Był wart 110 mln euro, na mundialach zagrał... 39 minut. A i tak zmienił historię

Jest mistrzem świata, od lat ma status gwiazdy, kiedyś był nazywany nawet nowym wcieleniem Leo Messiego. Na wielkiej scenie reprezentacyjnej odgrywał jednak tylko role epizodyczne. Paulo Dybala nigdy nie będzie jednym z liderów reprezentacji Argentyny.
Wielki futbol potrafi zaskakiwać. Pewnie niewielu uwierzyłoby w następujące zdanie: “Jacek Góralski i Rafał Kurzawa rozegrali na mistrzostwach świata więcej minut od Paulo Dybali”. Brzmi abstrakcyjnie, ale jest to prawda. Argentyńczyk, chociaż dysponuje ogromnymi umiejętnościami, już w młodym wieku imponował jakością w Serie A, to tak naprawdę nigdy nie ugruntował pozycji w kadrze. Na najważniejszym turnieju reprezentacyjnym grywał albo rzadko, albo jak w tym roku - wcale. Sam talent, jak wielka nie byłaby jego skala, to niestety nie wszystko.
- Dybala to czysty talent. Należy do tej grupy piłkarzy, dla których kibice przychodzą na stadion. Sam włączam jego mecze, żeby zobaczyć, co tym razem wymyśli. Jest fantastyczny. Szkoda, że często miewa problemy z urazami - mówił parę lat temu David Villa w rozmowie z DAZN.
Fanaberie selekcjonera
W 2018 roku Dybala po raz pierwszy został powołany na mundial. Pojechał na turniej po spektakularnym sezonie w Juventusie. Zaliczył wówczas 26 goli i siedem asyst w 46 spotkaniach, pomógł wygrać Serie A, Coppa Italia i Superpuchar Włoch. Wiadomo oczywiście było, że młodej gwieździe nie będzie łatwo wygrać rywalizacji z Sergio Aguero, Angelem Di Marią czy Gonzalo Higuainem, o Leo Messim nawet nie wspominając. Nikt jednak nie spodziewał się, jakie miejsce Dybala zajmie w hierarchii Jorge Sampaoliego.
A było to miejsce na szarym końcu. Dybala znaczną większość turnieju spędził na ławce, rozegrał jedynie 22 minuty w przegranym 0:3 starciu z Chorwacją. Sampaoli wolał wystawiać od pierwszej minuty m.in. Maximiliano Mezę i Cristiana Pavona. Kibice łapali się za głowy, widząc jedenastki posyłane w bój przez selekcjonera. Z kontrowersyjnymi decyzjami trenerów jest tak, że można je akceptować, dopóki są wyniki. Sęk w tym, że ich nie było. Argentyńczycy wyszarpanym zwycięstwem 2:1 z Nigerią w ogóle zapewnili sobie awans z grupy. Następnie już w pierwszym meczu fazy pucharowej odpadli z Francją. Tuż po turnieju Sampaoli wyleciał z pracy. Ówczesny lider Juventusu mógł świętować.
- Przed mundialem trener przyjechał do Turynu, aby powiedzieć, że na mnie liczy. Ale od momentu rozpoczęcia zgrupowania w Rosji nie zamienił ze mną ani słowa. To było dziwne. W ogóle nie rozmawialiśmy, ani się ze mną nie przywitał, ani nie pożegnał, kiedy wracaliśmy do domu. Sytuacja nie była łatwa, pojawił się dystans między nami. Nie wiem, co się stało - wspominał później Dybala na antenie Fox Sports. - Mundial był dla nas trudny. Nie było czasu na wkomponowanie zawodników, którzy mają przed sobą przyszłość w kadrze. Nie wszyscy mogli być zadowoleni, ale trzeba było podejmować decyzje - to już ocena Sampaoliego.
Dwa kopnięcia na wagę złota
Przenosimy się do zimy 2022 roku. Lionel Scaloni powołał wówczas Dybalę, chociaż przez sporą część października i listopada ten zmagał się z kontuzją mięśniową. Brak rytmu meczowego sprawił, że nie miał szans na miejsce w pierwszym składzie. Messi, Di Maria i Julian Alvarez prezentowali spektakularną formę, więc niewielu mogło tęsknić za graczem Romy. Selekcjoner miał jednak na niego pomysł.
W półfinale MŚ Dybala rozegrał kwadrans przeciwko Chorwacji. W decydującym meczu z Francją Scaloni wpuścił go w 120. minucie za Nicolasa Tagliafico. Docelowo napastnik miał przydać się tylko na karne, aczkolwiek tamto spotkanie było na tyle intensywne, że zdążył zapisać się w historii jeszcze przed konkursem jedenastek. W doliczonym czasie gry Mbappe rozpędzał się w polu karnym “Albicelestes”. Miał już na koncie hat-tricka, w poprzednich minutach prawie każda zagrana przez niego piłka lądowała w siatce. Messi i spółka mogli obawiać się, że Kylian skarci ich po raz czwarty. Wtedy Enzo Fernandez musnął piłkę, a Dybala z pełnym impetem wybił ją w trybuny. Wielu Argentyńczyków uważa, że była to interwencja na wagę złota, na równi z tą “Dibu” Martineza przy strzale Randala Kolo Muaniego.
