Brutalny zawód w kadrze Anglii. Gwiazdor na grillu. "Lepiej, żeby nie grał"
Przyjechał na mundial jako gwiazda, podstawowy element kadry i świeżo upieczony bohater transferu opiewającego na bagatela 80 mln euro. Wystarczyły dwa mecze, aby status Anthony’ego Gordona został brutalnie naruszony. Thomas Tuchel nie mógł zbyt długo tolerować tak słabej gry 25-latka.
Która Anglia jest prawdziwa? To pytanie mogą zadawać sobie wszyscy kibice na Wyspach Brytyjskich. Podopieczni Thomasa Tuchela zdążyli zaprezentować na mundialu dwa zupełnie różne oblicza. Przeciwko Chorwacji zagrali pięknie, widowiskowo, z polotem. Prawie jak nie oni. “Synowie Albionu” za kadencji Garetha Southgate’a przyzwyczaili do tego, że potrafią nie tyle zajść daleko na wielkich turniejach, co jakoś się doczłapać, doczołgać bez patrzenia na względy estetyczne w swojej grze. Po spotkaniach z Ghaną i Panamą można było uznać, że Anglicy wrócili do ustawień fabrycznych i znów zamienili się w drużynę, która nie zachwyca, ale przede wszystkim nie przegrywa.
Patrząc na całą fazę grupową, łatwo wskazać głównych bohaterów w ekipie Tuchela. Jude Bellingham i Harry Kane prezentują się znakomicie, we dwóch dźwigają na barkach formacje pomocy i ataku. Na przeciwnym biegunie jest Anthony Gordon, który robił mało albo dosłownie nic. Nie tyle operował na lewym skrzydle, co raczej krzątał się w tych okolicach. Czasami dostawał piłkę i zwykle był to sygnał nadchodzącego końca potencjalnie obiecującej akcji. Na tę chwilę wicemistrzowie Europy nie mają na MŚ żadnego pożytku z byłej gwiazdy Newcastle.
Pasażer na gapę
Wygrany 4:2 mecz z Chorwacją był debiutem Gordona na mundialu. Anglia jako całość rozegrała dobre zawody, ale lewoskrzydłowy pozwolił, aby presja go zjadła. Nie brał na siebie odpowiedzialności, uciekał od gry. Przez 72 minuty zaliczył zaledwie 17 kontaktów z piłką, na co złożyło się dziewięć celnych podań na 11 prób. Po jego stronie widniały okrągłe zera w takich rubrykach jak kluczowe podania, udane dryblingi i wygrane pojedynki.
Po tamtym spotkaniu z “Vatrenimi” Gordon powiedział, że początkowo cały zespół czuł się nieco spięty. Tuchel w przerwie miał z kolei zakomunikować swoim piłkarzom: “To nie jest zespół, który widzę na treningach”. Na większość zawodników podziałało to motywująco. Ale nie na nowy nabytek Barcelony. Lewa flanka rozruszała się dopiero po jego zejściu, to Marcus Rashford wykorzystał szansę, strzelając gola na 4:2. Deco, Joan Laporta i reszta katalońskiej świty mogli wówczas zastanawiać się, czy na pewno warto było płacić 80 mln na Gordona, mając opcję ściągnięcia wychowanka Manchesteru United za ponad połowę mniej.
- Po takim meczu Barcelona sprawdza, czy atrament na umowie Gordona już wysechł, a Newcastle pewnie się śmieje. Gordon zagrał słabo, dostawał piłkę i wyglądało to tak, jakby nie miał żadnego pomysłu na przejście rywala. I tak dziwne, że trener tak późno go zdjął. Lepiej, żeby nie grał od pierwszej minuty w kolejnych spotkaniach - stwierdził na antenie Talksport Gabriel Agbonlahor, były reprezentant Anglii.
Każdy zasługuje na drugą szansę. Gorzej, jeśli dostajesz ją i nie wyciągasz żadnych wniosków. W następnym starciu z Ghaną Gordon zaprezentował dokładnie ten sam mizerny poziom, co z Chorwatami. Miał tylko dwa kontakty z piłką w polu karnym, wszedł w pięć dryblingów, wygrywając dwa. Z jego jedynym celnym strzałem poradził sobie Benjamin Asare. Podopieczni Carlosa Queiroza znaleźli sposób na zneutralizowanie całej ofensywy “Synów Albionu”.
Angielskie wyjście
Fatalne występy Gordona nie przeszły niezauważone. Na stronie BBC dostał najniższą ocenę za mecz z Chorwacją (5,54) i drugą najniższą przeciwko Ghanie (4,78). Dziennikarze i kibice prześcigają się w szukaniu synonimów opisujących widoczną słabość skrzydłowego. Wirtualny medal dla tego, kto znalazłby pozytywną opinię na temat ostatnich występów tego piłkarza.
