Brutalna detronizacja giganta. Ponad 30 punktów straty do lidera. "Palarnia pieniędzy"
Droga ze szczytu zwykle prowadzi w dół. Nieczęsto zdarza się jednak, aby ustępujący mistrz tracił do lidera ponad 30 punktów. Tak gorzki los spotyka saudyjskie Al-Ittihad.
Sezon do zapomnienia. Taka myśl może przyjść do głowy wszystkim kibicom Al-Ittihad. Zespół z Dżuddy zaczął rozgrywki od porażki w półfinale Superpucharu Arabii Saudyjskiej. W połowie marca odpadł z King Cup, a ostatnio wyleciał z Azjatyckiej Ligi Mistrzów po sensacyjnej przegranej z japońską Machidą. Podopiecznym Sergio Conceiaco pozostała walka w lidze, gdzie zajmują obecnie szóste miejsce ze stratą 31 punktów do liderującego Al-Nassr.
Powiedzieć, że jest źle, to jakby nic nie powiedzieć. Zespół, który jeszcze rok temu świętował mistrzostwo, aktualnie znajduje się w rozsypce. Kadra została osłabiona, trener jest na wylocie, a perspektyw na lepszą przyszłość brak. Co poszło nie tak?
Mistrzowski projekt
Al-Ittihad pokazało, jak należy budować projekt sportowy. Zanim wydano grube miliony i sprowadzono głośne nazwiska, postawiono na odpowiednie zaplecze. W 2023 roku do klubu dołączył Domingos Soares de Oliveira, który wcześniej przez prawie dwie dekady zajmował stanowisko kierownicze w Benfice. Na początku 2024 roku zatrudniono Ramona Planesa, który ma niezwykle obfite CV. W przeszłości był dyrektorem m.in. Barcelony, Tottenhamu, Betisu, Getafe czy Rayo. To on w dużej mierze odpowiadał za ściągnięcie Pedriego na Camp Nou.
- Liga saudyjska rozwija się w imponującym tempie. Wystarczyło pół roku, abym dostrzegł ogromny postęp w wielu aspektach. Pracujemy nad budową kompleksu treningowego, wzorując się na infrastrukturze stosowanej w Hiszpanii i Premier League. W Arabii sprawy toczą się bardzo szybko. Osoby decyzyjne wiedzą, że piłka nożna jest oknem na świat, dlatego dążą do osiągnięcia doskonałości w tym elemencie. Arabia przyciąga ludzi o wysokich kwalifikacjach, którzy chcą wyjść ze strefy komfortu i rozwijać się zawodowo - przyznał Planes dwa lata temu w wywiadzie dla Relevo.
Latem 2024 roku Hiszpan wykorzystał swoje kontakty, ściągając za 4,5 mln euro Juana Hernandeza, utalentowanego wychowanka La Masii. Wcześniej do drużyny dołączyli m.in. Karim Benzema, Fabinho czy N’Golo Kante. W międzyczasie w wyścigu zbrojeń uczestniczyły też Al-Nassr czy Al-Hilal. Przewagą Al-Ittihad okazała się postać trenera. Laurent Blanc w poprzednim sezonie potwierdził swój warsztat, prowadząc zespół do mistrzostwa. Droga do sukcesu nie była usłana różami, na początku tamtych rozgrywek jego podopieczni zostali gładko pokonani przez Al-Hilal. Doświadczony Francuz podkreślał, że to był punkt zwrotny.
- Byliśmy kompletnie zdominowani, to było czuć od pierwszego gwizdka. Po dziesięciu minutach piłkarze Al-Hilal mówili nam w twarz: “Nie jesteście wystarczająco silni”. I mieli rację. Tamta porażka uświadomiła mi i piłkarzom, że musimy zmienić podejście, wprowadzić pewne korekty do sposobu pracy. Dzięki temu udało nam się wznieść na wyższy poziom - zdradzał Blanc.
Od tamtego momentu Al-Ittihad przegrało tylko dwa mecze. Zespół zakończył sezon serią sześciu zwycięstw, strzelając w pięciu z nich co najmniej trzy gole. Na koniec rozgrywek podopieczni Blanca wyprzedzili drugie Al-Hilal o osiem punktów. Latem nie dokonano może wielkich wzmocnień, ale przede wszystkim utrzymano mistrzowski trzon. Niewiele wskazywało na nadchodzącą katastrofę.