- Znajomi pytali mnie później, co robiłem w swoim polu karnym, ale nawet ja nie wiem. To był instynkt. Czułem, że przydam się dokładnie w tym miejscu. Widziałem, że Mbappe pędzi jak szalony, ale na szczęście Enzo delikatnie go spowolnił, a ja zdołałem wybić piłkę. Gdyby miał tę piłkę pod kontrolą, jest duża szansa, że trafiłby do siatki - wspominał Dybala dla TyC Sports.
Nie mógł on zbyt długo cieszyć się udanym wybiciem. Kilka minut później oddał najważniejszy strzał w karierze. W drugiej serii karnych trafił do siatki, posyłając piłkę w sam środek. Hugo Lloris rzucił się w swoje lewo, chociaż zabrakło niewiele, aby obronił nogami. Szczęście było po stronie Argentyńczyków. którzy ostatecznie po raz trzeci w historii zostali mistrzami świata. Dybala rozegrał na tamtym turnieju 17 minut, jednak tyle w zupełności wystarczyło, aby mógł czuć się spełniony.
- Wiedziałem, że muszę zachować spokój, ale to trudne, kiedy wiesz, że musisz wykonać rzut karny w finale mundialu. Droga do piłki nie mogła być dłuższa, to trwało wieczność. Rozmawiałem wcześniej z “Dibu” i powiedział mi, żebym strzelał w środek, bo rywal zawsze rzuca się w ciemno. Myślałem o tym, żeby strzelić w róg i dokładnie tam rzucił się Lloris. Na szczęście posłuchałem “Dibu” i w ostatniej chwili zmieniłem zdanie. Poszło w środek, wpadło, gol - opowiedział.
Przekleństwo kontuzji
W ostatnich latach Dybala nadal nie potrafił na stałe przebić się do pierwszego składu reprezentacji. W 2024 roku nie został powołany na Copa America, które zakończyło się kolejnym triumfem Argentyny. Przed tegorocznym mundialem nie zmieścił się nawet w szerokiej kadrze liczącej aż 55 nazwisk. Powód jest bardzo prosty. Scaloni nie chce zawodnika, co do którego nie ma gwarancji dostępności.
- Moim największym marzeniem jest występ na kolejnym mundialu. Ale wiem, że aby to osiągnąć, trzeba dobrze spisywać się w klubie. Muszę odzyskać rytm po kontuzji, regularnie grać, bez tego nie będzie łatwo o powołanie. To ja muszę wysłać sygnał selekcjonerowi - podkreślał w marcu w rozmowie z Pollo Alvarezem. - Kocham Dybalę jak brata. Kiedy rozgrywa siedem czy osiem meczów z rzędu, zawsze prezentuje wysoką formę, na czym korzysta drużyna. Niestety często brakuje mu tej ciągłości występów - mówił Scaloni w rozmowie z La Gazzetta dello Sport.
W poprzednich trzech sezonach Dybala pauzował łącznie przez 367 dni, czyli stracił praktycznie jeden pełny rok. W mijających rozgrywkach spędził na murawie mniej niż 1600 minut. Kiedy już grał, to oczywiście gwarantował jakość. W trzech ostatnich kolejkach Serie A zaliczył cztery asysty, pomagając Romie w wywalczeniu awansu do Ligi Mistrzów. Przez ponad połowę sezonu “Giallorossi” nie mogli jednak liczyć na swojego potencjalnego lidera. Tym samym przepadła szansa gry na mundialu.
- Nikogo nie trzeba przekonywać, jaką Paulo dysponuje jakością. To fantastyczny zawodnik. Ale piłkarze przychodzą i odchodzą, na jego pozycji mamy innych, którym zdecydowaliśmy się dać szansę. Lubię Dybalę, mam do niego ogromną sympatię, ale drużyna zawsze jest na pierwszym miejscu. Zawsze patrzymy na teraźniejszość i przyszłość - tłumaczył Scaloni dla DSports.
Piłka reprezentacyjna ma swój urok. Zawodnik, który w wielu drużynach narodowych mógłby być liderem, w swojej nie łapie się do szerokiej kadry. Z drugiej strony temu samemu piłkarzowi wystarczyły dwa skuteczne kopnięcia w meczu z Francją, aby już na zawsze cieszyć się w kraju statusem bohatera. Paulo Dybala nie zagrał zbyt długo na mundialu, raptem nieco ponad pół godziny. Czuje zapewne z tego względu niedosyt. Nikt nie odbierze mu jednak tego, że dołożył swoją cegiełkę do sukcesu i może nazywać się mistrzem świata.