Co za słowa o Pietuszewskim! Apel do Urbana. "Niesamowity. Zakończył karierę mistrzowi świata"

Co za słowa o Pietuszewskim! Apel do Urbana. "Niesamowity. Zakończył karierę mistrzowi świata"
IMAGO / pressfocus
Wojciech - Klimczyszyn
Wojciech KlimczyszynWczoraj · 21:42
Gorący portugalski klasyk za nami. Gorący nie tylko z powodu twardej, męskiej rywalizacji, remisowego wyniku 2:2, ale też ze względu na mocne polskie akcenty. Wszyscy nasi rodacy odgrywali w meczu Benfiki z Porto główne role, a jeden odcisnął szczególne piętno na tym spotkaniu.
W “O Clasico” musiał być ogień. Obie drużyny spotkały się po raz trzeci w tym sezonie i do tej pory na plusie byli zawodnicy FC Porto. W październiku u siebie wprawdzie skończyło się bezbramkowym remisem (i tragicznym poziomem sportowym, w meczu zawodnicy obu stron oddali tylko trzy celne strzały), ale za to dwa miesiące później “Smoki” wyeliminowały “Orły” z Pucharu Portugalii po zwycięstwie 1:0. Trzeci pojedynek zwiastował olbrzymie emocje.
Dalsza część tekstu pod wideo
Podopieczni Jose Mourinho szukali bowiem ostatniej szansy na zwycięstwo nad drugim, najpoważniejszym krajowym rywalem. To też być “ostatni dzwonek” w kontekście włączenia się do realnej walki o mistrzostwo. Porto przystąpiło do spotkania jako lider, z siedmiopunktową przewagą nad trzecią Benficą.

“Polska górą”

Najważniejsza, z punktu widzenia polskich fanów, była decyzja szkoleniowca Porto, który desygnował do gry od pierwszej minuty aż trzech piłkarzy znad Wisły. Spodziewaliśmy się występu Jakuba Kiwiora, bo w tygodniu, w przegranym pucharowym starciu ze Sportingiem rozegrał 45 minut (wszedł za kontuzjowanego Jana Bednarka). Jednak występ tego drugiego stał już pod znakiem zapytania. Okazało się na szczęście, że stan jego żeber pozwalał na występ od pierwszej minuty. “Dragonoes” mogli więc wejść w mecz z oboma polskimi liderami defensywy. Defensywy, która w tym sezonie w lidze straciła zaledwie osiem goli.
Na lewym skrzydle odnaleźliśmy również nazwisko Oskara Pietuszewskiego, co świadczy o tym, że 17-latka cenią nie tylko fani, media, ale także sztab trenerski. Jeśli były gracz Jagiellonii znalazł się w wyjściowym składzie na jeden z najważniejszych meczów sezonu, oznacza to, że po kilku tygodniach spędzonych w klubie wygrał rywalizację ze starszymi i bardziej doświadczonymi kolegami z zespołu. Nie byle jakiego zespołu.
O klasie liderów ligi świadczyła już pierwsza udana akcja, zainicjowana w dziesiątej minucie, kiedy to kontrujący cios wytoczyła dwójka Alan Varela - Victor Froholdt. Jeden świetnie zauważył drugiego, posłał kapitalne podanie, a Duńczyk na raty zdołał pokonać Anatolija Trubina. U gości kompletnie nie było widać braku najlepszego strzelca ekipy, Samu Aghahowy. Gracze w biało-niebieskich trykotach dość łatwo potrafi stwarzać sobie sytuacje, zwłaszcza w pierwszej połowie. Najlepsze miało jednak dopiero nadejść. Za sprawą Pietuszewskiego.

