Co za nazwisko w Ekstraklasie! Kosztował 25 mln euro, Messi wróżył mu wielką karierę
Transfer Rony’ego Lopesa do Motoru Lublin to kolejna próba reanimowania piłkarza, którym kiedyś zachwycał się nawet Leo Messi. Portugalczyk jeszcze cztery lata temu mówił w L’Equipe: - W najlepszym momencie kariery widziałem się w Barcelonie albo w Realu Madryt. Kontuzje i problemy z trenerami mocno jednak wyhamowały tę karierę. Swój szczyt Lopes miał prawie dekadę temu.
W angielskich mediach czasami dalej można natknąć się na jego nazwisko. Tekst pt. “Co stało się z gwiazdami namaszczonymi przez Messiego” jest dobry na każdą okazję, bo z dziesiątki talentów wytypowanych przez Argentyńczyka tylko Timo Werner jako tako poradził sobie w wielkiej piłce. Reszta, w tym Rony Lopes, miała krótkie wystrzały, a potem zgasła. Leo Messi typował największe talenty w 2015 roku w ramach kampanii adidasa. To pokazuje, ile zmiennych jest w piłce i że nikt nie ma szklanej kuli przepowiadającej przyszłość.
Wymarzony początek
Lopes oczywiście dalej może zbierać punkty za CV. Nikt nie zabierze mu transferu do Sevilli za 25 mln euro, jedenastek kolejki Ligue 1 u boku Kyliana Mbappe albo tego, że w Manchesterze City grał z Carlosem Tevezem i Edinem Dżeko. Już w debiucie zresztą strzelił gola, dwie minuty po wejściu. Miał wtedy 17 lat i dziewięć dni, więc do dziś jest najmłodszym strzelcem w historii “The Citizens”. Patrick Vieira, który trenował go w akademii Manchesteru, zawsze był pod wrażeniem jego talentu. Z drugiej strony - to przykra sytuacja, że facet, który przez lata funkcjonował w tak doborowym towarzystwie, nagle od 2022 roku bardziej przypomina turystę niż piłkarza.
Historia Rony’ego jest nietypowa, bo urodził się w Brazylii, ale piłkarsko dorastał w Portugalii. Ronym został tylko dlatego, że jako chłopak nie rozstawał się z koszulką brazylijskiego Ronaldo. Jako 11-latka wypatrzyła go Benfica. Cztery lata później sieci zarzucił Manchester City, a dla biednej rodziny był to los na loterii. Ojciec, pracujący jako kierowca ciężarówki, przeprowadził się do Anglii, stawiając wszystko na karierę syna. Lopes potem kilka razy otarł się o skład Manchesteru, dostając szansę od Roberto Manciniego. Asystował przy golach Sergio Aguero. Był zawodnikiem świetnie wyszkolonym technicznie, którego styl gry od razu rzucał się w oczy.
Sezon życia i nagły zjazd
Kiedy w 2015 roku przechodził do Monaco, we Francji miał łatkę wonderkida. Być może za szybko uwierzył w swoją wielkość, bo Leonardo Jardim w debiucie ściągnął go już po 37 minutach. W jego miejsce wszedł Bernardo Silva, który dzisiaj jest w Realu Madryt. To znowu pokazuje, jak przewrotna jest piłka i że talent to dopiero początek.
- Kiedy Jardim ściągnął mnie z boiska, pomyślałem sobie: “To niemożliwe”. Potem byłem przekonany, że mnie nie lubi - opowiadał Lopes w L’Equipe. Wyjaśnili to sobie z trenerem, kiedy wrócił z wypożyczenia w Lille. Nagle w sezonie 2017/2018 zobaczyliśmy inną wersję Portugalczyka - do dziś jest to jego najlepszy sezon w karierze.
