Burza u giganta! Kibice chcą zatrudnienia... Xabiego Alonso. "Zespół cofa się w rozwoju"

Burza u giganta! Kibice chcą zatrudnienia... Xabiego Alonso. "Zespół cofa się w rozwoju"
SOPA Images / pressfocus
Paweł - Grabowski
Paweł GrabowskiDzisiaj · 17:00
Jeśli kwiecień miał być miesiącem nadziei dla Liverpoolu, to w ciągu tygodnia z tej wiary pozostało niewiele. Drużyna wygląda, jakby rozlatywała się w rękach Arne Slota. “The Reds” ostatni raz 16 porażek w sezonie zaliczyli ponad dekadę temu, kiedy kończyła się era Brendana Rodgersa. To już nie jest tylko “słaby sezon”, to kryzys tożsamości i cofanie się w rozwoju. Scenariusz twardego resetu i zmiany trenera staje się coraz bardziej realny.
Za chwilę minie rok, odkąd zaklepali mistrzostwo Anglii. Zrobili to na Anfield, efektownie pokonując Tottenhamem 5:1, kiedy Mohamed Salah po jednej z bramek zrobił sobie selfie z kibicami. Arne Slot w tamtym momencie był trenerem bez kryzysów w karierze. W Holandii sunął od sukcesu do sukcesu, a do Anglii wjechał jak buldożer, choć warto pamiętać, że świetny grunt zostawił mu Juergen Klopp. Czasem trudno uwierzyć, że ten zespół z wtedy i ten z dziś grają pod tym samym herbem. Kadrowo niby silniejsi, a jednak bez wiary, z eksperymentami taktycznymi i z coraz większym chaosem.
Dalsza część tekstu pod wideo

Karta przetargowa

Już jesienią mówiło się, że Slot przeżywa pierwsze trenerskie tąpnięcie w karierze, ale jako mądry fachowiec miał za chwilę poukładać klocki. Liverpool czasami miewał przebłyski, nawet niedawno ograł Galatasaray 4:0, ale tak naprawdę nigdy nie złapał pionu. Slot zaczął eksperymentować z ustawieniem, rzadko na dłużej zostając przy jednym planie. W meczu z PSG (0:2) przeszedł na piątkę obrońców, choć dawniej wbijał szpile w rywali z takim podejściem. Efekt? Jego Liverpool był tłem dla ekipy z Paryża. Jedynym plusem może być to, że skończyło się 0:2, a nie 0:5. Nie jest to jednak zasługa taktyki, a bardziej szczęścia i bramkarza, który w kilku sytuacjach uchronił zespół od katastrofy.
Liverpool w tydzień przegrał dwa ćwierćfinały: odpadł z Pucharu Anglii w starciu z Manchesterem City (0:4), a potem podkopał nadzieje w Lidze Mistrzów. Buchające energią Anfield w przeszłości widziało spektakularne rewanże, ale działo się to wtedy, kiedy zespół nie był w “trybie przetrwania”, jak nazwał to Slot. Aż pięć razy w tym sezonie piłkarze Holendra tracili minimum trzy gole. Od września mają więcej porażek niż zwycięstw, a gdyby stworzyć tabelę tylko na podstawie tego czasu, to byliby na 12. miejscu w lidze. Fakt, że w tym momencie ciągle są na pozycji gwarantującej awans do Ligi Mistrzów, to tak naprawdę jedyna karta przetargowa Slota.

