Co za powrót! Słynny hiszpański klub wstał z kolan. Głośne transfery i... wściekli kibice

Co za powrót! Słynny hiszpański klub wstał z kolan. Głośne transfery i... wściekli kibice
screen
Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google?
Dodaj do źródeł
Dodaj do źródeł Google
Jeszcze w 2024 roku grali w trzeciej lidze, dziś szykują się do rywalizacji w elicie. O “Super Depor” słyszał każdy kibic, który od co najmniej ćwierćwiecza śledzi hiszpańską piłkę. Deportivo A Coruna znów chce zasłużyć na przedrostek “Super”.
W 2000 roku zostali mistrzami Hiszpanii, dwa lata później wygrali Copa del Rey i krajowy Superpuchar, a w sezonie 2003/04 dotarli do półfinału Ligi Mistrzów. Na początku XXI wieku świat zakochał się w magicznej ekipie Deportivo A Coruna, w której brylowali m.in. Roy Makaay, Bebeto, Juan Valeron czy Mauro Silva. Jeśli tamte lata byłyby snem, fani “Los Blanquiazules” nigdy nie chcieliby się budzić. Po złotej erze pozostały tylko wspomnienia.
Dalsza część tekstu pod wideo
W ostatnich latach rywalizacja sportowa zmieniła się w walkę o przetrwanie. Rządy poprzedniego sternika, Augusto Cesara Lendoiro, zaowocowały długiem przekraczającym 150 mln euro. W 2018 roku zespół spadł z najwyższego poziomu rozgrywkowego, a po dwóch latach wylądował w trzeciej lidze. W oczy zajrzało widmo bankructwa i całkowitego upadku. Nie ma jednak takiej burzy, po której na horyzoncie nie pojawiłyby się promyki wschodzącego słońca. Na El Riazor można świętować, rybackie miasto w Galicji znów żyje w rytmie obiektu wpadającego do sieci. “Depor” wróciło do La Liga, a perspektywy na przyszłość są więcej niż obiecujące.

Uratowani z miłości

Dekadę temu Deportivo niechybnie zmierzało w stronę przepaści. Dług na poziomie około 160 mln euro sprawił, że klub musiał trafić w ręce bankierów, którzy zajęli się odpowiednim zarządzaniem debetem. W 2020 roku Abanca przejęła 78% udziałów na El Riazor, obecnie ma ich już 99%. Dwa lata temu szef wspomnianego banku, Juan Carlos Escotet, został oficjalnie właścicielem ekipy z Galicji. To jeden z najbogatszych ludzi w Hiszpanii, którego majątek wycenia się na około cztery miliardy euro. Część imponującego kapitału idzie na inwestycję w piłkę.
W ubiegłym roku Escotet ogłosił, że “Depor” uwolniło się od długów. Kolejnym ważnym krokiem było wydanie ponad 50 mln euro na budowę nowoczesnego centrum treningowego, które najbliższych miesiącach zostanie oddane do pełnego użytku. Dziennik AS informował, że kompleks obejmuje 180 000 metrów kwadratowych, na co składa się m.in. osiem pełnowymiarowych boisk czy internat przewidziany dla 300-400 juniorów. Obecny sternik pozostawi po sobie coś trwałego.
- Nowy kompleks treningowy to najważniejszy projekt Deportivo w XXI wieku. Budujemy miejsce, w którym narodzi się przyszłość klubu. W ten sposób pokazujemy, że nie tylko pamiętamy o swojej historii, ale też szanujemy ją, wyciągamy lekcje, pielęgnujemy wartości, dzięki którym możemy patrzeć w przyszłość z jeszcze większą siłą i odwagą. Każdy zawodnik, który postawi stopę w tym ośrodku, będzie wiedział, jak wielkie jest dziedzictwo Deportivo - podkreślał Escotet.
Deportivo przetrwało nie tylko dzięki biznesmenom, ale przede wszystkim kibicom. Nawet w momencie największej sportowej zapaści fani nigdy się nie odwrócili. W trzeciej lidze średnia widzów na El Riazor wynosiła około 20 tys. kibiców. W poprzednim sezonie “Los Blanquiazules” mieli jedenastą najwyższą frekwencję w całej Hiszpanii. Ten klub zajmuje szczególne miejsce w sercach fanów, ale też piłkarzy wywodzących się z regionu. Najlepszym przykładem jest Lucas Perez, bohater jednej z piękniejszych historii w hiszpańskiej piłce.
Zimą 2023 roku napastnik był zdeterminowany, aby wrócić do A Coruni. Nieszczególnie obchodziło to jego ówczesnego pracodawcę, czyli Cadiz. Klub postawił sprawę jasno - albo ktoś wpłaci klauzulę na poziomie miliona euro, albo z transferu nici. “Depor” grało w trzeciej lidze, więc zakres możliwości w Finansowym Fair Play był bardzo ograniczony. Perez postanowił sam wziąć sprawy w swoje ręce. Z własnej kieszeni pokrył 493 tys. euro, po czym zgodził się grać za minimalną pensję. Chciał jedynie wrócić do piłkarskiego domu i dołożyć cegiełkę do odbudowy upadłej drużyny. Zrobił to w iście filmowym stylu. W sezonie 2023/24 zanotował 16 bramek i 19 asyst, w tym cudownego gola z rzutu wolnego przeciwko rezerwom Barcelony. Tamto trafienie zapewniło awans do drugiej ligi. Po ostatnim gwizdku były snajper Arsenalu powiedział, że nic piękniejszego w futbolu już go nie spotka. Zapewne miał rację.

