Były gwiazdor Ekstraklasy zachwyca we Włoszech! Co za liczby. Jest nie do zatrzymania
Na polskich boiskach najpierw pokazał się w barwach Śląska Wrocław, a potem Rakowa Częstochowa. Latem 2024 roku ruszył jednak na podbój Włoch i choć w Serie A nie zrobił furory, to po spadku szczebel niżej osiągnął kapitalną formę. Obecnie John Yeboah jest jednym z najlepszych graczy całych rozgrywek.
Do naszej Ekstraklasy zawitał przed rozpoczęciem sezonu 2021/22, stając się w tamtym oknie transferowym piątym wzmocnieniem Śląska Wrocław. Początkowo mało kto przypuszczał jednak, że John Yeboah wyrośnie na ligową gwiazdę. Przychodził za darmo, świeżo po sezonie spędzonym na boiskach trzeciej ligi niemieckiej. Chociaż już wtedy miał w CV kluby całkiem znane, bo mowa choćby o VfL Wolfsburg, Almere City, Willem II czy MSV Duisburg, to nigdzie tam nie przebił się na dobre.
Jednych uratował, drugim dał zarobić
Nie będzie zatem przesadą stwierdzenie, że to w Polsce wypłynął na szerokie wody. Co prawda Śląsk niemal przez cały sezon dołował, utrzymanie w elicie ratując rzutem na taśmę, ale Yeboah mógł być zadowolony ze swoich indywidualnych poczynań. W 36 meczach strzelił 13 goli, dorzucił do tego dwie asysty. Okazał się kluczowy w meczach pod wielką presją, bo “Wojskowi” w czterech ostatnich kolejkach zdobyli bezcenne siedem punktów. Wielka w tym zasługa gracza urodzonego w Hamburgu. Trafił do siatki z Jagiellonią, trafił z Wisłą Płock, przeciwko Miedzi Legnica zanotował dublet, a w pożegnalnym meczu, choć przegranym z Legią, podał do Erika Exposito przy jego bramce.
Nic zatem dziwnego, że Yeboah, z powodzeniem grający wówczas i jako skrzydłowy, i ofensywny pomocnik, i nawet napastnik, szybko przykuł uwagę mocniejszych klubów. Czy to z Polski, czy z zagranicy. Najbardziej zdeterminowany okazał się natomiast Raków Częstochowa, który był akurat świeżo po zdobyciu mistrzostwa Polski. “Medaliki” wyłożyły na stół 1,5 mln euro, a Yeboah w tamtym momencie stał się najdrożej sprowadzonym piłkarzem w historii klubu z Częstochowy. Dziś w takiej klasyfikacji jest czwarty.
Czy pod Jasną Górą się spłacił? W praktyce tak, bo już rok później odszedł do Venezii za 2,5 mln euro. Trudno jednak powiedzieć, że w Rakowie zachwycał. Grał raczej w kratkę, miał też problemy zdrowotne akurat, gdy “Medaliki” walczyły w kluczowych rundach eliminacji Ligi Mistrzów. Miał oczywiście przebłyski i lepsze okresy, przed wszystkim w październiku i listopadzie, ale potem wyraźnie spuścił z tonu. Licząc wszystkie fronty - w 44 meczach strzelił cztery gole i dorzucił do tego sześć asyst. Mogło być lepiej.
Trudne początki we Włoszech
Przeciętne statystyki nie odstraszyły natomiast wspomnianej już Venezii, która mimo wszystko chciała mieć Yeboaha u siebie i była w stanie zapłacić za niego całkiem spore pieniądze. Warto dodać, że kupowała już reprezentanta Ekwadoru, bo w międzyczasie, jeszcze podczas przygody z Rakowem, pomocnik zadebiutował w kadrze kraju swoich przodków. Dodajmy - urodził się w Niemczech i regularnie grał w juniorskich zespołach narodowych tego kraju. Jako senior zdecydował się już na zmianę.
W reprezentacji szybko potwierdził klasę. Strzelił gola w debiucie, trafił też w drugim występie. Do dziś cieszy się sporym zaufaniem selekcjonera i jeśli nie wydarzy się jakiś kataklizm, zapewne wystąpi na przyszłorocznym mundialu, bo Ekwador bez większych problemów wywalczył awans, ustępując w eliminacjach jedynie Argentynie.
Jak natomiast 25-letni obecnie zawodnik odnalazł się we Włoszech? Pierwszy sezon nie był w jego wykonaniu najlepszy. Venezia spadła po nim z Serie A, zaś sam Yeboah lawirował między pierwszym składem i ławką rezerwowych. Strzelił tylko jednego gola, dorzucił zaledwie dwie asysty. Przeskok z Ekstraklasy do jednej z czołowych lig Europy okazał się wyjątkowo trudny.
Błyszczy na zapleczu
Z pomocą przyszła… degradacja. Choć pewnie sam Ekwadorczyk wolałby grać we włoskiej elicie, to szczebel niżej, gdzie poziom trudności jest jednak mniejszy, wyróżnia się już zdecydowanie bardziej. W obecnym sezonie Serie B rozegrał 15 spotkań i może pochwalić się naprawdę solidnymi statystykami. Strzelił pięć goli, dorzucił sześć asyst, a błysnął też w Pucharze Włoch, gdzie zanotował dublet i asystę. Brał więc bezpośredni udział przy 14 trafieniach w 17 meczach. Co ciekawe, gra głównie jako napastnik, co najwidoczniej mu sprzyja.
Kto wie, może już niebawem Ekwadorczyk dostanie kolejną szansę na podbój Serie A. Venezia po 18 kolejkach jest trzecia i do bezpośredniej lokaty gwarantującej awans traci tylko dwa punkty. Yeboah natomiast w ligowej klasyfikacji kanadyjskiej zajmuje trzecią lokatę.
Co ciekawe, wzrost formy u Ekwadorczyka dostrzegł też portal Transfermarkt, który kilkanaście dni temu zaktualizował jego rynkową wartość. Dziś wynosi ona już trzy miliony euro. Jeśli jednak Yeboah nie spuści z tonu, a klasę będzie potwierdzał nie tylko w klubie, ale i reprezentacji, to kto wie - może okaże się, że sufit w jego karierze jest znacznie wyżej. To przecież wciąż całkiem młody, bo 25-letni gość. W dodatku wyjątkowo uniwersalny.