Monaco było wtedy świeżo po mistrzostwie Francji. Leonardo Jardim miał za sobą przygodę w Lidze Mistrzów, gdzie dotarł do półfinału. Lopes wszedł do tak silnego składu i rozgościł się w jedenastce. W Ligue 1 strzelił 15 goli, zaliczył też siedem asyst. W pewnym momencie miał serię, kiedy trafiał w ośmiu spotkaniach z rzędu. W tamtym zespole grali m.in. Kamil Glik i Radamel Falcao. Lopes był lewoskrzydłowym, ale grywał też na prawej stronie. Jego kiwki i to, jak sadzał rywali na murawie, fruwały po francuskich mediach.
Problemy z kontuzjami
- Byłem uprzedzony do trenera. Ale potem zrozumiałem, że to ja się muszę zmienić, a nie on. Zmieniłem dietę, zmieniłem podejście do treningów i to, co robię po pracy. Efekt przyszedł natychmiast - opowiadał Lopes. W najlepszym okresie porównywano go do Ludovica Giuly’ego, który z Monaco grał w finale Ligi Mistrzów w 2004 roku. Zachwycał się też nim Luis Campos, który wtedy układał klocki w Monaco, a dziś odpowiada za transfery PSG. W złotym okresie Rony zadebiutował w reprezentacji Portugalii i był blisko wyjazdu na mundial rok później, w 2018 roku. Fernando Santos ostatecznie zostawił go w domu.
Tak naprawdę to był już jego zmierzch. Latem 2019 roku trafił do Sevilli za 25 mln euro i od tego momentu ta kariera leciała już tylko w dół. W Hiszpanii nie strzelił żadnego gola. Głównym problemem stały się nawracające kontuzje ścięgien udowych.
- Kontuzje zrujnowały moją karierę. Zawsze przychodziły, gdy zaczynałem wracać do formy i trwały kilka tygodni. Zawsze te same ścięgna udowe, trzy razy lewe, trzy razy prawe. Nikt nie potrafił mi powiedzieć, skąd bierze się problem. Szukałem odpowiedzi przez większość życia - opowiadał Lopes.
Wędrówka po klubach
Do tego doszedł konflikt z Julenem Lopeteguim, który dawał mu grać w Lidze Europy, ale w weekendy wyrzucał go ze składu. Wiele razy Rony lądował w biurze trenera z wyrzutami i nigdy nie poczuł poprawy.
- Raz stałem obok kolegi z drużyny, trener zapytał go, jak się czuje, a do mnie nic nie powiedział. Zastanawiałem się: kim ja tu w ogóle jestem? - opowiadał. W tej samej rozmowie Lopes przyznał się do czegoś, do czego rzadko przyznają się zawodowi piłkarze: - Czy płakałem? Tak, w pewnych momentach. W Sevilli, w Nicei. Byłem wtedy bardziej wrażliwy niż teraz - opowiadał.
Na kolejnych etapach próbował pokazać dawnego siebie - była Nicea, gdzie spotkał znowu Patricka Vieirę. Francuski trener chwalił go nawet za pracę na treningach. W Olympiakosie Pireusu wygrał mistrzostwo, ale nie był podstawowym graczem. Znowu psioczył na trenerów. Przez chwilę nieźle wyglądał w Troyes, ale było to jedno z pięciu wypożyczeń w jego karierze. Potem nastał już okres turystyki - krótkie pobyty w klubach bez wielkiej historii. Ostatnio Lopes zakotwiczył u Goncalo Feio w Tondeli, ale spadł z ligi. Na swoją obronę może powiedzieć to, że jak na standardy zespołu nieźle wyglądał wiosną. W każdym razie - od przepowiedni Messiego był już w dziesięciu miejscach.
Jego przykład to lekcja, że talent bez zdrowia i dyscypliny jest tylko obietnicą bez pokrycia. Portugalczyk po wygaśnięciu umowy z Tondelą podpisał umowę z Motorem Lublin do 2028 roku. W grudniu skończy 31 lat - nie jest jeszcze emerytem, do tego może obsadzić kilka pozycji, bo poza dwoma skrzydłami w przeszłości grywał też jako napastnik. W Lublinie wciąż będzie miał szansę pokazać, że coś z tamtego chłopca, którego wybrał Messi, jeszcze w nim zostało.