Wielki powrót! Bohater z mundialu zmienia klub. "Miał inne oferty, ale chciał tu grać"
Sześć lat temu dosłownie otarł się o śmierć. Po wstrząsającym wydarzeniu pozostały mu rana na głowie i wspomnienia o tym, ile wbrew pozorom miał szczęścia. Raul Jimenez dosłownie pokazał, że nie pęka.
Tegoroczny mundial już jest historyczny dla Meksyku. “El Tri” po raz pierwszy wygrali mecz otwarcia na turnieju tej rangi. Spotkanie przeciwko RPA mogło zostać zapamiętane głównie ze względu na niezbyt imponującą postawę zawodników z Afryki, którzy zanotowali więcej czerwonych kartek niż udanych akcji. Mimo wszystko podopieczni Javiera Aguirre musieli wykorzystać słabość przeciwników i dokładnie to zrobili.
Jednym z bohaterów tego starcia był Raul Jimenez, który czekał na taki moment przez całą karierę. W drugiej połowie napastnik idealnie pokazał się w polu karnym, wykorzystując wrzutkę Roberto Alvarado. 35-latek po raz czwarty bierze udział w mistrzostwach świata, ale dopiero teraz strzelił premierowego gola. Wyjątkowości całej sytuacji dodaje fakt, że zdobył bramkę po uderzeniu głową. A to uraz tej części ciała sprawił, że w pewnym momencie nie tylko jego kariera, ale też kwestia dalszego życia stanęły pod ogromnym znakiem zapytania. Nic dziwnego, że gdy trafił do siatki przeciwko RPA, zaczął po prostu płakać.
Trofea moich wojen
Jimenez najlepsze lata kariery bez wątpienia spędził w Wolverhampton. Był członkiem watahy, która swego czasu potrafiła siać prawdziwy postrach w Premier League i na arenie międzynarodowej. Za peak formy Meksykanina można uznać sezon 2019/20, kiedy wykręcił 27 goli i 10 asyst, pomagając “Wilkom” zająć siódme miejsce w Premier League i dotrzeć do ćwierćfinału Ligi Europy. Obserwowanie tamtej drużyny w akcji było czystą przyjemnością.
Wszystko zmieniło się 29 listopada 2020 roku. Wolverhampton pokonało Arsenal 2:1, ale wynik nie miał wtedy najmniejszego znaczenia. Już na początku spotkania doszło do bardzo groźnego zderzenia Jimeneza z Davidem Luizem. Nuno Espirito Santo po latach wspominał, że wciąż pamięta trzask, który wtedy usłyszał. Dźwięk ten był spowodowany pękającą czaszką napastnika.
- Lekarze powiedzieli mi, że to cud, że jeszcze żyję. Doznałem złamania kości w czaszce w połączeniu z małym krwotokiem wewnątrz mózgu. Ciśnienie wypychało mózg, dlatego potrzebna była szybka operacja. Lekarze wykonali świetną robotę, zawdzięczam im życie. Później słyszałem ostrzeżenie, że mogę już nie wrócić do gry. Powtarzano mi, że będzie wiązało się to z ryzykiem. Dodatkowo czaszka goiła się trochę dłużej niż zakładano - wspominał w rozmowie z The Guardian. - Kiedy obudziłem się w szpitalu, od razu zapytałem, kiedy będę mógł grać. Nigdy nie zwątpiłem w to, że wrócę na boisko. Może nie zdawałem sobie nawet sprawy, jak poważny jest ten uraz, ale wiedziałem, że to nie może być koniec - dodał na antenie BBC.
Raul palił się do gry, ale w takich okolicznościach nikt nie śmiał podjąć najmniejszego ryzyka. Piłkarz został wypisany ze szpitala po dwóch tygodniach, a do treningów wrócił po sześciu miesiącach. 14 sierpnia 2021 roku po raz pierwszy od feralnego wypadku wziął udział w oficjalnym meczu. Pod względem kondycyjnym był w pełni gotowy, od momentu powrotu w większości spotkań grał od deski do deski. Problemem był wyraźny spadek jakości.