- Gordon nie istniał. Znowu. Miał kilka interwencji w obronie, ale w ataku nie pokazał nic. Nie ma takiej rzeczywistości, w której mógłby utrzymać skład przeciwko Panamie - pisał portal iNews. - Gordon nie daje iskry. Ghana grała niskim blokiem, więc to od skrzydłowych należało oczekiwać odrobiny magii i znalezienia sposobu na przebicie się przez defensywę. Gordon zaprezentował się jednak słabo, nie pozostawił po sobie dobrego wrażenia ani w pierwszym meczu, ani tym bardziej teraz. Marcus Rashford z pewnością powinien dostać więcej szans w kolejnych spotkaniach - oceniano na łamach The Athletic. - Należy porozmawiać o skrzydłowych reprezentacji Anglii. Gordon i Madueke zostali zdemaskowani jako zbyt sztywne elementy układanki. Cały czas wykonują z piłką te same ruchy od zewnątrz do środka, nie potrafią znaleźć nowego schematu, wciąż podążają w ślepą uliczkę - wtórował The Guardian.
Tuchel nie mógł w nieskończoność ignorować słabości na lewej stronie ataku. Przeciwko Panamie Gordon nie wstał z ławki, a Rashford rozegrał 90 minut. Ktoś mógłby oczywiście stwierdzić, że Anglia i tak miała pewny awans, więc to kwestia rotacji. Stawiamy jednak dolary przeciwko orzechom, że 25-latek wylądowałby na ławce nawet, gdyby w trzeciej kolejce Brytyjczycy rywalizowali z Hiszpanią czy Brazylią, a nie turniejowym outsiderem. Zachowując zasadę merytokracji, nie da się stawiać na piłkarza, który w zamian nie oferuje żadnych konkretów.
Mieć czy być
Samo to, że Gordon zaczął turniej w wyjściowej XI, było naturalnym posunięciem. Od początku roku Tuchel zwykle wystawiał go w pierwszym składzie, tuż przed startem MŚ nowy piłkarz Barcelony błysnął golem i asystą w sparingu z Kostaryką. Patrząc na swoją formę, mógłby teraz zanucić: “Popatrz, jak wszystko szybko się zmienia, coś jest, a później tego nie ma”.
Obecnie Rashford powinien być znacznie bliżej wyjściowego składu. Przeciwko Panamie nie zagrał wybitnie, ale przynajmniej był aktywny. Pokazywał się do gry, oddał pięć strzałów, miał wskaźnik oczekiwanych goli i asyst na poziomie 0,63. Zabrakło nieco lepszej decyzyjności, ale wciąż lepiej mieć piłkarza, który dochodzi do sytuacji i nawet je marnuje, niż takiego, który w ogóle nie daje znać o swojej obecności na boisku.
- Barcelona mogła oglądać Gordona w ostatnich meczach i zastanawiać się, na kogo właśnie wydała 70 mln funtów. Jeśli będzie grał tak w Barcelonie, to nie zabawi długo w Katalonii. Yamal to wzór skrzydłowego, robi wszystko, czego nie robi Gordon - opisał Graeme Souness na łamach The Telegraph.
To nie jest też tak, że Gordon nic nie potrafi, nigdy nie wróci do wyjściowego składu reprezentacji i Barcelona na pewno utopiła grube miliony. Trzeba zachować umiar. Skrzydłowy w optymalnej dyspozycji powinien pasować zarówno do układanki Flicka, jak i Tuchela. Mówimy o niezwykle pracowitym piłkarzu, który jest elitarny, jeśli chodzi o intensywność i pracę w pressingu. W Newcastle potrafił dokładać do tego pazur w ofensywie. Teraz tego brakuje i z perspektywy Anglii najważniejsza kwestia dotyczy tego, czy 25-latek zdąży odblokować się przed zakończeniem mundialu.
- Transfer Gordona do Barcelony? To wspaniała wiadomość. Będę mógł odbyć kilka miłych wycieczek, aby go oglądać. Mówiąc poważnie, trafia do jednego z największych klubów świata. Wiem, że tego chciał, pragnął nowej przygody. Cieszę się jego szczęściem i myślę, że wyjdzie mu to na dobre - mówił kilka tygodni temu Tuchel, cytowany przez beIN Sports.
Złośliwi mogliby stwierdzić, że przy takiej grze selekcjoner nie będzie miał wielu okazji, aby oglądać swojego podopiecznego w akcji na Camp Nou. Faktycznie, Anglik w ostatnich dniach prezentował się słabo, miernie i można by tak wymieniać do wieczora. Nie mógł otrzymać ważniejszego sygnału alarmowego niż odesłanie na ławkę w trzecim meczu grupowym. Na dziś to Rashfordowi znacznie bliżej do gry od pierwszej minuty w fazie pucharowej. Ale w hierarchii Tuchela nic nie jest dane raz na zawsze. Być może Gordon zdąży jeszcze udowodnić, że nie wypadł sroce spod ogona. Jak na byłego gracza Newcastle przystało.