Były reprezentant Polski szczerze o Piszczku. Tak widzi jego trenerską przyszłość

Były reprezentant Polski szczerze o Piszczku. Tak widzi jego trenerską przyszłość
Lukasz Sobala / pressfocus
Adam - Kowalczyk
Adam KowalczykDzisiaj · 14:00
W 2008 roku debiutował w reprezentacji Polski, ale jego kariera w biało-czerwonych barwach zakończyła się na jednym meczu towarzyskim z Serbią. W Borussii Dortmund przeciął się z Kubą Błaszczykowskim, a w młodzieżowych kadrach Niemiec - z Mesutem Oezilem. W wywiadzie dla Meczyki.pl Sebastian Tyrała opowiedział nam o wrażeniach z meczu Szwecja - Polska, trzykrotnie zerwanych więzadłach krzyżowych w kolanie, a także o szansach na trenerski sukces Łukasza Piszczka.
Dlaczego Polsce nie udało się wygrać ze Szwecją? Jak wspomina polskie trio z Dortmundu? Czy jest zadowolony ze swojej kariery piłkarskiej? Jak do tego doszło, że trenował mistrza świata w piątej lidze niemieckiej? Na te i inne pytania odpowiada nam Sebastian Tyrała, jednokrotny reprezentant Polski i były gracz takich klubów jak Borussia Dortmund, VfL Osnabrück czy Greuther Fürth.
Dalsza część tekstu pod wideo
ADAM KOWALCZYK, MECZYKI.PL: We wtorek reprezentacja Polski grała o mundial. Śledziłeś?
SEBASTIAN TYRAŁA: Tak, oglądałem mecz. Byłem rozczarowany, bo wiadomo, że bardzo chcieliśmy zagrać na mistrzostwach świata.
Jak podobała ci się nasza gra?
W ofensywie graliśmy dobrze, gorzej w obronie. Sędzia również miał zły dzień, ale to nie był główny powód naszej porażki. Trochę szkoda, że to spotkanie nie odbywało się w Polsce. Szwedzi mieli przewagę, bo grali u siebie.
Co było największym problemem?
Zawsze po porażce łatwo jest oceniać, szukać, kto był największym problemem i dlaczego przegraliśmy. Największą różnicę oczywiście zrobiła trzecia stracona bramka w końcówce, ale w takim meczu trzeba być w pełnym skupieniu przez 90 minut. Możliwe, że zabrakło wtedy mentalności. Defensywa wyglądała źle - Bednarek, Kiwior, Wiśniewski, wszyscy zawiedli. Robert Lewandowski też nie zrobił zbyt wiele jak na to, że jest kapitanem tej drużyny. Z drugiej strony bardzo dobry mecz zagrali Zalewski i Świderski.
Myślisz, że Lewandowski zakończy karierę w reprezentacji po tym meczu?
Myślę, że tak. Ma 37 lat, nie wiem czy będzie chciał to ciągnąć dalej do czterdziestki.
Porozmawiajmy trochę o twojej karierze. Byłeś uznawany za talent w Borussii Dortmund, a zanim zdecydowałeś się na grę dla Polski, to dzieliłeś szatnię m.in. z Mesutem Oezilem w młodzieżowych kadrach Niemiec. Co poszło nie tak?
Kontuzje były moim ogromnym problemem. Trzy razy zerwałem więzadła krzyżowe, z czego dwa razy w prawym kolanie. Pierwszy raz przydarzyło mi się to, jak miałem 17 lat - wtedy to było lewe kolano, Jan Koller sfaulował mnie na treningu. To oczywiście nie jego wina, takie sytuacje się zdarzają, ale cóż, widocznie nie miałem dobrego zdrowia, bo tego się nie wybiera. Tak czy inaczej uważam, że miałem dobry powrót, bo kilka lat później grałem w Greuther Fürth i udało nam się awansować do Bundesligi. Grałem w pierwszej jedenastce przeciwko Bayernowi, więc myślę, że było nieźle. No ale później przyszedł zły czas, bo miałem kolejne kontuzje.
Zerwane więzadła w drugim kolanie, a następnie pogłębienie urazu trzy tygodnie później.
To było pechowe, bo tydzień po tym spotkaniu z Bayernem znowu zerwałem więzadła. Siedem miesięcy później było to samo i wtedy już się nie podniosłem. Zacząłem grać w niższych ligach, nie byłem w stanie wrócić na dawny poziom. Poza ACL były też inne, mniejsze urazy - w ciągu całej kariery miałem 12 operacji, a był też czas, w którym przez około 20 miesięcy nie grałem w piłkę. Ale zawsze mówię, że to jest życie i trzeba po prostu iść dalej.
