Były gracz Lecha Poznań wymiata w lidze pełnej gwiazd. Kapitalne liczby i gwiazdorski kontrakt
Kiedyś grał dla Lecha Poznań, a dziś w klasyfikacji strzelców MLS wyprzedza gwiazdy pokroju Marco Reusa czy Thomasa Muellera. Kristoffer Velde w ostatnim czasie zachwyca formą i prowadzi swój klub do play-off’ów.
Po odejściu z Lecha Poznań Kristoffer Velde nie zachwycił w barwach Olympiakosu. W Grecji spędził zaledwie rok i przeniósł się do USA. Jako gracz Portland Timbers zaliczył frustrujący start, ale w ostatnim czasie wszedł na naprawdę wysokie obroty. Norweg wyrósł na lidera zespołu i gra na miarę gwiazdorskiego kontraktu. Rozwinął skrzydła w kluczowym momencie, gdy zespół akurat tego potrzebował.
Powtórka z Lecha
Gdy Velde przenosił się do Lecha Poznań na początku 2022 roku, też zaliczył powolny start. Rozczarowywał, miał spore problemy z notowaniem liczb. Rozpędu nabrał dopiero w sezonie 2022/23, gdy został jednym z bohaterów europejskiej kampanii zakończonej awansem do ćwierćfinału Ligi Konferencji, a w lidze na wiosnę maczał palce w 10 trafieniach. Wynik ten poprawił jeszcze w pierwszej połowie kolejnych rozgrywek i nawet pomimo dużo gorszych cyferek na wiosnę 2024 roku, ponownie miał duży wkład w finisz na miejscach “europejskich”. Zapracował też na spory transfer.
Olympiakos Pireus zapłacił za skrzydłowego cztery miliony euro. W Grecji jednak Velde nie porwał publiki i zmienił klub już po 12 miesiącach. 27-letni zawodnik przeniósł się do Portland Timbers, gdzie od początku wiązano z nim spore nadzieje. Amerykanie zapłacili za niego siedem milionów euro, a Lech zainkasował z tego 300 tysięcy w ramach klauzuli dziesięciu procent zysku od następnej sprzedaży.
Po transferze do USA historia Velde układa się póki co podobnie jak w Polsce.
- W pierwszych dziewięciu meczach każda okazja kończyła się poprzeczką, nieczystym uderzeniem lub niebywałą interwencją bramkarza. (...) I mogło frustrować go to, że sezon zakończył się akurat, gdy zaczął łapać formę - można przeczytać o nim na portalu Oregon Live.
Po niemrawym początku w nowych barwach Norweg staje się jednak motorem napędowym ofensywy, a jego bramki są nieocenione. Trafienia byłego gracza Lecha prowadzą drużynę do kończących sezon play-off’ów.
Motor napędowy
Ostatnie tygodnie są w wykonaniu Velde wręcz fantastyczne. Jego łączny dorobek w bieżącej kampanii MLS to osiem goli i sześć asyst w 24 występach. Aż cztery bramki i pięć finalnych podań zanotował w ciągu ostatnich niespełna dwóch miesięcy - w zaledwie 10 kolejek. Dorzucił do tego również gola oraz asystę w Leagues Cup (turniej dla zespołów MLS oraz ligi meksykańskiej, który daje przepustkę do północnoamerykańskiego odpowiednika Ligi Mistrzów). Norweg to aktualnie jeden z najlepszych piłkarzy ligi, w której przecież aż roi się od gwiazd. Także tych największego kalibru.
Timbers musieli znaleźć nowego lidera ofensywy. Ich najlepszy strzelec, Wenezuelczyk Kevin Kelsy, odszedł bowiem do szkockich Rangersów za ponad 10 milionów euro. Na koniu wjechał jednak Velde, cały na biało. Zwyżka formy Norwega zaczęła się jeszcze na kilka tygodni przed odejściem Kelsy’ego, ale to tym lepiej. W momencie jego utraty pojawił się jasny kandydat do przejęcia pałeczki. Były skrzydłowy Lecha ciągnie ekipę ze stanu Oregon w górę tabeli. Dużo mówi fakt (nawet jeśli to pewne uproszczenie), że tylko we wspomnianych 10 kolejkach zaliczył bezpośredni udział przy trafieniach “wartych” 11 punktów - dodatkowo w znacznej większości istotnych dla przebiegu spotkań:
- 2:2 z FC Dallas - asysta (na 2:2)
- 2:1 z Realem Salt Lake City - asysta (2:1)
- 2:1 z Seattle Sounders - asysta (1:1)
- 3:1 z San Diego FC - gol (1:0) i asysta (3:1)
- 1:1 z LAFC - asysta (1:0)
- 5:4 z Minnesota United FC - gol (5:3)
- 2:2 z St. Louis CITY - dwa gole (1:1 i 2:2)
Wspomniane 11 oczek to ponad 1/3 dorobku Timbers uzbieranego w 25 dotychczasowych kolejkach. Bez nich, zamiast plasować się na ósmej lokacie, gwarantującej udział w rundzie wstępnej play-off’ów, zajmowaliby przedostatnie, 14. miejsce w Konferencji Zachodniej. 10 meczów temu zajmowali zresztą 13. lokatę. Od tamtej pory pną się ku play-offom, a w tabeli za ten okres są piątą siłą swojej “połowy” MLS.
