środku pola i takie rozwiązanie rzeczywiście wdrożono w życie podczas kwalifikacji do ostatniego EURO, a także na samym turnieju.
Tuchel ma jednak inną koncepcję niż Southgate. Nie chce przerzucać Alexandra-Arnolda do pomocy, a w swoim systemie potrzebuje bocznego obrońcy o innej charakterystyce. Nie zamierza zmieniać koncepcji, która działa, i na siłę próbować wkomponować gracza Realu do jedenastki. Tak przynajmniej sugerowały jego wypowiedzi sprzed letniego zgrupowania, gdy jedyny raz miał okazję współpracować z 27-latkiem.
- Widzę, że czasem polega głównie na swoim wkładzie w ofensywę i przykłada się mniej do dyscypliny i zaangażowania w obronie. Jeśli chce odcisnąć w reprezentacji Anglii takie piętno, jak w Liverpoolu, to musi potraktować zadania defensywne bardziej poważnie - mówił Tuchel pod koniec maja.
- Wiem, że to duże nazwisko, ogromny talent i wspaniała kariera. Wiem, co Trent może nam dać, ale postanowiłem pozostać przy swoich wyborach - tym razem unikał tak bezpośrednich sygnałów. - (...) To trochę inne profile, lecz przede wszystkim chodzi o to, że wrzesień, październik i listopad pokazały, że jesteśmy bardzo dobrzy, a nie o to, czego brakuje Trentowi.

Od pewniaka do “outsidera”

Jeszcze rok czy półtora roku temu Alexandra-Arnolda można było spokojnie wymienić wśród najlepszych prawych obrońców na świecie. Miejsce na tej pozycji w kadrze Anglii w najbliższej przyszłości miało należeć do niego. Kieran Trippier zakończył reprezentacyjną karierę w 2024 roku. Kyle Walker zrobił to dopiero niedawno, ale z uwagi na wiek należało się tego spodziewać już od jakiegoś czasu. Przed Trentem otworem stała autostrada do pierwszego składu.
Teraz natomiast brak powołania na marcowe zgrupowanie jest dla Trenta fatalnym prognostykiem przed mundialem. Zwraca na to uwagę Times, pisząc m.in. o tym, że “z pierwszego niegdyś wyboru na swojej pozycji stał się siódmym”. talkSPORT, kierując się kursami bukmacherów na powołanie poszczególnych piłkarzy, nazywa Alexandra-Arnolda wprost “outsiderem”. Dziennikarz Sky Sports, Rob Dorsett, stwierdził wprost, że prawy obrońca “Królewskich” ma “zerowe szanse” na wyjazd. Bulwarówka The Sun poprosiła superkomputer o wytypowanie 26-osobowej kadry na turniej i tam również nie znalazło się dla niego miejsce. Koncepcje są różne, kryteria oceny też, ale angielskie media dochodzą do tego samego wniosku: perspektywy Trenta na udział w Mistrzostwach Świata 2026 są bardzo małe.
U Tuchela nie grają nazwiska, a dopasowanie do jego koncepcji. Alexander-Arnold padł ofiarą właśnie tej zasady. Wciąż ma trochę ponad dwa miesiące na przekonanie selekcjonera. Nie dostał jednak okazji, żeby zrobić to podczas zgrupowania drużyny narodowej. Bardzo udane zakończenie sezonu w barwach Realu Madryt może jeszcze odmienić jego sytuację, ale musiałoby stać się naprawdę wiele. Na razie zapowiada się, że jedna z największych angielskich gwiazd nie pojedzie na mundial. A coś takiego byłoby naprawdę trudno przewidzieć jeszcze kilkanaście miesięcy temu.

Dyskusja

Przeczytaj również