Brutalny zjazd mistrza Europy. Trzeci sezon z rzędu do kosza. A nazywali go geniuszem

Brutalny zjazd mistrza Europy. Trzeci sezon z rzędu do kosza. A nazywali go geniuszem
IMAGO / pressfocus
Mateusz - Jankowski
Mateusz JankowskiDzisiaj · 09:00
Gra rzadko, najczęściej wcale, po dawnej formie nie pozostał już nawet ślad. Od momentu transferu do Liverpoolu właściwie nic nie ułożyło się po myśli Federico Chiesy. Włoch najprawdopodobniej straci kolejny sezon.
Niedawno na kanale The Overlap Jamie Carragher i Roy Keane omawiali kadrę Liverpoolu. Były obrońca stwierdził, że w składzie znajduje się dwóch zawodników, którzy w ogóle nie będą grać, czyli Wataru Endo i Federico Chiesa. Legendarny pomocnik odparł: “To oni jeszcze są w klubie?”. Nie podejrzewamy Irlandczyka o sympatię do “The Reds”, natomiast trudno odmówić mu racji. Czasami można zapomnieć, że mistrz Europy z 2021 roku wciąż jest związany z LFC.
Dalsza część tekstu pod wideo
Andoni Iraola zdecydował, że Włoch nie znajdzie się w szerokiej kadrze na Ligę Mistrzów. W Premier League też może liczyć co najwyżej na ogony w końcówkach. Jeśli do zimowego okienka w ogóle pogra, to pewnie jedynie w pojedynczych meczach krajowych pucharów. Najlepszym rozwiązaniem dla wszystkich byłaby styczniowa ewakuacja, chociaż tak naprawdę Chiesa już dawno powinien być poza miastem Beatlesów. Nie spotkało go tam niemal nic pozytywnego i nie zanosi się na zmianę tego stanu.

Niechciany

Chiesa swego czasu był liderem “Squadra Azzurra” i jednym z najlepszych piłkarzy w Serie A. Dlaczego jego kariera wyhamowała w tak brutalny sposób? Na pewno pewien wpływ miała bardzo poważna kontuzja w postaci zerwanego więzadła krzyżowego na początku 2022 roku. Kiedy wyzdrowiał, coraz rzadziej grał na miarę potencjału. We włoskich mediach nie brakowało wówczas opinii, że Massimiliano Allegri, znany z uwielbienia do defensywnej taktyki, delikatnie marnuje gwiazdę ataku.
Latem 2024 roku miało dojść do przełomu. Nowym trenerem został Thiago Motta, czyli trener z zupełnie innej szkoły niż Allegri. Kibice “Bianconerich” po cichu liczyli na to, że były pomocnik pomoże odbudować Chiesę. Historia potoczyła się zupełnie inaczej. Jedną z pierwszych decyzji szkoleniowca było całkowite skreślenie skrzydłowego. Nie mógł on grać, ani trenować z pierwszym zespołem. Plany Motty nie podlegały dyskusjom, o czym przekonali się jeszcze m.in. Wojciech Szczęsny, Matias Soule czy Dean Huijsen, którym również pokazano drzwi wyjściowe.
- Dlaczego musiałem odejść z Juventusu? Nie chciałem tego zrobić, sam z siebie nigdy bym nie opuścił tego klubu. Jednak nie zaproponowano mi nowej umowy. Byliśmy umówieni na rozmowy po EURO 2024, po czym nikt nie skontaktował się ani ze mną, ani z agentem. Kiedy wróciłem po wakacjach, trener Motta od razu powiedział mi: “Nie jesteś częścią projektu, znajdź sobie nowy klub”. Jestem profesjonalistą, przyjąłem to do wiadomości, trenowałem indywidualnie i szukałem najlepszego rozwiązania. Myślę, że mogłem wejść na wyższy poziom, ale nie dostałem szansy. Nigdy nie zapomnę jednak o Juventusie, to wyjątkowe miejsce, wciąż mam tam wielu przyjaciół. Czy kiedyś wrócę? W futbolu nigdy nic nie wiadomo. Jestem w Liverpoolu, ale “Juve” wciąż ma miejsce w moim sercu - opowiedział dla La Gazzetty dello Sport.
- Sprzedaż Chiesy to błąd Juventusu. W Turynie nigdy nie mogliśmy obejrzeć jego prawdziwej wersji. Najpierw musiał rywalizować z Ronaldo, później przyszła kontuzja i podejście taktyczne Allegriego. Myślę, że nigdy nie został właściwie zrozumiany w klubie - przyznał dla Tuttosport Alessio Tacchinardi, były pomocnik Juventusu. - Słyszałem, że Chiesa zostanie poświęcony na rynku. Szkoda, bo chętnie zobaczyłbym go w taktyce Motty - wtórował Vincenzo Iaquinta - Wydawało się, że Motta to idealny trener do tego, aby w pełni wykorzystać tak ofensywnego zawodnika, jak Fede. Szkoda, że wyszło inaczej - dodał Paolo Di Canio, ekspert Sky Sports.