Tarcia, konflikty i regres
Początek tego sezonu pokazał, że Saudyjczycy potrafią być bardzo porywczy. Wystarczyło siedem meczów, z czego cztery wygrane, aby Blanc stracił pracę. O zwolnieniu przesądziły dwie porażki z Al-Nassr w półfinale krajowego Superpucharu oraz lidze. Nie czekano, nie dano szansy na wydostanie drużyny nawet nie z kryzysu, ale chwilowego dołka. Klub stwierdził, że parę gorszych meczów wystarczy, aby zakończyć projekt, który chwilę wcześniej doprowadził do mistrzostwa. Następcą spokojnego Francuza został niezwykle krewki Portugalczyk.
- Zmieniają się przeciwnicy, sojusze powstają i upadają, ale król pozostaje ten sam. Mistrz jest jeden. Nazywam się Sergio Conceicao i przyszedłem, aby wspólnie budować chwałę Al-Ittihad - mówił Sergio Conceicao po podpisaniu umowy.
51-latek znany jest z dość porywczego charakteru. Jego metody ewidentnie nie spodobały się najważniejszym piłkarzom. Już w grudniu informowano, że Karim Benzema oraz N’Golo Kante chcą opuścić klub. Francuzi publicznie nie komentowali zwolnienia Blanca, ale można domyślić się, że optowali za możliwością kontynuowania współpracy ze swoim rodakiem. Napastnika miały łączyć szczególnie dobre relacje z poprzednim szkoleniowcem.
- Jest jedna osoba, która odegrała dużą rolę w moim przybyciu tutaj. To Karim Benzema. Kiedy pojawił się taki temat, zrobił wiele, żebym faktycznie zaakceptował tę możliwość. Nasza współpraca układa się znakomicie, wszyscy wiemy, jaki to piłkarz. Podoba mi się też to, jaką jest osobą. Obaj nie lubimy zbyt wiele rozmawiać, stawiamy na konkrety i dobrze się rozumiemy - podkreślał Blanc w trakcie poprzedniego sezonu.
Klub stanął po stronie Conceicao. W styczniu Julien Laurens z ESPN informował, że Al-Ittihad złożyło Benzemie ofertę przedłużenia kontraktu, która została uznana za brak szacunku. Zaproponowano mu grę praktycznie za darmo, z niziutką pensją podstawową i trudnymi do spełnienia bonusami. Sześciokrotny triumfator Ligi Mistrzów nie zamierzał tolerować takiego despektu. Na początku lutego po głośnej sadze transferowej wzmocnił głównego rywala, czyli Al-Hilal. W pierwszych ośmiu meczach w nowym klubie zaliczył osiem bramek i cztery asysty, potwierdzając, że oddanie go było błędem.
W podobnym czasie pracodawcę zmienił N’Golo Kante, zasilając Fenerbahce. W przeciwną stronę powędrował Youssef En-Nesyri, który na razie uzbierał sześć bramek w 13 występach dla Al-Ittihad. Nie są to złe liczby, ale na pewno gorsze od tych, które gwarantował Benzema. Cały zespół zaliczył zresztą widoczny regres. W lidze pod wodzą Conceicao udało się zebrać tylko połowę możliwych punktów. Prawdziwą kompromitacją okazały się jednak występy pucharowe. 17 kwietnia ekipa Portugalczyka odpadła z Machidą w ćwierćfinale Azjatyckiej Ligi Mistrzów. To nawet nie była niespodzianka, ale absolutna sensacja. Przed pierwszym gwizdkiem Japończycy startowali z pozycji wyraźnego underdoga.
