Bohater piłkarskich gwiazd na dnie. To on odmienił ich kariery. "Wszystko przepadło"

Bohater piłkarskich gwiazd na dnie. To on odmienił ich kariery. "Wszystko przepadło"
YouTube screen
Wojciech - Klimczyszyn
Wojciech Klimczyszyn04 Jan · 11:00
30 lat temu Europejski Trybunał Sprawiedliwości wydał wyrok w sprawie Bosmana. Decyzję, która radykalnie zmieniła świat piłki nożnej. Kim wtedy był Jean-Marc Bosman. Rewolucjonistą? Może jedynie śrubką w maszynie wielkiego przemysłu piłkarskiego? Kim jest teraz po trzech dekadach?
Gdy latem 1990 roku zaczęła się jego historia, nikt go praktycznie nie znał. Dwa lata wcześniej belgijski pomocnik po długim graniu w barwach Standardu Liege przeniósł się do lokalnego rywala, RFC. W ciągu dwóch sezonów rozegrał tam zaledwie 25 meczów, a potem jego kontrakt wygasł.
Dalsza część tekstu pod wideo
Między zawodnikiem a klubem doszło do sporu. Działacze chcieli go zatrzymać, piłkarz wolał odejść. W dodatku RFC skąpiło grosza. Zaoferowało Bosmanowi pensję o równowartości 880 euro miesięcznie (nie było wówczas jeszcze wspólnej europejskiej waluty), zamiast dotychczasowych 3500 euro. Wkrótce potem gracz otrzymał ofertę od drugoligowego francuskiego zespołu z Dunkierki. Ponieważ jednak Francuzi nie zamierzali zapłacić żądanej kwoty odstępnego w wysokości 600 tysięcy euro, Belgowie odmówili transferu. Tak zaczęła się najważniejsza prawna batalia w historii tej dyscypliny.

Bosman kontra reszta świata

Przypomnijmy, pomocnik nie był wiązany wówczas już żadną umową, dziś mógłby przejść do każdego innego klubu za darmo. Na początku lat 90. nie umocowano jednak tego żadnymi przepisami. Teoretycznie zawodnik musiał tkwić na smyczy dotychczasowego pracodawcy albo liczyć na jego dobrą wolę. W przypadku Bosmana i RFC Liege doszło do konfliktu na pełną skalę.
“Niesubordynowany” i buntujący się 26-latek został odsunięty od pierwszego składu i przeniesiony do tamtejszego “klubu Kokosa”. Miał trenować z rezerwami dopóki jego stanowisko nie zmięknie. Przy okazji klub obniżył mu pobory o 70 procent. Bosman uznał to za złamanie unijnej zasady wolnego przepływu osób i złożył do sądu pozew o odszkodowanie w wysokości 750 tysięcy euro. Poszedł na całość, bo sądził się jednocześnie z RFC Liege, Belgijskim Związkiem Piłki Nożnej i UEFA.
W listopadzie 1990 roku belgijski wymiar sprawiedliwości orzekł, że piłkarz może przenieść się do Dunkierki za darmo. Związek natychmiast wniósł apelację, ale na rozprawie sądu wyższej instancji podtrzymano wyrok. Szefowie belgijskiej centrali piłkarskiej, nie zgadzając się z orzeczeniami, skierowali sprawę do ETS w Luksemburgu. I na tym etapie do gry wkroczyła UEFA, stając po stronie RFC i BZPN, próbując wpłynąć na przebieg postępowania poprzez list protestacyjny. Federacja argumentowała, że piłka nożna pozostaje poza “normalnymi” przepisami i chciała działać według własnego, osobnego kodeksu. Niemalże jako państwo w państwie.

