Chcą być jak Real Madryt, a wyprzedają gwiazdy i właśnie stracili trenera. Niebywałe!
Na trzy tygodnie przed startem sezonu Eddie Howe postanowił odejść z Newcastle United. Klub należący do saudyjskiego funduszu miał (i nadal chce) być europejskim gigantem, ale właśnie wpadł w ostry zakręt.
Ostatnio nie jest łatwo być kibicem Newcastle United. Zeszłego lata ich najlepszy napastnik, Alexander Isak, wymusił transfer do Liverpoolu. Klub wydał ćwierć miliarda euro na transfery, ale ani Nick Woltemade, ani Yoane Wissa, ani Anthony Elanga nie zdołali na razie zastąpić Szweda, który był ulubieńcem trybun na St. James' Park.
W Premier League zespół znad rzeki Tyne zajął 12. miejsce, najgorsze za kadencji Eddie'ego Howe'a. Od połowy stycznia wygrał tylko pięć z 17 meczów. Dwukrotnie przegrał prestiżowe derby z odwiecznym rywalem, Sunderlandem (pierwsza derbowa porażka od 15 lat), który był przecież beniaminkiem (i skończył pięć miejsc wyżej). Lepiej radził sobie w Lidze Mistrzów, ale odpadł w 1/8 finału po bolesnej porażce 2:7 z Barceloną.
Wyprzedaż dóbr rodowych
Mimo tej przegranej, Anthony Gordon tak spodobał się Hansiemu Flickowi, że tego lata Barca zapłaciła za niego 80 milionów euro. Urodzony w Liverpoolu skrzydłowy miał już wcześniej obiecane, że klub nie będzie mu robił pod górkę, gdy pojawi się korzystna oferta. I tak trzeba było kogoś drogo sprzedać, by spełnić wymogi finansowe ligi. Trudno też było odrzucić ofertę w wysokości 108 mln euro z Tottenhamu za Sandro Tonalego. Tym bardziej, że Włoch też już od pewnego czasu dawał znać, że chętnie podjąłby "nowe wyzwanie".
PSR (a od tego sezonu SCR) - ten przeklęty skrót wisiał nad każdym transferowym ruchem Newcastle jak gilotyna. Choćby dlatego w 2024 roku sprzedali do Nottingham Forest 21-letniego wówczas Elliota Andersona za 41 mln euro. Pochodzący z regionu Anderson wcale nie palił się do odejścia, ale jako wychowanek mógł zapewnić klubowi zysk na czysto, więc przystał na propozycję. Dwa lata później jest jednym z najlepszych angielskich pomocników i właśnie trafił do Manchesteru City za ok. 135 mln euro.
Wydawać by się mogło, że należący do saudyjskiego Public Investment Fund klub nie ma żadnych ograniczeń finansowych, ale to już nie te czasy - ekipa z północy generuje nadal zbyt małe przychody, by móc realnie konkurować z gigantami z Londynu, Manchesteru i Liverpoolu, a ligowe kontrole finansowe uważnie badają coroczne bilanse zysków i strat. Kreatywna księgowość jak z czasów słynnych 115 zarzutów City już nie przejdzie.
Tym bardziej, że Saudyjczycy wcale nie wylali wokół położonego na wzgórzu St. James' Park fosy z petrodolarów. Owszem, tylko przez pierwsze trzy lata wyłożyli ponad 400 mln funtów, ale dziś chcą raczej, by klub sam na siebie zarabiał, szukają zewnętrznych inwestorów i cały czas nie zabrali się za przebudowę stadionu i ośrodka treningowego. Zapewniają, że ich zaangażowanie nie maleje, ale kibice są coraz bardziej sceptyczni.
Klub długo funkcjonował też bez jasnych struktur w pionie sportowym. Za ostatnie letnie okno transferowe odpowiadał w zasadzie sam Howe. Nowy dyrektor sportowy, Ross Wilson, przyszedł dopiero w listopadzie. Nowy dyrektor zarządzający, David Hokpinson, chwilę wcześniej. I choć Hopkinson zapewnia, że "plan 2030", zgodnie z którym do końca dekady Newcastle ma urosnąć do roli europejskiego giganta, nadal obowiązuje, to kolejne ruchy nie potwierdzają tych ambicji.