Forma Velde ma wielkie znaczenie dla udanej passy, która może okazać się przełomowa dla jego drużyny. I właśnie na taki wkład czekano. Jego transferowi towarzyszyły bowiem spore oczekiwania.
Gwiazdorski kontrakt, gwiazdorska gra
Norweg trafił do USA jako Designated Player. Oznacza to, że otrzymał kontrakt nieobjęty limitem płacowym obowiązującym kluby MLS. Taki status otrzymują gracze, którzy mają stanowić o sile zespołu, być ich gwiazdami. Jego podstawowe wynagrodzenie wynosi niemal 2,3 miliona dolarów rocznie brutto. Z bonusami kwota ta wzrasta do ponad trzech milionów. W klubie wyższe zarobki ma jedynie David Costa. Pensja Velde stanowi około 20% rocznych wydatków Timbers na płace (12,9 mln dolarów rocznie brutto podstawy, 15 mln z uwzględnieniem bonusów).
Od takiego zawodnika oczekuje się więc naprawdę wiele. W USA uwielbiają indywidualności, tamtejsi fani potrzebują wręcz postaci “pomnikowych” w swoich zespołach - są one charakterystyczne dla sportów popularnych na ich podwórku. Każdy Designated Player to kandydat właśnie na taką gwiazdę.
- Mam nadzieję, że będę podnosił ludzi z miejsc na trybunach i wniosę na boisko coś wyjątkowego. Zawsze będę szukał bramek, starał się dać kibicom radość z piłki i strzelać gole - mówił Velde w materiale przedstawiającym go po transferze do USA.
Nadzieje były szczególnie duże, bo przychodził w momencie, gdy atak spisywał się fatalnie. Norweg zameldował się w Oregonie w połowie rozgrywek 2025. Timbers skończyli je z najgorszym od dekady dorobkiem bramkowym w fazie zasadniczej sezonu MLS. Eks-zawodnik Lecha miał ożywić ich ofensywę, ale na pierwszego gola czekał ponad pół roku.
Teraz “dojechał”. Dźwignął rolę lidera, do której predestynował go gwiazdorski kontrakt. Jego dziewięć goli i siedem asyst na wszystkich frontach (osiem + sześć w lidze) to najlepszy w zespole wynik w klasyfikacji kanadyjskiej. W MLS wyprzedza w niej m.in. Thomasa Muellera czy Marco Reusa (głośnych nazwisk ma za plecami jeszcze więcej, ale część z nich, np. Antoine Griezmann, dołączyła do ligi dopiero tego lata). Nie gryzie się też w język i nie boi powiedzieć, że coś mu się nie podoba. Można odebrać to jako chęć wyznaczania odpowiednich standardów.
- Atmosfera była do d*py. Wszyscy ci ludzie ubrani na żółto na naszym stadionie - nigdy czegoś takiego nie widziałem. Nie wiem, jak to możliwe - mówił sfrustrowany po przegranym domowym spotkaniu z meksykańskim Club America w Leagues Cup, gdy fani gości zdominowali Amerykanów na trybunach.
Velde wie, że jest liderem. Obudził się w kluczowym momencie sezonu, gdy rozstrzyga się walka o miejsce w play-offach, decydujących o ostatecznym triumfie w rozgrywkach. Pozostało dziewięć kolejek. Jeśli utrzyma obecną formę, Timbers powinni być spokojni o wejście do decydującej fazy rozgrywek. Były zawodnik Lecha nareszcie “dowozi” w roli gwiazdy za oceanem. A teraz jego zespół naprawdę będzie go potrzebował.