Miastowy wśród “The Cottagers”
W sezonie 2022/23 Jimenez nie strzelił ani jednego gola w Premier League. Przez pewien okres zmagał się z kontuzją biodra, ale nawet po zwalczeniu tej dolegliwości nie przypominał dawnego siebie. Na murawie był przygaszony i bardzo często obecny jedynie ciałem. Wolverhampton, pomimo ogromnych zasług piłkarza dla klubu, podjęło słuszną decyzję o rozstaniu. Trzy lata temu Fulham zapłaciło 6 mln funtów i początkowo nie zanosiło się, aby była to udana inwestycja. W tamtym okresie Meksykanin potrafił zaliczyć serię 33 meczów ligowych bez zdobytej bramki.
- Tuż po zmianie klubu Raul był przygnębiony, brakowało mu pewności siebie, musiał przełamać swoją niemoc. Kiedy przez pierwsze miesiące nie strzelał goli, niektórzy pytali: “Po co w ogóle go ściągnęliście?”. Ale ja mu ufałem, widziałem, jak ciężko pracuje i wiedziałem, że to musi przynieść efekty. Bardzo miło jest widzieć, że wraca na właściwe tory. Nie chodzi tylko o bramki, ale też jego inteligencję, pomoc w rozegraniu akcji, umiejętność wywalczenia faulu, walka z obrońcami. To dla nas bardzo ważny zawodnik - mówił w ubiegłym roku Marco Silva.
Portugalski trener jak nikt inny wierzył w Jimeneza. Regularnie go chwalił, “pompował”, ale też wiedział, jak zarządzać siłami. Kiedy Meksykanin miewał gorsze okresy, częściej grał Rodrigo Muniz. Z biegiem czasu była gwiazda Wolves zaczęła odzyskiwać blask. Zniknęły strach i obawa, a ponownie pojawił się napastnik, który nie potrzebuje wielu okazji, aby skarcić rywali.
Powrót do watahy
Jimenez wrócił do tego, co potrafi najlepiej, czyli gwarantowania goli. W sezonie 2024/25 strzelił ich 14, w poprzednim 10 (w tym aż cztery głową). Sam przyznał, że pierwsze miesiące po powrocie do gry były dla niego bardzo trudne, ponieważ nie wiedział, na ile może sobie pozwolić. Starał się unikać walki w powietrzu i bezpośrednich starć z rywalami. Przepracował jednak złe wspomnienia i zostawił je za sobą.
35-latkowi nie można odmówić wytrwałości i chłodnej głowy. W poprzednich rozgrywkach zdobył więcej bramek w Premier League niż tak renomowani zawodnicy, jak m.in. Mohamed Salah, Bukayo Saka czy Anthony Gordon. Przy okazji zapisał się w historii, ponieważ ma na koncie komplet 14 wykorzystanych karnych w angielskiej ekstraklasie. To najlepszy wynik, biorąc pod uwagę graczy, którzy ani razu się nie pomylili. Idąc dalej, w PL zebrał już więcej trafień (68) niż choćby Luis Suarez (67). Oczywiście Urugwajczyk rozegrał ponad dwa razy mniej meczów, ale dokonania reprezentanta “El Tri” i tak są godne podziwu.
Niedługo o jego jakości powinni przekonać się obrońcy w Championship. Raul nie przedłużył wygasającej umowy z Fulham i wrócił do miejsca, które spokojnie może nazwać drugim domem. Wolverhampton po spadku potrzebowało wzmocnień, aby docelowo już za rok wrócić do elity. Zakontraktowanie snajpera z takim CV na pewno zwiększa szanse “Wilków” na bezpośredni awans.