W młodości siła

Włodarze Deportivo publicznie mówili o tym, że zakładają powrót do La Liga w okolicach 2028 roku. Plany musiały ulec zmianie, ponieważ już w poprzednim sezonie udało się wywalczyć upragniony awans. Tym razem jego architektami nie byli już weterani pokroju Lucasa Pereza, a przedstawiciele nowego pokolenia. Klub wdrożył konkretne zasady dotyczące budowy składu. Co najmniej jedna czwarta kadry ma być zbudowana z wychowanków, a ponad połowa drużyny musi mieć maksymalnie 26 lat. Taki sposób działania na razie przynosi kapitalne efekty.
W spotkaniu z Realem Valladolid, które przypieczętowało awans, średnia wieku “Depor” wyniosła właśnie tylko 26 lat. Jedynie dwóch piłkarzy z wyjściowej XI miało co najmniej 30 lat. Dublet ustrzelił wówczas Bil Nsongo, kameruński napastnik ściągnięty do rezerw jako 19-latek. Do momentu kontuzji łąkotki bardzo dobrze spisywał się 21-letni David Mella operujący na prawej flance. Największą gwiazdą drużyny pozostaje Yeremay Hernandez, przebojowy lewoskrzydłowy, który w poprzednim sezonie wykręcił 11 bramek i 10 asyst w 39 meczach. Rok temu Como oferowało za skrzydłowego 30 mln euro, ale Hiszpanie się nie skusili. Niedługo 23-letni wirtuoz może być wart co najmniej dwa razy więcej.
- Zrobiliśmy różnicę w dwóch aspektach - intensywnym przeszukiwaniu rynku i akademii. Latem 2023 roku zaczęliśmy kłaść większy nacisk na wychowanków i to się opłaciły. Yeremay, nasz diament, to tylko wierzchołek góry lodowej. Wokół niego mamy Mellę, Daniego Barcię, Villaresa, Bila Nsongo, który strzelił dwa gole na wagę awansu. To są nasi ludzie. Inwestycja w szkółkę pomaga umocnić więź społeczności z klubem. Tutaj nie jest jak w innych regionach, gdzie kibicuje się Barcelonie lub Realowi. U nas wspiera się Deportivo. A lokalni piłkarze odgrywający ważną rolę w zespole to jedynie powód do jeszcze większej dumy - opowiedział dyrektor generalny Massimo Benassi na łamach La Gazzetta dello Sport.
Działacz dodał, że za wzór do naśladowania obrano Real Sociedad. “Txuri-Urdin” opierają swój skład na Baskach, ludziach z regionu, ale znajdują w tym balans i nie boją się stawiać na obcokrajowców. Wysoki poziom szkolenia w połączeniu ze skuteczną siatką skautingu daje piorunujące efekty. Tylko w trzech ostatnich latach klub zarobił ponad 200 mln euro na sprzedażach Alexandra Isaka, Martina Zubimendiego, Mikela Merino i Robina Le Normanda. A poziom sportowy nie poszedł w dół, choćby w poprzednim sezonie podopieczni Pellegrino Matarazzo wygrali Puchar Króla, pokonując w finale Atletico. Deportivo też chciałoby prędzej czy później rzucić wyzwanie hegemonom.

