Co za show piłkarza Wisły Kraków. Był jak w transie. "Fenomenalny"
Najlepszym zawodnikiem Wisły w meczu z Wieczystą był jej bramkarz. A to o czymś świadczy. “Biała Gwiazda” długo prowadziła w derbach Krakowa, ale remis (1:1) i tak musi przyjąć z pokorą. Na zwycięstwo bowiem po prostu nie zasłużyła.
To miało być piłkarskie święto w Krakowie. Wypełniony po brzegi stadion, naprawdę znakomita jak na ostatnie warunki atmosferyczne murawa, a po dwóch stronach barykady nie tylko derbowi rywale, ale też dwie najlepsze drużyny Betclic 1 Ligi. Zapowiadało się wybornie. Było… średnio.
Zostawiając na boku otoczkę, która jak zwykle przy Reymonta imponowała, piłkarsko oglądaliśmy dość przeciętne spotkanie. Pełne niedokładności, błędów, ostrych fauli. Ubogie zaś w składne akcje i piękne zagrania. Ot, magia derbowej rywalizacji.
Zawiodła przede wszystkim Wisła. To ona grała u siebie. To ona przystępowała do meczu mając 11 punktów przewagi nad rywalem zza miedzy. Jeśli możemy ją za coś pochwalić, tak drużynowo, nie odnosząc się w tym momencie do indywidualności, to chyba tylko za znakomicie przygotowane stałe fragmenty gry. Niemal każdy rzut rożny czy rzut wolny dla “Białej Gwiazdy” pachniał golem. Widać w tym było zamysł, wytrenowane schematy, no i dobrze ułożoną nogę Juliusa Ertlthalera. Aż trudno uwierzyć, że bezpośrednio w ten sposób podopieczni Mariusza Jopa choćby raz nie wcisnęli futbolówki do siatki.
Zrobili to dopiero po innym stałym fragmencie, czyli rzucie karnym. Wykorzystał go Angel Rodado. To jeden z niewielu plusów, jakie tym razem możemy postawić przy nazwisku dość niewidocznego Hiszpana. Zazwyczaj wychwalany napastnik wpisał się w ogólny marazm, jaki podczas derbowej rywalizacji dopadł ekipę z Reymonta.
Bo czy kogoś z piłkarzy ofensywnych Wisły w ogóle można pochwalić? Raczej nie. Jedno ze słabszych spotkań w tym sezonie rozegrał Maciej Kuziemka, niewiele więcej pokazał Frederico Duarte, w środku pola naprawdę bardzo źle wyglądał James Igbekeme, notujący mnóstwo strat i kiepskich zagrań. Kacper Duda, choć chwalony przez komentatorów, też dobre momenty przeplatał wpadkami. Przed przerwą przynajmniej trzy razy piłka po jego zagraniach lądowała na aucie.
Zachwycał natomiast Patryk Letkiewicz. Był jak w transie. Bramkarz Wisły nie notował może wielu interwencji, ale dwukrotnie popisał się fenomenalnymi wręcz paradami. Najpierw jeszcze przy stanie 0:0 wygrał pojedynek oko w oko z Mikim Villarem. Uratował tym samym duet Igbekeme - Joseph Colley. Ten pierwszy zaliczył bowiem katastrofalną stratę, a drugi przy uciekającym rywalu ruszał się jak wóz z węglem. Już po przerwie młody golkiper “Białej Gwiazdy” znów dał popis. Tym razem w tylko sobie znany sposób wyciągnął piłkę praktycznie z linii bramkowej.
Ostatecznie Letkiewicz czystego konta nie zachował, bo kolejny raz pogubił się Colley. Szwedzki obrońca stracił piłkę na linii pola karnego, a to wykorzystał wprowadzony z ławki Natan Dzięgielewski. Wieczysta wyrównała w 79. minucie. I trzeba przyznać, że na to wyrównanie zasłużyła. Nie tylko kreowała bowiem sytuacje, ale też, pomijając bronienie przy stałych fragmentach, nad czym ewidentnie musi popracować, mocno zneutralizowała ofensywne zapędy Wisły.
Poza Letkiewiczem w szeregach Wisły pochwalić można jeszcze Raoula Gigera, pewniaka na prawej stronie defensywy. Pod znakiem zapytania, i to takim potężnym, należy natomiast pozostawić temat hierarchii wśród środkowych obrońców. Dlaczego bowiem niemal przyspawany do ławki został wychwalany jesienią Darijo Grujcić? Dlaczego Wisła lekką ręką rezygnuje z Mariusza Kutwy i chce wysłać go na wypożyczenie? Takie pytania wybrzmiewają wyjątkowo głośno po fatalnym występie Colleya. Zawodnika, który po zimowej przerwie nagle wskoczył do jedenastki, choć w pierwszej części sezonu był daleki od gry, czasami nie łapiąc się nawet do kadry meczowej.
Mariusz Jop będzie miał po derbowym meczu z Wieczystą spory materiał do analizy. Bo choć jego podopieczni wciąż są na dość bezpiecznym kursie do Ekstraklasy, to daleko im do formy z początku kampanii 2025/26. Wystarczy wspomnieć, że “Biała Gwiazda” z siedmiu ostatnich spotkań wygrała tylko dwa. Ma natomiast szczęście, bo wcześniej zdążyła wyrobić sobie potężną zaliczkę. A ona spokojnie powinna wystarczyć.