- To cena, jaką zespół poniósł za to, że nie okazał szacunku rywalowi. Wszyscy myśleli, że to będzie łatwy mecz, że sam się wygra i można już skupiać się na półfinale. Zawodnicy muszą wziąć odpowiedzialność za ten żenujący występ - ocenił kibic Al-Ittihad, przywoływany przez portal Arabnews.com. - Zespół Conceicao nie ma charakteru. Brakuje osobowości, powtarzają się błędy w obronie, trener rzadko wybiera najlepszy skład. Laurent Blanc był krytykowany, ale on o niebo lepiej radził sobie z tą drużyną. Dawał zawodnikom swobodę, której teraz brakuje - stwierdził w programie Dorina Ghair Manaf Abu-Shukair, były gracz Al-Ittihad.

We wspomnianym meczu Machida oddała więcej strzałów celnych i wypracowała wyższy wskaźnik oczekiwanych goli. Conceicao nie skupił się jednak na tym, że jego zespół kompletnie zawiódł. Po ostatnim gwizdku Portugalczyk podkreślał jedynie, że sędzia rzekomo okradł Al-Ittihad, ponieważ nie uznał bramki Danilo Pereiry.
- Graliśmy na wysokim poziomie, ale to arbiter nie sprostał zadaniu. Naszym przeciwnikiem nie była drużyna z Japonii, ale sędzia - grzmiał trener, cytowany przez O Jogo. Klasyczny Sergio Conceicao.
Palarnia pieniędzy
Styl Al-Ittihad nie przynosi efektów. Drużyna ta chciałaby dominować, o czym świadczy drugie miejsce w lidze pod względem posiadania piłki i liczby podań. W tym wszystkim brakuje jednak konkretów. Pod względem wykreowanych okazji i strzelonych goli mówimy o dopiero szóstym zespole saudyjskiej ekstraklasy. Futbol prezentowany przez podopiecznych Conceicao można opisać jako powtarzalny w swej jałowości.
Można krytykować trenera, ale trzeba też poświęcić uwagę kadrze. Najskuteczniejszym zawodnikiem Al-Ittihad w tym sezonie pozostaje Benzema. Sprowadzony za 60 mln euro Moussa Diaby w 26 meczach ligi saudyjskiej wykręcił tylko dwa gole i sześć asyst. Zimą zapłacono 33 mln euro za George’a Ilenikhenę, który ma problem ze zmieszceniem się w szerokiej kadrze. Na razie wystąpił tylko w jednym spotkaniu ligowym. W ostatnim roku klub wydał 122 mln euro na transfery, w poprzednim 132, ale nie widać tego na boisku.
- Moim zdaniem to prezes Fahd Sindi jest głównym winowajcą tego, co stało się z Al-Ittihad. Nie potrafi wziąć odpowiedzialności za żadną decyzję, jest arogancki, myśli, że tylko on wie, co jest najlepsze dla klubu. Rzeczywistość pokazuje co innego, a najmocniej cierpią na tym kibice - mówił Mohammed Al-Bakiri, ekspert od saudyjskiej piłki, w rozmowie z Al-Arabiya FM. - Chaos administracyjny paraliżuje cały klub. Zarząd właściwie oddał władzę dyrektorom, którzy nie wykonują swoich zadań. Ten sezon to kompletna porażka dla Al-Ittihad - wtórował dziennikarz Abdullah Flata, cytowany przez Yahoo.
Na razie nie słychać, aby Fahd Sindi zamierzał ustąpić ze stanowiska prezesa. Pracę ma za to stracić Ramon Planes, o czym informował Santi Aouna. Coraz głośniej mówi się też o potencjalnym zwolnieniu Conceicao. Portugalczyk w żadnym klubie poza Porto nie przetrwał dłużej niż rok, zatem taki rozwój wydarzeń nie powinien nikogo zaskakiwać. Dziwić jedynie może, z jaką łatwością na początku sezonu Al-Ittihad pozbyło się Blanca, co w efekcie doprowadziło też do utraty Benzemy i Kante. Seria niefortunnych zdarzeń i niezrozumiałych decyzji doprowadziła do sportowej agonii.
Na całym zamieszaniu w największym stopniu skorzystali Al-Nassr i Al-Hilal. Ekipy te mają teraz odpowiednio 31 i 26 punktów przewagi w tabeli nad ustępującym mistrzem, który jest dopiero szósty. Detronizacja w lidze saudyjskiej w brutalnym stylu. Al-Ittihad na własne życzenie oddało koronę rywalom.