Spokój w gabinetach

Władze Liverpoolu na razie nie chcą podgrzewać atmosfery. Ich zdaniem Holender zasługuje na szansę przebudowy składu i wyciągnięcia ekipy z dołka. Kluczowe decyzje mają zostać podjęte latem. Z drugiej strony Holender ostatnio mocno testuje cierpliwość Amerykanów. Ma bardzo trudny kalendarz w końcówce, bo zagra praktycznie z całą górną połówką tabeli. Będzie tam m.in. Manchester United, Chelsea czy Aston Villa. Liverpool mentalnie jest w tym momencie w piwnicy. To nie są okoliczności, które napawają optymizmem przed najważniejszym momentem sezonu.
Mecz z PSG wywlókł wszystkie mroki na powierzchnię. Liverpool wyglądał jak figury woskowe, stojące w miejscu i proszące o najmniejszy wymiar kary. Slot przestał już wierzyć we własny styl, podobnie jak kiedyś schyłkowy Brendan Rodgers, kiedy zaczął eksperymentować z linią obrony, a chwilę potem zastąpił go Juergen Klopp. Liverpool przeciwko PSG nawet nie oddał celnego strzału. Wymienił 83 razy piłkę, podczas gdy jego rywal takich zagrań miał aż 326. W całym spotkaniu te liczby jeszcze bardziej się rozjechały. Trudno powiedzieć, czym jest dziś Liverpool. Slot w drugim sezonie bardziej postawił na posiadanie piłki, ale nie przełożyło się to na lepszą kreację sytuacji.

Bez goli

Jego zespół jest wypalony. Refrenem stały się gole tracone w końcówkach. Im bardziej skomplikowane są wyniki, tym bardziej Slot rotuje. Przeprowadza słabsze zmiany, gorzej reaguje na zmieniające się sytuacje. 450 milionów funtów wydanych na transfery nie przełożyło się na zwiększenie mocy, bo Holender nie potrafił wszystkich komponentów wpasować w jeden spójny system. Spotkanie z PSG pokazało, że tak naprawdę ten zespół cofnął się w rozwoju. Rok temu też rywalizowali ze sobą, też dominowało PSG, ale potem pewną determinacją udało się wygrać po bramce Elliota. Na przestrzeni roku zobaczyliśmy dwie różne drużyny.
Symboliczne jest też to, co dzieje się poza boiskiem. Koniec ery Mohameda Salaha, ale też Andy’ego Robertsona. Obu nie zobaczymy w przyszłym sezonie na Anfield. To pokazuje, że liderzy zaczęli się starzeć, nie są już tak wydajni jak dawniej. Salah cały mecz z PSG przesiedział na ławce, a kiedy drużyna przegrywała 0:2, to Slot wolał gonić wynik z 18-letnim Treyem Nyonim. Pewnym wybawieniem dla szkoleniowca “The Reds” może być powrót Alexandra Isaka, którego transfer jest podsumowaniem tego, jak wszystko w tym sezonie na Anfield poszło nie tak. W duecie z Florianem Wirtzem (łącznie kosztowali 241 mln funtów) zagrali nieco ponad 400 minut. Trudno teraz łudzić się, że z automatu, w ostatnim miesiącu sezonu, nagle coś w tej współpracy pstryknie.

Chłód w szatni

Slot wypracował sobie pewien kredyt zaufania, wygrywając rok temu mistrzostwo. Ale kiedy przegrywasz trzy mecze z rzędu i strzelasz w nich tylko jednego gola, to nerwy zjadają szatnię. Za plecami “The Reds” czają się Chelsea, Brentford i Everton. Nawet Fulham, które w sobotę stanie im na drodze. W przypadku porażki mistrza Anglii, “The Cottagers” mogą włączyć się do walki o puchary. To spotkanie będzie dla Slota albo trampoliną nadziei, albo totalnym gruzem. Znamienne jest to, że jedyną bramkę w ostatnich trzech spotkaniach zdobył Milos Kerkez, nie zaś żaden gracz ofensywny.
Sam Slot mówi wprost: “Mamy problem z budowaniem akcji i strzelaniem goli”. Jeśli Liverpool nie odblokuje się z Fulham, to tym bardziej nie zrobi tego przeciwko PSG. Niedawno pod Etihad fani skandowali nazwisko Xabiego Alonso. Wcześniej klub odwiedził Juergen Klopp podczas charytatywnego meczu z legendami Borussii Dortmund. Uwielbienie dla byłego trenera momentalnie uwypukliło chłód, jakim otoczony jest ostatnio Slot. Pachnie to końcem pewnej epoki.

Dyskusja

Przeczytaj również