Efekt śniegowej kuli

Kontra przyszła ze strony pozywającego. W 1992 roku Bosman i jego przedstawiciele doprecyzowali stanowisko i wnieśli do sądu petycję o zniesienie przepisu dotyczącego limitu zagranicznych piłkarzy w drużynie, co było powszechną praktyką niemal w każdej europejskiej lidze. Innymi słowy, nieznany dotychczas facet wstrząsnął filarami funkcjonowania klubów piłkarskich, których do tej pory nikt nie mógł albo nie chciał poruszyć.
15 grudnia 1995 roku ETS orzekł, że “przepisy dotyczące transferów zawodników i ograniczenia liczby zawodników ze Wspólnoty UE w meczach międzyklubowych są sprzeczne z Traktatem Rzymskim”. Jednocześnie argumentował, że piłkarze są takimi samymi pracownikami jak inni i nie można ich zawodu wyłączyć przed nawias.
Decyzja zburzyła system, który istniał od dziesięcioleci i otworzyła drogę do nowej ery piłki nożnej. Do jeszcze większych pieniędzy i władzy. Przekształciła futbol w globalny rynek, podniosła piłkarzom pensje, stworzyła dla nich fortuny. Ale w pierwszych miesiącach po ogłoszeniu wyroku wielu ludzi futbolu bało się efektów wprowadzenia nowego prawa. Niektórzy wieszczyli rychłą śmierć małych klubów. Inn zaś przewidywali, że lokalni zawodnicy zostaną przyćmieni zalewem obcokrajowców.
Najbardziej z rezultatu batalii sądowej cieszyli się zawodowcy, którzy nareszcie mogli pokierować swoimi karierami dokładnie tak, jak chcieli. Pierwszymi, którzy wykorzystali nowe prawo, byli reprezentanci Holandii - Edgar Davids oraz Michael Reiziger. Już następnego lata opuścili Ajax Amsterdam i bezgotówkowo przenieśli się do Interu. To był sygnał, że z największymi talentami albo trzeba podpisywać dłuższe kontrakty, albo wpisywać wysokie klauzule.

Pyrrusowe zwycięstwo

A co się dzieje z bohaterem zamieszania sprzed 30 lat? W spokojnej dzielnicy tuż pod Liege, 61-letni Jean-Marc wiedzie skromne, anonimowe życie. Na ścianach jego domu wisi kilka wyblakłych zdjęć. To pamiątki z piłkarskiej przygody, która nigdy nie osiągnęła szczytu. W sezonie 1990/91 kopał dla drugoligowego Olympique Saint Quentin, potem wrócił do Belgii, ale żaden klub nie chciał człowieka, który postawił cały piłkarski establishment przed trybunałem. Odrzucono także jego wniosek o zasiłek dla bezrobotnych.
Wrócił do zmagań na boisku, ale ani na francuskiej wyspie Reunion, ani w trzecioligowym Charleroi nie zrobił niczego spektakularnego. W 1995 roku zagrał kilka razy w RCS Vise, klubie występującym wówczas w czwartej lidze. Zawiesił buty na kołku na kilka dni przed ostatecznym werdyktem Trybunału. Nie widać po nim śladu dawnego piłkarza. Tylko drgające oczy zdradzają cierpienia po gehennie sądowej, która trwała ponad pięć lat.
On sam, jak twierdzi, nic nie zyskał na rewolucyjnych zmianach, które zaszły właściwie tylko dzięki jego staraniom. Przeciwnie. Dla człowieka, którego nazwiska stało się synonimem wolności, orzeczenie sądu oznaczało tylko osobistą katastrofę. Zwycięstwo w sądzie było pyrrusowe.
Bosman otrzymał początkowo pakiet rekompensat i wsparcie od związku zawodowego zawodników, ale pieniądze szybko ulotniły się w kosztach sądowych, podatkach i własnych firmach, które błyskawicznie upadały. Piłkarze byli mu wdzięczni, spotykał się z Diego Maradoną, Erikiem Cantoną, Pele… Rodzina Adriena Rabiota przekazała mu 12 tysięcy euro, gdy Francuz przechodził za darmo do Juventusu. David Ginola w wywiadzie powiedział kiedyś, że “futbol zapomniał o Bosmanie”. Stał się wyrzutkiem.
Ale i bohater głośnej sprawy ma dużo za uszami. Wielokrotnie bankrutował, leczył się z powodu alkoholizmu i w 2013 roku został uznany winnym napaści na swoją ówczesną partnerkę. Sąd skazał go na prace społeczne, obejmujące koszenie trawy na lokalnych boiskach piłkarskich. Przyznaje, że pieniądze tracił na rzecz “złych ludzi, którzy namawiali go na dziwne przedsięwzięcia”.
- Miłość, zadowolenie, jakość życiawszystko to przepadło. Kosztowało mnie to zbyt wiele - powiedział w filmie dokumentalnym zrealizowanym dla stacji BT Sport.

Dyskusja

Przeczytaj również