Cichy bohater Wisły Kraków. A mógł odejść! Świetne wieści dla reprezentacji Polski

Cichy bohater Wisły Kraków. A mógł odejść! Świetne wieści dla reprezentacji Polski
Krzysztof Porebski / pressfocus
Mateusz - Hawrot
Mateusz HawrotDzisiaj · 20:59
Wygrane derby, pierwsze zero z tyłu po awansie, kolejny gol rozpędzonej gwiazdy, piękna bramka nowego napastnika, ważny sygnał od trenera Mariusza Jopa. To było udane popołudnie Wisły Kraków, której nazwisko cichego bohatera może was zaskoczyć.
Pięć poprzednich meczów nowego sezonu w wykonaniu Wisły Kraków miało jeden punkt wspólny: bramki z obu stron. Dużo bramek. Kolejno: trzy, siedem, trzy, trzy i cztery. “Krakoska” piłka - wesoła piłka. Ofensywna, przyjemna dla oka postronnego kibica, często efektowna. Ale też momentami naiwna, z bałaganem w grze obronnej, powtarzalnym schematem strat przy wyprowadzeniu piłki, po których robiło się gorąco.
Dalsza część tekstu pod wideo
Nie dziwi zatem, że sobotnie derby z Wieczystą pachniały kanonadą. Wieczysta też jak dotąd pokazała twarz drużyny, która do przodu idzie jak zła, natomiast w tyłach nie zgadza się praktycznie nic, szczególnie z upływem minut meczu. Pół żartem, pół serio sporo było przewidywań o tzw. wyniku innym, typu 4:4, 5:3, a może 4:3 (właśnie w takim stosunku Wisła przegrała, a Wieczysta wygrała z Piastem Gliwice).
Pudło. Czysty “underek”, tylko dwa gole, długo piłkarskie szachy z przebłyskami - z przymrużeniem oka można napisać, że dwaj beniaminkowie z Krakowa oszukali ekspertów i kibiców. Koniec końców lepszy okazał się ten większy i bardziej utytułowany. Wisła zgarnęła trzy punkty po zwycięstwie 2:0 i zgarnęła je zasłużenie. Wykazała się dojrzałością, dobrą organizacją gry, pokazała więcej jakości, w jej drużynie zgadzało się więcej niż u przeciwników. Wystarczyło, by po raz trzeci w tym sezonie cieszyć się z wygranej i chwilowo wskoczyć na fotel wicelidera.
Kluczowy dla losów derbów był moment z 12. minuty, w którym o włos od gola znalazł się Efthymios Koulouris. Nowy gwiazdor Wieczystej mógł zanotować wymarzone wejście, jednak jego potężny strzał na poprzeczkę sparował Marcel Łubik. Golkiper Wisły to pierwszy z bohaterów zasługujących na wyróżnienie. Nie dał się zaskoczyć ani razu - przy 0:0, 1:0, 2:0 miał tę samą twarz, twarz klasowego bramkarza, którego rąk ni sposób przełamać. Pewny, z odpowiednim refleksem, zorientowany w sytuacji, zawsze w odpowiednim miejscu i czasie. Nie mógł lepiej odpowiedzieć na krytykę osób zarzucających mu, że umiejętnościami gry do przodu przykrywa braki w bramkarskim fachu. Dźwignął ten mecz i znowu, podobnie jak ostatnio w Szczecinie, dorzucił coś ekstra.
Dalej: świetnie funkcjonowały boki obrony. Raoul Giger właściwie każdym występem udowadnia, że od ręki można go wpisać do grona czołowych prawych defensorów w lidze. Znów był znakomity - naprawdę, nie przesadzamy. Do pokaźnych kieszeni dorzucił kolejny skalp: Christophera Lungoyia, ponoć błyszczącego na treningach Wieczystej, czego jak na razie nie widać w meczach. A po drugiej stronie boiska imponował cichy bohater “Białej Gwiazdy”, czyli Jakub Krzyżanowski. Młodzieżowy reprezentant Polski sporo się nasłuchał na początku sezonu, gdy podważano jakość jego gry w obronie, która z Marko Boziciem na tej samej flance łatwa nie jest. Teraz kolejny raz wysłał jasny sygnał: potrafię bronić odpowiedzialnie, rozwijam się, uczę na błędach, idę do przodu. Serce rośnie, gdy następny po fenomenalnym Gurgulu (halo, selekcjonerze, gdzie powołanie?!) i zdolnym Lubereckim lewy obrońca-młody Polak błyszczy w PKO BP Ekstraklasie. Dobrze, że mimo ofert nie wylądował w Czechach. Rośnie nam, miejmy nadzieję, kolejny potencjalny mocny kadrowicz na tej pozycji.
Czyste konto zawsze działa też na plus stoperów (zdarzały się nerwy, ale całościowo para Uryga-Grujcić zdała egzamin i wykupiła abonament na kolejne występy), natomiast Wisła wygrała przede wszystkim dlatego, że funkcjonowała dobrze jako zespół, ale jednocześnie działały indywidualności. W środku pola mrówczą pracę wykonał James Igbekeme (wielka klasa przy akcji na 1:0), jakby odpowiadając na transfer nowego pomocnika Victora Meseguera. Znów świetnie wyglądał Julius Ertlthaler (top asysta!) - widać, że ten piłkarz po prostu musi grać wyżej, bliżej bramki przeciwnika aniżeli własnej. A Jordi Sanchez, poza szóstym już golem w sezonie, harował jak wół, był niezwykle pożyteczny dla drużyny. I nawet jeśli Marko Bozić tym razem nie mijał rywali jak tyczek i skończył bez bramki, nawet jeśli irytowała niefrasobliwość Youana, a Kacprowi Dudzie znowu zdarzały się straty-zapalniki, to całościowo wiślacki organizm funkcjonował jak należy.
W tym punkcie na słowa uznania zasługuje też Mariusz Jop. Trener swoimi decyzjami wpłynął na to, by “Biała Gwiazda” dojechała do mety bez szwanku. Wcześniej do sposobu zarządzania przez niego meczem publicznie uwagi wygłaszał sam Jarosław Królewski, a pytania o rodzaj i timing zmian bywały zasadne. Teraz Jop trafił idealnie. Przed upływem godziny ściągnął dwa najsłabiej świecące punkty, potem dorzucił świeżą krew za zmęczonych Sancheza i Bozicia, a zmiennicy zrobili mu drugiego gola. Rafał Mikulec przytomnie i dość efektownie wyłożył piłkę, zaś Jeremy Guillemenot przywitał się z krakowską publicznością przepiękną bramką. Klasa.
Wisła z optymizmem może spoglądać w przyszłość. Oczywiście, dalej środek tabeli powinien być realnym celem, ale dziesięć punktów w sześciu meczach to naprawdę solidny wynik. Przy Reymonta powinni się też cieszyć z jeszcze jednej, istotnej kwestii: w żadnym ze spotkań “Biała Gwiazda” nie była dużo słabsza od przeciwnika. Walczyła jak równy z równym, czasem z lepszym (GKS, Wisła Płock, Wieczysta), czasem gorszym (gdy punktował ją Górnik i obnażał Piast) skutkiem. To budujące dla beniaminka. A druga połowa z Pogonią oraz sobotnie derby pokazały, że możliwy jest też progres w organizacji gry defensywnej. Jarosław Królewski, Mariusz Jop, Jordi Sanchez i spółka kończą sierpień w dobrym humorze. A Wieczysta? Mnóstwo pracy przed Żeljko Kopiciem. Dajmy mu czas.

Dyskusja

Przeczytaj również