Niegotowy

Kiedy Liverpool zapłacił za Chiesę 12 mln euro, oceny tego transferu były raczej pozytywne. Piłkarz znajdował się w kryzysie, ale niska kwota odstępnego ograniczyła ryzyko niewypału. Włodarze “The Reds” pewnie liczyli na to, że Włoch sprawdzi się jako żelazny rezerwowy, który będzie dokładał po 8-10 goli na sezon. Nawet najwięksi pesymiści nie podejrzewali, jak naprawdę potoczy się ta przygoda.
Skrzydłowy większą część premierowego roku w Anglii spędził balansując między ławką, trybunami i gabinetami lekarskimi. W trakcie sezonu rozegrał 527 minut, z czego zaledwie 104 w Premier League. Na pierwszego gola czekał do 11 stycznia, kiedy trafił z Accrington w FA Cup. Kiedy już pojawiał się na boisku, nie robił wiele, aby pokazać, że zasługuje na grę bardziej od Salaha, Gakpo czy wtedy jeszcze Luisa Diaza.
- Momentami trudno powiedzieć, co się dzieje z Chiesą i kiedy wróci. Czasami normalnie trenuje, a potem nagle pojawia się jakiś problem, uraz. Musimy być ostrożni, aby nie dochodziło do nawrotu. Kolejny problem Fede polega na tym, że przed nim do gry jest Mo Salah. Niełatwo rozdzielić minuty, aby wszyscy byli zadowoleni. Tak wygląda sytuacja - tłumaczył Slot na początku 2025 roku.
Poprzedniego lata Liverpool nie sprowadził żadnego nominalnego następcy Diaza, co mogło być dobrą wiadomością dla Chiesy. Zwłaszcza, że zaliczył on udany start sezonu. W pierwszej kolejce uratował komplet punktów z Bournemouth. We wrześniu miał na koncie udział przy czterech bramkach w trakcie 153 minut. Po paru latach mroku pojawiło się światełko w tunelu.
- Pierwszy rok był trudny, rozumiałem, że nie gram, ponieważ często nie byłem w najlepszej formie. Teraz czuję się jednak znacznie lepiej pod względem fizycznym i psychicznym. Gram częściej i wiem, że mogę zaoferować więcej - mówił Chiesa na starcie poprzedniej kampanii.

Niepotrzebny

Miłe złego początki, lecz koniec wiadomo jaki. Za dobrym startem poprzedniego sezonu nie poszło nic więcej. Chiesa od października brał udział przy zaledwie dwóch bramkach. Kampanię ligową zakończył z mizernym dorobkiem 318 minut w 26 występach. Slot w pewnym momencie posadził Salaha na ławce, po czym na prawym skrzydle wolał wystawiać Frimponga. Sytuacji Włocha nie poprawiały wracające problemy ze zdrowiem. W marcu po prawie dwóch latach miał wrócić do gry w kadrze, ale już w trakcie zgrupowania doznał kolejnego urazu.
Ktoś mógłby zastanowić się, dlaczego 28-latek przy tylu problemach nie zdecydował się na zmianę otoczenia. Okazje były, ponieważ zarówno w zimowym, jak i letnim okienku pojawiały się doniesienia o zainteresowaniu ze strony Juventusu, Romy i Como. Każdy z tych klubów był natomiast gotów jedynie na wypożyczenie, a “The Reds” oczekiwali transferu definitywnego. Problemem była też wysokość pensji w postaci siedmiu milionów euro rocznie. Ostatecznie Chiesa pozostał na Anfield, wierząc, że po przybyciu Andoniego Iraoli odzyska blask. O słodka naiwności.
- Następny sezon to zawsze nowy początek. W poprzednich rozgrywkach starałem się jak najmocniej. Czułem, że jestem gotów grać więcej, ale wszystko zależało od decyzji trenera. Chciałem częściej grać, ale musiałem zaakceptować, że jest inaczej. Tak bywa w piłce. W tym sezonie chcę napisać nowy rozdział. Mamy nowego trenera, rozmawialiśmy już na temat taktyki, pressingu itd. Wiem, czego oczekuje ode mnie i całego zespołu. W tej chwili jestem szczęśliwy tutaj, w Liverpoolu - mówił latem Włoch, cytowany przez ESPN.
Trudno uwierzyć, aby faktycznie mogło dojść do jakiegokolwiek renesansu. Najpierw wychowanek Fiorentiny musiałby być zdrowy, a aktualnie ma kontuzję pleców. Nawet po zwalczeniu tych dolegliwości będzie mu bardzo ciężko o jakiekolwiek minuty. Iraola ma komfort na skrzydłach, mogąc wybierać między Bradleyem Barcolą, Victorem Munozem, Codym Gakpo i Rio Ngumohą. Co ciekawe, Włoch na razie ma na koncie dwa występy od pierwszej minuty w rozgrywkach Premier League. Tyle samo, co wspomniany Munoz, który w ostatnim okienku trafił do Anglii.
Kilka miesięcy temu Luciano Spalletti nazwał Chiesę piłkarskim geniuszem. Obaj mieli okazję przez niecały rok współpracować w reprezentacji Włoch. Wydaje się, że 28-latek powinien prędzej niż później trafić właśnie do klubu prowadzonego przez trenera, którego zna. Dalsze tkwienie w Liverpoolu nie ma większego sensu, Iraola nie będzie stawiał na tego piłkarza, mając do dyspozycji znacznie lepszych skrzydłowych. W Serie A dałoby się zaś znaleźć drużyny, które nie mogłyby pogardzić takim zawodnikiem. Oczywiście nie zapłacą mu siedmiu milionów za sezon, natomiast pieniądze nie zawsze muszą być priorytetem. Szczególnie w sytuacji, kiedy kariera przecieka przez palce.

Dyskusja

Przeczytaj również