Transferowa karuzela

Klub ufa wychowankom, a przy tym zdaje sobie sprawę z konieczności wzmocnienia składu po awansie. W tym okienku do drużyny prowadzonej przez Antonio Hidalgo trafili Bright Ede, Lorenzo Amatucci, Jonathan Asp Jensen, Teun Gijselhart, Leo Roman oraz Pierre-Emerick Aubameyang. Największe nadzieje wiąże się oczywiście z doświadczonym snajperem, który w przeszłości brylował w BVB, Arsenalu czy przez moment w Barcelonie. Ale cała reszta to zawodnicy urodzeni po 2000 roku, którzy przede wszystkim są inwestycjami w przyszłość.
Fanów Ekstraklasy mogło nieco dziwić, że Bright Ede, który w poprzednim sezonie rozegrał w Motorze tylko 597 minut, nagle idzie za 6 mln euro do beniaminka mocnej ligi. W przypadku stopera od dawna jednak mówiono, że wypada znakomicie w zaawansowanych statystykach. Stąd wcześniejsze zainteresowanie Chelsea czy Romy i wreszcie transfer do naprawdę ciekawego projektu. Oczywiście, że 19-latek nie jest jeszcze gotowym piłkarzem, natomiast wiele klubów widzi, że sufit jego możliwości musi być zawieszony dość wysoko.
- Ściągnęliśmy pięciu młodych zawodników, ponieważ wierzymy w ich potencjał i perspektywę rozwoju. Ważne jest to, że nie musimy wyprzedawać składu, aby pokryć inne inwestycje. Działamy kompleksowo, żeby transfer doszedł do skutku, dane nazwisko musi zostać rozpatrzone na wielu etapach. Dyrekcja sportowa przygotowuje plan, co tydzień nasz dział IT wybiera dwóch, trzech zawodników, którzy wyróżnili się w konkretnych parametrach statystycznych. Następnie wysyłamy ludzi, aby obserwowali piłkarza, zbierając jeszcze więcej danych - opisał dyrektor sportowy Fernando Soriano w rozmowie z Luisem de la Cruzem. - Współpracujemy z kilkoma niezależnymi firmami, które przygotowują kompleksowe raporty. W międzyczasie rozmawiamy z trenerem, później z dyrektorami finansowymi, działem prawnym, prezesem. Jeśli są jakieś wątpliwości, dokonujemy powtórnej analizy lub przechodzimy do alternatyw - dodał.

Wściekłość kibiców

Przewrotność całej sytuacji polega na tym, że atmosfera w A Coruni jest daleka od sielankowej. Klub zagra w La Liga, dokonuje interesujących wzmocnień, ale kibice są wściekli z powodu zachowania włodarzy. Przed startem sezonu ogłoszono podwyżkę cen karnetów o 40% oraz wprowadzono nowe zasady dla osób uczęszczających na trybunę Marathon, którą zajmują ultrasi. Działacze postanowili, że kibice muszą podpisać nowy regulamin zasad zachowania na stadionie, zakazano przekazywania karnetów oraz zapowiedziano większe kontrole tożsamości. Można było spodziewać się, że nowinki te nie przypadną zainteresowanym do gustu. Na początku lipca fani “Depor” pod przewodnictwem grup Riazor Blues i Old Faces urządzili wielki protest.
- Stawką jest przyszłość kibiców, którym chcą odebrać podstawowe prawa. Nie rozumiemy, dlaczego atakuje się tożsamość Deportivo - klubu, który wspieraliśmy w najtrudniejszych chwilach, którego nigdy nie zostawiliśmy na pastwę losu. Tymczasem zarząd traktuje nas jak przestępców. Przeprowadzono atak wymierzony na grupę ponad 4000 osób, którzy z największą pasją wspierają Deportivo. Nowe zasady tworzą bezprecedensowy podział w społeczności kibiców. To kontrola, cenzura i próba odebrania podstawowych praw kibica. Na innych trybunach będzie można przekazywać karnety, a my nie będziemy mogli oddać go rodzinie czy znajomemu? Nie będziemy tego tolerować. Toczy się mecz, którego wynik będzie miał kluczowy wpływ na dalszą historię. Depor to my - oświadczyli kibice.
Mistrza Hiszpanii z 2000 roku nie byłoby dziś w La Liga bez wsparcia finansowego banku Abanca. Trzeba jednak pamiętać, że klub mógłby w ogóle nie wstać z kolan, gdyby nie wierność kibiców. To oni zapełniali El Riazor po same brzegi, kiedy ich ukochany zespół dogorywał w trzeciej lidze. Prezes Juan Carlos Escotet zrobił wiele dobrego, ale nie powinien zapominać, kto tak naprawdę tworzy Deportivo. Długi rosną, maleją i znikają, pieniądze płyną to w jednym kierunku, to w drugim. Piłkarz jednego dnia wyznaje miłość jakiejś drużynie, za chwilę całuje inny herb po transferze. Prawie wszystko się zmienia. Ale uczucia fanów są stałe.
Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google?
Dodaj do źródeł
Dodaj do źródeł Google

Przeczytaj również