And the Oscar goes to…

Polak miał przed sobą nie lada wyzwanie. Vis a vis niego stanął Amar Dedić, prawy obrońca, który przez 270 minut uprzykrzał życie Viniciusowi w trzech kolejnych spotkaniach Benfiki z Realem Madryt. I trzeba przyznać, że przez 40 minut Serb dobrze też zmarginalizował reprezentanta biało-czerwonych. Od razu, gdy Pietuszewski przyjmował piłkę w swojej strefie boiska, czuł oddech rywala, nie miał ani chwili spokoju, ani pół metra miejsca. No, ale właśnie, do 40. minuty.
To, co się wydarzyło potem, Pietuszewski zapamięta do końca kariery. Pierwszy jego gol w lidze, przeciwko Arouce, może nie był dziełem przypadku, ale też nie pokazywał skali jego talentu. Ot, najzwyklejsze wbicie piłki do pustej bramki. Ale to trafienie Oskara z Benficą…
Skrzydłowy otrzymał piłkę w środku boiska i ruszył na bramkę Trubina jak do pożaru. Po dwóch sekundach znalazł się w polu karnym, mając przed sobą Nicolasa Otamendiego i bramkarza rywali. Mistrza Świata z Kataru wręcz ośmieszył, biorąc go na zamach, a Trubinowi futbolówka tylko świsnęła koło ucha. Reprezentant Polski uderzył nie do obrony, pod ladę i chwilę potem utonął w objęciach kolegów. Po prostu szefito. Panie i Panowie, trzeba zaryzykować tezę, że Robert Lewandowski będzie miał komu przekazać w kadrze pałeczkę…
Internauci zachwycali się dynamiką i techniką piłkarza z numerem 77, ale niektórzy wręcz wskazywali, że “zakończył” on karierę argentyńskiego stopera. “Widział ktoś śrubokręt?”, “Źółtodziób nie ma szacunku do starszych i wyśmiał Otamendiego”, “17-letni Oskar Pietuszewski wkręca w ziemię 38-letniego mistrza świata” - to tylko niektóre wpisy użytkowników portalu X. Pozostali zaapelowali do selekcjonera, by przed niczym się nie wahał i natychmiast wysłał odpowiednie powołania.
- Teraz Jan Urban już nie ma chyba żadnej wymówki by go nie powołać. Ten chłopak jest absolutnie niesamowity - skomentował Konrad Hryszkiewicz.
To niejedyny przebłysk talentu Pietuszewskiego w tym przedstawieniu. Po zmianie stron jakby nabrał jeszcze większej ochoty do gry. Dominował na lewej stronie zarówno pod polem karnym rywala, jak i własnym. Ciekawy moment nastąpił w 60. minucie, gdy po profesorsku, niczym wytrawny stoper odebrał piłkę Gianluce Prestianniemu i pognał przed siebie w poszukiwaniu asysty lub drugiego gola. Wtedy zabrakło nieco doświadczenia i jego ostatnie podanie okazało się niecelne. Na więcej nie dostał szansy, został zmieniony w 64. minucie. Może być z siebie dumny, zaliczył najlepszą godzinę podczas występów w Portugalii.
Dość powiedzieć, że cała Benfica odkręciła się dopiero, gdy Oskar zasiadł na ławce rezerwowych. 20 minut przed końcem złapała kontakt po golu Andreasa Schjelderupa. Wtedy też Polacy z ostatniej linii wiedzieli, że trzeba będzie wejść na wyższy stopień zaangażowania, by dowieźć korzystny wynik do końca. Tym bardziej, że Benfica chciała pójść po wszystko. Huraganowe ataki widzieliśmy raz po raz i w końcu gospodarze dopięli swego w przedostatniej minucie regulaminowego czasu. Ani Kiwior, ani Bednarek nie byli zamieszani w stratę goli.
Status quo zostało utrzymane. Benfica nie straciła szansy na mistrzostwo, za to Porto zbliżyło się do tytułu. Matematyczne wyliczenia schodzą jednak na dalszy plan, gdy sukcesy święci 17-bohater z Białegostoku. Na tydzień przed galą rozdania filmowych Oscarów, ten piłkarski przypada Pietuszewskiemu. Oskarowi Pietuszewskiemu.

Przeczytaj również