Nowa polityka
Dziś wygląda na to, że klub robi raczej duży krok w tył, by powoli i sukcesywnie stawiać kolejne kroki w przód. Że na razie nie jest w stanie boksować się z tradycyjnym "Big Six". Przynajmniej na dłuższą metę, bo przecież pod wodzą Howe'a potrafił zajmować czwarte i piąte miejsce, ale okupował to odejściami i trudami w kolejnych sezonach. Dlatego teraz - choć oficjalnie nikt tego nie zakomunikował - nie będą już kupować piłkarzy "na teraz", tylko topowe talenty do rozwinięcia.
Na razie latem ściągnęli 20-letniego Bazoumanę Toure z Hoffenheim, 20-letniego Aladjiego Bambę z Monaco i 18-letniego Seana Steura z Ajaksu. A za chwilę prawdopodobnie stracą Bruno Guimaraesa - kapitana, ulubieńca trybun, który był z Howe'em od początku. Przyszedł razem z Kieranem Trippierem czy Danem Burnem zimą, w trakcie sezonu 2021/22 i razem pomogli wywalczyć utrzymanie. Dziś jednak nawet Bruno chce odejść do Arsenalu. Nie będzie tego wymuszał jak rok temu Isak, ale poprosił klub o zgodę, jeśli wynegocjują odpowiednią cenę.
Dla Howe'a to już za dużo. - W momencie, w którym uznam, że nie jestem już właściwym menedżerem dla tego klubu, odejdę - deklarował kilka miesięcy temu, w apogeum kryzysu.
Trudy sezonu sprawiły, że zachorował i wylądował w szpitalu. Po sezonie zapowiedział szefom, że chce odejść. Namówili go, by został. Jeszcze w środę, po porażce 1:4 w towarzyskim meczu z drugoligowym Bristol City, mówił: - Każdy dzień, w którym jestem menedżerem Newcastle United, jest dla mnie wspaniały. Kocham ten klub i to się nigdy nie zmieni. Już wiedział.
W momencie pisania tych słów klub nadal oficjalnie tego nie potwierdził, ale w ten nowy etap ma go wprowadzić Niemiec Matthias Jaissle, szkoleniowiec saudyjskiego Al-Ahli, które również należy do PIF.
- Jestem w szoku, ale jednocześnie spodziewałem się tego. Eddie chciał dalej walczyć o najwyższe cele, a cały czas tracił najlepszych zawodników. Można zrozumieć jego frustrację i zmęczenie - powiedział na antenie BBC Radio były piłkarz NUFC, Steve Howey.
Eddie Howe prowadził Newcastle w 231 meczach. Najpierw utrzymał drużynę w Premier League, potem dwukrotnie awansował z nią do Ligi Mistrzów i wreszcie zakończył 70-letnie oczekiwanie na trofeum. 16 marca 2025 roku, gdy "The Magpies" pokonali Liverpool w finale Pucharu Ligi, dla wielu "Geordies" był najszczęśliwszym dniem w życiu. Za jego kadencji więcej punktów w lidze zdobyły tylko Manchester City, Arsenal, Liverpool i Aston Villa.
Niełatwo jest dziś być kibicem Newcastle. Również dlatego, że 20 lipca po długiej walce z rakiem zmarł Kevin Keegan. Były wybitny piłkarz, dwukrotny zdobywca Złotej Piłki, w roli trenera awansował z Newcastle z powrotem do Premier League i wprowadził do ścisłej ligowej czołówki. Ten region i to miasto, którym klub wyznacza rytm życia, po nim tak mocno uwierzyły tylko w Sir Bobby'ego Robsona i Eddie'ego Howe'a.
"Keegan sprawił, że Newcastle ponownie zaczęło marzyć" - napisał w czwartek w The Athletic lokalny dziennikarz, George Caulkin. "A Howe zamienił te marzenia w rzeczywistość".