Myślisz, że dałoby się tego uniknąć, gdyby medycy podeszli do sprawy w inny sposób?
Trudno powiedzieć. Wszystkie operacje zakończyły się pomyślnie, etap po urazie też został dobrze poprowadzony. Być może moje ciało nie jest po prostu przystosowane do tego sportu. Tak czy inaczej nie patrzę wstecz.
Kto z BVB cię najbardziej inspirował?
Myślę, że wskazałbym Tomasa Rosicky’ego. To był naprawdę świetny piłkarz i mógłbym go nazwać moją dużą inspiracją.
Pamiętasz jeszcze polskie trio z Dortmundu?
Grałem z Kubą Błaszczykowskim trzy-cztery lata i uważam, że to świetny gość, bardzo pomógł mi jako młodemu zawodnikowi. Z Łukaszem Piszczkiem rozmawiałem parę razy, chociaż nie wiem czy mnie pamięta. Wiem, że zaczął trenować w Polsce i z tego co słyszałem, to nie poszło mu najlepiej. Sam teraz trenuję i mam nadzieję, że uda mi się wyjechać na hospitację trenerską do Polski, żeby zobaczyć, jak to wygląda w porównaniu do niemieckich klubów.
Myślisz, że Piszczek mimo nieudanej przygody w GKS-ie Tychy wciąż może zostać dobrym trenerem?
Sądzę, że tak. Osiągnął wiele w futbolu, grał w Lidze Mistrzów, więc wie bardzo dużo o tym sporcie. Trener dla wielu piłkarzy powinien być jak przyjaciel, a Łukasz ma do tego predyspozycje. Jest dobrym człowiekiem i myślę, że w następnych latach będzie z niego dobry trener.
Długo pracowałeś z Juergenem Kloppem?
Byłem w klubie przez półtora roku jego kadencji, ale on akurat obejmował pierwszą drużynę, gdy miałem odchodzić. Czasem śmieję się, że byłem w Borussii 12 lat i przez ten czas nic nie wygrała, a jak odszedłem, to Klopp od razu zaczął osiągać z nią sukcesy i zdobył dwa mistrzostwa Niemiec z rzędu. Może to moja wina (śmiech). Tak czy inaczej uważam, że to najlepszy trener, jakiego kiedykolwiek miałem. Miał w sobie tę aurę, ale też świetny sztab - o tym też warto wspomnieć. Teraz jako trener myślę, że wszystkie dobre cechy wyniosłem od niego.
Chyba dobrze znasz się z Kevinem Grosskreutzem. Wasze kariery piłkarskie potoczyły się zupełnie inaczej, bo on został mistrzem świata, ale później to ty trenowałeś go w piątej lidze niemieckiej. Jak to się stało?
Zadzwonił do mnie sam z pytaniem, czy chciałbym być częścią jego zespołu - odpowiedziałem, że wchodzę w to i tak to się potoczyło. Cały czas jesteśmy w kontakcie. Kevin jest z mojego rocznika, nadal gra w piłkę w niższych ligach.
Jako trener zrobiłeś awans z dwoma klubami z piątej ligi, więc chyba całkiem nieźle ci idzie. Celujesz wyżej?
Obecnie nie mam klubu, ale ostatni zespół, jaki prowadziłem, grał w czwartej lidze. Cieszę się, bo trenuję sześć lat i zaczynałem od najniższego poziomu w Niemczech [ósmego - przyp. red.]. Teraz musiałbym zrobić licencję UEFA Pro, by móc prowadzić jakikolwiek klub z trzeciej ligi lub wyżej. W Niemczech jest to bardzo trudne, bo przyjmują tylko 16 osób na roczny kurs. Może w ciągu dwóch lat się uda. Ewentualnie spróbuję w Polsce, chociaż nie wiem jeszcze, jak to tam wygląda.
Więcej radości i spełnienia przyniosła ci kariera piłkarska czy obecna kariera trenera?
Trudne pytanie. Teraz bym powiedział, że piłkarska - stadion Borussii Dortmund to jednak inna atmosfera, trzeba to poczuć. Ale obecnie mam 38 lat i celuję w to, żeby zostać dobrym trenerem. To mój plan.

Dyskusja

Przeczytaj również