- Raul to nie tylko jeden z najlepszych napastników w historii Wolves. To człowiek, który uosabia wszystkie wartości klubu. Wiemy, że miał inne oferty, ale chciał znów grać na Molineux. Możemy jedynie wyobrazić sobie radość kibiców, kiedy znów będą obserwować jego bramki - powiedział dyrektor Matt Jackson.
W pogoni za “Groszkiem”
Patrząc na dość udaną karierę Jimeneza na Wyspach, aż trudno uwierzyć, jak kiepsko do niedawna wyglądał jego bilans w mistrzostwach świata. Podczas trzech poprzednich turniejów spędził na murawie tylko 115 minut. W 2014 roku przegrał rywalizację z Oribe Peraltą i Giovanim dos Santosem. Później nastał czas Javiera “Chicharito” Hernandeza. A na mundialu w Katarze częściej grał Henry Martin z Club America. Nie jest tajemnicą, że snajper Wolves nie był ulubieńcem Gerardo Martino. Chociaż ma on przydomek “Tata”, to za jego kadencji w kadrze Meksyku daleko było do rodzinnej atmosfery.
- Mieliśmy dobrą grupę piłkarzy, ale pojawiły się różne przeszkody. W pewnym momencie musieliśmy zachowywać się jak żołnierze w wojsku, a nie piłkarze. Nie mówię, że trener miał nam pozwolić robić, co chcemy, ale nie trzeba było być aż tak surowym. Odpadliśmy z turnieju przez jedną bramkę różnicy. Na tym poziomie detale mają ogromne znaczenie, a sądzę, że w pewnym momencie straciliśmy zaufanie do trenera i jego sztabu. Uważam, że zagralibyśmy lepiej, gdybyśmy mogli się bardziej rozluźnić - wspominał Raul w dokumencie La Seleccion en Tus Manos.
W 2024 roku Javier Aguirre objął “El Tri” i podjął próbę odbudowania Jimeneza. Napastnik prezentował wówczas dobrą formę w Fulham i potrafił to przełożyć na arenę reprezentacyjną. W ubiegłym roku Meksykanie wygrali Ligę Narodów CONCACAF oraz Złotych Puchar. Nie byłoby tych sukcesów bez pomocy snajpera, który trafiał w obu meczach finałowych. Szczególnie prestiżowy był triumf 2:1 nad USA.
- Raul zostawił już za sobą kontuzje i inne problemy. Teraz prezentuje się bardzo dobrze, znów jest piekielnie groźny pod bramką. Dojrzał, lepiej rozumie grę, teraz to on jest naszym liderem - chwalił Aguirre po wygraniu Złotego Pucharu.

Trwający mundial jest pierwszym, na którym Jimenez cieszy się rolą podstawowej “dziewiątki”. Już w meczu otwarcia z RPA pokazał, że warto mu ufać. Stanowił ciągłe zagrożenie dla rywali, notując cztery strzały, dwa kluczowe podania, do tego wygrał pięć z sześciu pojedynków powietrznych. Przede wszystkim strzelił gola, którego mógł zadedykować zmarłemu ojcu.
- Ze względu na sprawy osobiste gol strzelony przez Raula musiał podwójnie go cieszyć. Nie mógł wymarzyć sobie lepszego startu turnieju. Czytałem wywiad, w którym podkreślał, ile znaczą dla niego te mistrzostwa. Na poprzednich zawsze był w czyimś cieniu, ale teraz jest inaczej. Zasłużył na to, aby być w podstawowym składzie. To nasz napastnik - podsumował Aguirre.
Jimenez z dorobkiem 46 trafień jest drugim najskuteczniejszym strzelcem w historii Meksyku. Brakuje mu sześciu bramek do wyrównania rekordu Javiera Hernandeza. Mówi się, że grosz do grosza, ale w przypadku pogoni za “Chicharito” bardziej pasowałoby “groszek do groszku”, a będziesz najlepszy.