Była 18. minuta, gdy Zalewski to zrobił. Uruchomił lawinę. "Jedyny gracz"

Była 18. minuta, gdy Zalewski to zrobił. Uruchomił lawinę. "Jedyny gracz"
IMAGO / pressfocus
Dominik - Budziński
Dominik BudzińskiWczoraj · 23:07
Atalanta Bergamo musiała uznać wyższość Borussii Dortmund (0:2) w pierwszej odsłonie dwumeczu 1/16 finału Ligi Mistrzów, ale naprawdę solidny mecz rozegrał Nicola Zalewski. Polak był najjaśniejszym punktem w ofensywie przegranego zespołu.
Już trzeci raz z rzędu Nicola Zalewski rozpoczął mecz Atalanty Bergamo w podstawowej jedenastce. Tym razem reprezentant Polski został posłany w bój na mecz Ligi Mistrzów z Borussią Dortmund, pełniąc od pierwszej minuty rolę jednej z dwóch “dziesiątek” podwieszonych pod napastnika. I trzeba przyznać, że mimo niekorzystnego wyniku egzamin zdał na oceną dobrą.
Dalsza część tekstu pod wideo
Pierwszy kwadrans meczu upłynął pod kątem dominacji gospodarzy z Dortmundu, którzy w tym czasie przewagę udokumentowali golem Serhou Guirassy’ego. Dopiero wówczas Atalanta zaczęła dochodzić do głosu. I zazwyczaj robiła to za sprawą bardzo aktywnego Zalewskiego.
24-latek po raz pierwszy błysnął w 18. minucie, gdy nie tylko zapoczątkował akcję, podprowadzając odważnie piłkę, ale też po chwili dał się sfaulować na wysokości pola karnego BVB. Za nieprzepisowe zagranie żółtą kartką ukarany został Luca Reggiani.
Polak ewidentnie złapał wówczas wiatr w żagle, a pierwsza udana akcja w ofensywie uruchomiła prawdziwą lawinę ciekawych zagrań w kolejnych kilkunastu minutach. Najpierw Zalewski próbował sprytnie przepuścić piłkę, ale jego intencji nie odczytał Gianluca Scamacca, po chwili natomiast wychowanek Romy wpadł w pole karne, ograł Waldemara Antona i szukał podania do środka. Nie brakowało wiele, by jeden z klubowych kolegów reprezentanta Polski doszedł do piłki. Można natomiast zastanawiać się, czy wychowanek Romy nie powinien szukać strzału. Kilka minut później zobaczyliśmy zresztą bliźniaczą sytuację.
Zalewski był najbardziej aktywnym ogniwem w ofensywie Atalanty. Nie grał bezbłędnie, zdarzyło mu się podać niecelnie czy wyjechać z piłką za linię końcową, ale w przeciwieństwie do innych zawodników gości, Polak przynajmniej wychodził z inicjatywą. Nie ograniczał się zresztą do gry z przodu, bo choć na “dziesiątce” ma widocznie mniej obowiązków defensywnych, to przykładowo w 22. minucie popisał się świetnym powrotem, zakończonym odebraniem rywalowi piłki już na połowie gości.
Mecz w Dortmundzie toczył się zaś trochę etapami. Atalanta nie istniała na jego początku, potem doszła do głosu, dzięki czemu próbkę umiejętności kilka razy mógł pokazać także Zalewski, po czym znów to BVB opanowało sytuację na murawie i przez dłuższy czas w zasadzie nie dało gościom zrobić czegokolwiek. Kilka minut przed przerwą na 2:0 podwyższył Maximilian Beier.
- Zalewski był jedynym graczem Atalanty, który rzucał wyzwanie BVB - zauważał w przerwie Bartosz Gleń komentujący spotkanie na antenie CANAL+.
Podobnie uważał najwidoczniej szkoleniowiec ekipy z Bergamo, bo choć drużynę postanowił pobudzić dwiema zmianami już w 45. minucie, to akurat Zalewskiego pozostawił na murawie. Opuścił ją natomiast m.in. najbardziej wysunięty Scamacca.
Drugą część spotkania Polak też zaczął aktywnie. Nie minęły nawet trzy minuty, a po dobrym podaniu Zalewskiego urwał się Nikola Krstović, którego wspomniany już Anton musiał powstrzymywać nieprzepisowo, zgarniając kolejną w zespole gospodarzy żółtą kartkę.
Później 24-latek, tak jak i cała Atalanta, był już natomiast tłem dla rozpędzonej ekipy gospodarzy. Borussia dłużej utrzymywała się przy piłce, stwarzała więcej okazji, a ofensywne wypady ekipy z Bergamo oglądaliśmy od wielkiego dzwonu. Zalewski zaczął grać też nieco niżej, ale nie przeszkodziło mu to w podjęciu kilku ciekawych prób w ataku. W 71. minucie reprezentant Polski pierwszy raz tego wieczora poszukał strzału, ale został zablokowany.
Prowadzący Atalantę Raffaele Palladino długo liczył na to, że Zalewski pomoże jego drużynie w odwróceniu losów meczu. Zdjął go dopiero w 82. minucie spotkania. Ostatecznie Nicola nie zbawił więc ekipy z Bergamo. Nie zagrał może w Dortmundzie wielkiego meczu, ale miał naprawdę niezłe momenty. Biorąc pod uwagę to, jak kiepsko Atalanta wyglądała jako zespół, Polak w przeciwieństwie do kolegów potrafił przynajmniej kilka razy urwać się rywalom i napsuć im trochę krwi.
Przed barażami do mistrzostwa świata, które już za nieco ponad miesiąc, cieszyć może przede wszystkim regularna ostatnio gra Zalewskiego. Oby tak dalej.

Przeczytaj również